Nawrocki ma żal o szczyt w Gdańsku. Co miałby tu robić? Wyobrażacie go sobie przy Macronie?
W prawie rok po zawarciu traktatu z Nancy odbył się w Gdańsku polsko-francuski szczyt międzyrządowy. Jego znaczenie – zwłaszcza w dziedzinie wojskowej – przedstawił Marek Świerczyński. Chciałem tylko dodać kilka uwag o nieobecności prezydenta Nawrockiego na tym szczycie i pretensjach jego rzecznika Rafała Leśkiewicza, który dał do zrozumienia, że premier Tusk nieelegancko wymiksował Nawrockiego z tego ważnego wydarzenia.
Tym zajmuje się rząd
Oczywiście dobrze, by prezydent Nawrocki spotykał się z prezydentem Macronem, zresztą złożył przecież wizytę roboczą w Paryżu we wrześniu 2025 r. W Gdańsku jednak chodziło o pchnięcie naprzód traktatu z Nancy, który jest umową między rządami, podpisaną właśnie przez Tuska i Macrona. Pewne osobliwości ustrojów obu krajów powodują, że szefem władzy wykonawczej w Polsce jest premier, natomiast Francja też ma premiera, ale cotygodniowe posiedzenia rządu prowadzi prezydent (tak!).
We Francji też się zdarza, że prezydent i premier pochodzą z różnych ugrupowań, a nawet wyznają antagonistyczne doktryny polityczne, ale nigdy nie dochodzi do gorszących – jak w Polsce – publicznych między nimi sporów. A już przenigdy do uzurpacji władzy i wypowiedzi takich jak u nas, które w istocie oznaczają, że prezydent Polski walczy z polskim rządem.
Obie konstytucje głoszą, że politykę zagraniczną prowadzi rząd. Traktat z Nancy to polsko-francuski dokument o wzmocnionej współpracy i przyjaźni, obejmujący obronność i gospodarkę (to prawie dwie trzecie całego traktatu), a także naukę i kulturę, dziedziny, którymi przede wszystkim zajmuje się rząd.
Słuchaj też: Kancelaria Prezydenta od kulis. Kto tu tak naprawdę rządzi? Nawrocki okazał się „za krótki”
Żeby się Tusk i Macron ogarnęli
Co miałby tu robić prezydent? Podam przykład: w obszernej deklaracji francusko-polskiej – opublikowanej na witrynie Pałacu Elizejskiego (nie widzę jej ciągle na witrynie KPRM) – czytam wspólną pochwałę programu zbrojeniowego SAFE i zamierzenia z nim związane. Jak wiadomo, prezydent wetuje ten program. Czy w takim razie Nawrocki albo Macron mieliby dopisywać jakiś aneks do tej deklaracji? Albo zawierać inny traktat? Podobnie jest z zawartą w deklaracji energiczną aprobatą rozwoju naszej europejskiej wspólnoty. Gdzie tu Nawrocki miałby dopisać swoje kwasy? Albo jakieś uwagi, żeby się Tusk czy Macron ogarnął i słuchał prezydenta? Przykłady można mnożyć.
Jest jeszcze inna poważna różnica – w ważnej sferze symboli. Z ogromną emocją odebrał Macron spotkanie w Gdańsku z Lechem Wałęsą, który we Francji jest postacią szanowaną ze względu choćby na to, że to tam odbywały się największe na świecie zagraniczne manifestacje poparcia „Solidarności” po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Na zdjęciach uśmiechnięty Wałęsa stoi pośrodku między Macronem i Tuskiem.
Przypomnę przy okazji, że jednym z najważniejszych notabli w Pałacu Prezydenckim u Nawrockiego jest Sławomir Cenckiewicz, autor biograficznej książki o Wałęsie. Nawet jeśli w ubiegłym roku Cenckiewicz przed sądem wygrał proces z Wałęsą i nawet jeśli prawdą jest uwikłanie naszego Wałęsy w sprawy bezpieki, to i tak książka lekceważy jego historyczną rolę dla kraju, jest skrajnie tendencyjna i wylewa na Wałęsę kubeł pomyj.
Więc na koniec dwa pytania w związku z wizytą Macrona w Gdańsku: czy wyobrażacie sobie podobną scenę – Wałęsa między Macronem i Nawrockim? I jak myślicie: czy Macronowi bardziej przydają się we Francji zdjęcia z Wałęsą czy z Nawrockim?