Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kultura

Film o Tadeuszu Kościuszce nam się po prostu należy

Tadeusz Kościuszko Tadeusz Kościuszko Ohio Allen Memorial Art Museum
Film o Tadeuszu Kościuszce ma wyreżyserować Paweł Maślona. Takiej produkcji w naszej kinematografii współczesnej dramatycznie brakuje. Brakuje też właśnie takiego bohatera.

Informacja o tym, że Paweł Maślona, twórca dobrze przyjętego „Ataku paniki”, wyreżyseruje film o Kościuszce, spotkała się z dużym entuzjazmem. Nic dziwnego. W sumie trudno uwierzyć, że od czasów „Kościuszki pod Racławicami” Józefa Lejtesa z 1938 r. nie powstała żadna wysokobudżetowa produkcja z Naczelnikiem w roli głównej. Dobrze zrealizowany film o Kościuszce to coś, czego w polskiej narracji historycznej bardzo brakuje.

Kościuszko na miarę czasów

Tadeusz Kościuszko – a właściwie jego życie i działalność – to idealna odtrutka na coraz bardziej zamkniętą wizję polskiego patriotyzmu. Z jednej strony – niewątpliwy patriota, przywódca powstania, człowiek niesiony pragnieniem wolności i niezależności państwa polskiego. Z drugiej – niemal zawodowy rewolucjonista, który swoim myśleniem wyprzedzał epokę. Zaprzyjaźniony z Thomasem Jeffersonem, w testamencie przeznaczył zaległy żołd na wykupienie jego niewolników. Negatywnie wypowiadający się o mordach rdzennej ludności Ameryki. W Polsce – zwolennik zmniejszania chłopom pańszczyzny, krytyk Kościoła katolickiego, naczelnik powstania, który w odezwach nie zapominał o pomijanych często kobietach i Żydach.

W ostatnich latach coraz bardziej nastawiona lewicowo młodzież z zaskoczeniem odkrywa tego bohatera narodowego i przywraca pamięć o nim. Niedawno przez media społecznościowe przetoczyła się dyskusja o napisach, jakie w ramach protestu Black Live Matters pojawiły się na pomniku Kościuszki. Wracało zdanie: „Kościuszko byłby z nami”. Bohater zyskuje więc dodatkowy współczesny wymiar – w dobie coraz bardziej burzliwych przemian młodzi szukają w dziejach rewolucjonistów, którzy pragnęli zmieniać zastany porządek. Postępowy bohater walczący o wolność dwóch narodów doskonale się w to zapotrzebowanie wpisuje.

Czytaj też: Ameryka, druga ojczyzna Kościuszki

Filmowo-serialowe życie Kościuszki

Otwartość Kościuszki – jego wykraczające poza schemat podejście do wolności i równości – jest dziś bardzo atrakcyjna dla widzów, którzy szukają postaci historycznych, z którymi mogliby się utożsamiać. Kościuszko jest pod wieloma względami bohaterem jednoczącym, dowodem, że patriotyzm nie wyklucza się z odrzucaniem rasizmu, otwarciem na grupy mniejszościowe i mniej uprzywilejowane. Z kolei zwolennicy przekonania, że za Polskę trzeba przede wszystkim umierać, nie mogą nic Naczelnikowi zarzucić – walczył dzielnie, i choć jego powstanie zakończyło się klęską, to nikt chyba nie odmówi mu przywiązania do ojczyzny ani odwagi.

Jednocześnie sam Kościuszko, który ma swoją ulicę, szkołę i plac niemal w każdym polskim mieście, jest do pewnego stopnia zapomniany. Jego biografię Polacy znają bardzo wyrywkowo. Panorama bitwy pod Racławicami, kosynierzy, może zadarty nos z portretów – to zwykle pierwsze skojarzenia. Część osób ze zdumieniem odkrywa, że za bohaterem z cokołu kryje się ciekawy człowiek. Jego życie nadaje się nie tyle na film, ile na długi serial, pokazujący świat przededniu wielkich przemian. Bo przecież zanim los rzucił Kościuszkę za morze, zaprowadził go chociażby do Paryża, gdzie przesiąkł rewolucyjnymi ideami. Jest też Kościuszko odpowiedzią na potrzebę bohatera międzynarodowego, uznanego poza granicami kraju. Sam fakt, że o pomyśle filmu poinformowało amerykańskie czasopismo „Variety”, pokazuje, że podobna produkcja budzi zainteresowanie także w Stanach.

Czytaj też: Ukryte sensy słynnego obrazu Matejki

Jeśli odłożymy na bok kwestie polityki historycznej i kształtowania naszej wizji patriotyzmu, to trzeba stwierdzić, że życie Kościuszki jest po prostu niezwykle filmowe. Od edukacji w Szkole Rycerskiej, po podróż do Ameryki i walkę w wojnie o niepodległość, na powstaniu kończąc – to bohater idealny do filmowej adaptacji. Zwłaszcza że miał też ciekawe, nieco burzliwe i pozostawiające wiele wyobraźni życie osobiste. Kościuszko, któremu odmawiają ręki lepiej urodzonej panny, który ucieka z ukochaną tylko po to, by zostać zatrzymanym, pięknie się wpisuje w język filmu. O ileż więcej jest tu miejsca na dramaturgię, niż gdyby nasz Naczelnik statecznie się ożenił i miał gromadkę dziatek.

Czytaj też: Kobiety w życiu Kościuszki

Wszyscy czekamy na ten film

Nie da się też ukryć, że do ponownego odkrycia Kościuszki skłania niedawny sukces musicalu o Hamiltonie. Skoro z opowieści o jednym z ojców założycieli udało się stworzyć narrację o współczesnej Ameryce, imigracji i podziałach trawiących kraj, to dlaczego nie spróbować nad Wisłą? Z życiorysu Naczelnika da się ułożyć historię bardzo współczesną. Sukces Hamiltona dobrze pokazał, że widownia jest gotowa zmienić podejście nawet do pozornie najnudniejszych postaci z przeszłości, o ile odnajdzie z nimi nić porozumienia. Tym lepszy jest Kościuszko, którego trudno nie lubić – patrząc na jego odwagę i poglądy wykraczające poza nasze stereotypowe postrzeganie przeszłości.

Film o Kościuszce to produkcja, której w naszej kinematografii współczesnej dramatycznie brakuje. Brakuje też bohatera, który byłby odpowiedzią na bogoojczyźnianą wizję jednego słusznego patriotyzmu. Nam się ten film o Naczelniku po prostu należy, nawet jeśli nie wiedzieliśmy, że na niego czekamy.

Czytaj też: Jakim przyjemnościom oddawał się Kościuszko?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną