Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Taylor Swift została osobą roku magazynu „Time”. Skąd się wziął jej fenomen?

Taylor Swift Taylor Swift Valerie Macon / EAST NEWS
Żyjemy w bardzo poważnych czasach, wieku zarazy, nieszczęść i wojen (zawsze jest jakaś wojna), dlaczego tytuł przypada komuś z tak frywolnej dziedziny jak muzyka popularna? Może właśnie dlatego.

Magazyn „Time” przygotował aż trzy wersje okładki, tak jakby z góry zakładał, że staną się pożądanym przedmiotem kolekcjonerskim, zupełnie jak różne warianty wydawnicze płyt winylowych. Na jednej z nich Swift pozuje ze swoim kotem, Benjaminem Buttonem, spokojnie leżącym na jej ramionach niczym szal. Tiktokerki szybko znajdują i przypominają fragment filmu zza kulis kręcenia teledysku, kiedy Swift po raz pierwszy spotyka Benjamina i szczęśliwa dowiaduje się, że jest dostępny do adopcji. Faceci na Twitterze (znanym dziś jako X) kręcą nosami – oto człowiekiem roku została rozwiązła stara panna z kotem.

Taylor Swift: trzy wersje okładki magazynu „Time”mat. pr.Taylor Swift: trzy wersje okładki magazynu „Time”

Światło w mroku

Kręcenia nosem jest więcej, nawet wśród osób raczej przychylnych piosenkarce. Przecież żyjemy w bardzo poważnych czasach, wieku zarazy, nieszczęść i wojen (zawsze jest jakaś wojna), dlaczego tytuł przypada komuś z tak frywolnej dziedziny jak muzyka popularna? Może właśnie dlatego. Może w tych niespokojnych czasach obok ludzi napędzających machiny dziejów czy kontrolujących środki przekazu warto docenić tych, którzy po prostu niosą odrobinę ukojenia. Razem z Taylor Swift docenieni zostali wszyscy artyści i artystki.

Taylor Swift zaliczyła dwa wyjścia z mroku. Po tym, jak w wyniku knucia Kanyego Westa ucierpiała jej medialna reputacja, wróciła silniejsza, nagrywając szósty album – hitowy „Reputation” – i wyruszając w trasę koncertową. Skoro nazywali ją wężem, użyła tej ikonografii, żeby zbudować swój wizerunek. To przedziwny album – jednocześnie silny i bardzo delikatny. Nic dziwnego, że doskonale rezonował z doświadczeniami fanek, od których świat też wymaga takiego dualizmu.

Plany dotyczące kolejnej trasy pokrzyżował covid. Wykorzystała czas izolacji, żeby nagrać dwa albumy, które doskonale trafiły w Zeitgeist i uczucia odciętych od świata dziewczyn (i nie tylko). Zyskała nową oddaną publiczność, co widać po skali trasy koncertowej „Eras Tour” – gigantycznego przedsięwzięcia, trzygodzinnego przedstawienia dla kilkudziesięciu tysięcy osób. Odwołane koncerty z 2020 r. odbywać się miały w ramach festiwali, w salach koncertowych i amfiteatrach – bilety na trzy występy na warszawskim Stadionie Narodowym (na 2024 r.) wyprzedały się w kwadrans. To drugie wyjście z mroku, radosna celebracja, w której bierze udział cały świat.

Władza i kontrola

17 lat temu ja także zostałem człowiekiem roku magazynu „Time”. Nie sam, oczywiście, ale wraz z blogerami i innymi, jak to się dziś mówi, „dostawcami treści”. „Wy. Tak, wy. Wy kontrolujecie Wiek Informacji. Witajcie w waszym świecie”, głosił napis na okładce upozowanej na lustro komputerowego monitora. Przełożyłem to, używając liczby mnogiej, ale równie dobrze można to odczytać jako „Ty”. Ty masz kontrolę nad informacją. W 2006 r. magazyn „Time” uchwycił tę efemeryczną chwilę, kiedy ludzie poczuli, że mają kontrolę. Wcale jej nie mieli, w najlepsze trwał proces przejmowania internetu przez wielkie oligopolistyczne platformy, ale przez ten krótki moment można było się nabrać – a za bzdury wypisywane przez ówczesnych obywatelskich dziennikarzy, czyli tak naprawdę blogerów zajmujących się publicystyką polityczną, płacimy do dziś.

To, co warto zapamiętać z tej okładki, to słowo „kontrola”, gdyż właśnie ono jest kluczem do zrozumienia fenomenu Taylor Swift. Zauważa to od razu Sam Lansky, autor sylwetki piosenkarki w „Timesie”. Gdy rozmawiają w domu Taylor Swift, artystka podrzuca mu starannie dobrane anegdoty. Kontroluje swoją narrację, tak jakby złapała dziennikarza za rękę i wciągnęła za sobą do labiryntu. Jej historia to historia odzyskiwania kontroli. Zaczynała jako młoda dziewczyna w czasach, kiedy branża mieliła nastoletnich artystów na gotowe do spożycia produkty; musiała więc wywalczyć poważne traktowanie.

Czytaj też: Sanah i Taylor Swift, czyli eskapizm i polityka

Różowa fala

Walczyła, jako kobieta, ze wszystkimi egotycznymi i seksistowskimi facetami na jej drodze (Kanye West był kiedyś wybitnym raperem, dziś jest tylko niesmacznym przypisem do historii Taylor Swift). Walczyła z branżą muzyczną, z serwisami streamingowymi. Odzyskała kontrolę nad własną twórczością, po prostu nagrywając od nowa płyty, do których oryginalne prawa zostały sprzedane wbrew jej woli. Jej teksty to opowieści, z których buduje się sama; wbrew plotkarskim portalom rozliczającym ją z historii randek. Reżyseruje własne teledyski, pilnuje biznesu. Kontroluje narrację, podrzuca tropy, wciąga do swojego labiryntu fanki i media. Jej koncerty są rejestrowane przez sejsmografy i wpływają na ekonomie miast, które odwiedza.

Sporo jak na kogoś, kto zaczynał jako nastolatka z gitarą. 2023 był rokiem triumfu kultury kobiet, tej lekceważonej, traktowanej z góry. Sukces „Barbie” Grety Gerwig czy trasy koncertowej Beyoncé to kolejne elementy tego trendu. Pytanie, czy branża będzie umiała z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną