Gdynia może się pochwalić m.in. Muzeum Emigracji i Muzeum Marynarki Wojennej, jest też Muzeum Miasta Gdyni. Więc w czym problem? Blisko ćwierćmilionowe miasto nie ma żadnego muzeum sztuki. Doprecyzujmy, że chodzi o placówkę publiczną – bo instytucja prywatna jest i działa. Otwarte pod koniec 2025 r. Muzeum Stanisława Szukalskiego jest tak naprawdę jedynym muzeum sztuki w całym mieście. Sfinansował je prywatny kolekcjoner, a zostało poświęcone artyście, który z Gdynią nie miał zasadniczo nic wspólnego... To sytuacja podobna do tej w Słupsku (Muzeum Pomorza Środkowego), który chwali się największą kolekcją prac Witkacego.
Brak dużej instytucji publicznej ze sztuką w mieście tego formatu wydaje się niezrozumiały. Gdynia odstaje na tle reszty Trójmiasta, oddaje pole zwłaszcza największemu Gdańskowi. Nawet Sopot, czyli najmniejsze z trzech miast, ma swoją Państwową Galerię Sztuki.
Setne urodziny Gdyni to chyba doskonały moment, żeby pomyśleć, jak zmienić ten stan rzeczy. Wypadałoby przecież tę pustkę w końcu czymś wypełnić. Niewątpliwie jest potencjał, żeby stworzyć instytucję, która mogłaby połączyć kilka artystycznych dziedzin.
Czytaj też: