Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Wajda mniej znany

Wajda mniej znany. Jego niezrealizowane projekty mogły zmienić polskie kino

Otwarcie Galerii Europa – Daleki Wschód w Muzeum Manggha, 2015 r. Na pierwszym planie Andrzej Wajda, za nim Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Otwarcie Galerii Europa – Daleki Wschód w Muzeum Manggha, 2015 r. Na pierwszym planie Andrzej Wajda, za nim Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Archiwum Muzeum Manggha
Wraz z twórcami wystawy „Wajda. W stulecie urodzin” zaglądamy do archiwum niezrealizowanych pomysłów filmowych urodzonego 100 lat temu reżysera.

Gdyby Andrzej Wajda zdołał przenieść na ekran wszystkie swoje wizje, historia polskiego kina – a być może i polskiej tożsamości – wyglądałaby inaczej. W cieniu jego monumentalnej filmografii spoczywa gigantyczne, liczące blisko 250 projektów, archiwum dzieł niezrealizowanych.

Według wyliczeń historyków na każdy ukończony film przypada średnio pięć pomysłów, które utknęły w szufladach, rozbijając się o zakazy cenzury, niedoinwestowanie lub tragiczne zrządzenia losu. W katalogu tej historii niebyłej jest i różewiczowska „Kartoteka”, i rozgrywające się w realiach PRL-u „Wesele”. Są biografie Adama Mickiewicza, Edwarda Stachury, Henryka Sienkiewicza, Fryderyka Chopina, a także m.in. wizjonerskie, osadzone w realiach okupowanego Heidelbergu „Jądro ciemności”. Wszystkie te niepowstałe obrazy tworzą alternatywny testament artysty.

Marzenia o ekranizacjach

Filmową obsesją Wajdy (planował je przez cztery dekady) pozostaje „Przedwiośnie”. Reżyser widział w powieści Stefana Żeromskiego lustro, w którym przeglądały się kolejne polskie kryzysy i nadzieje – od politycznej odwilży, poprzez karnawał Solidarności, aż po bolesną transformację ustrojową lat 90. Pierwsza próba przeniesienia dylematów ideowych z lat 20. na grunt Polski Ludowej czasów małej stabilizacji została uznana za antysowiecką prowokację polityczną. Każde z czterech kolejnych podejść do realizacji było próbą aktualizacji problematyki szklanych domów i konfrontacji z marzeniami o Polsce, mającej być emanacją naszych tęsknot.

Wajda wierzył, że sfilmowanie losów Baryki – wiecznego kontestatora i poszukiwacza idei – pozwoli mu domknąć cykl narodowych dramatów i nadać im ostateczny, uniwersalny sens. Być może jednak właśnie ten przytłaczający ciężar istotności oraz brak aktora o odpowiednim ładunku szaleństwa sprawiły, że projekt na zawsze musiał pozostać w jego wyobraźni. Poddał się dopiero, gdy dowiedział się, że nad własną adaptacją „Przedwiośnia” pracuje Filip Bajon (film ten wszedł do kin w 2001 r.).

Inspiracje sztuką i przyjaźnią

Sądząc po emocjonalnej intensywności, z jaką w „Notesach” Mistrz wspomina Andrzeja Wróblewskiego, prawdopodobnie jego największym pragnieniem było utrwalenie postaci i twórczości genialnego, przedwcześnie zmarłego malarza, który zdefiniował wyobraźnię pokolenia Kolumbów. I samego Wajdy. Reżyser uważał moment zobaczenia pierwszego „Rozstrzelania” za formatywny. To pod wpływem tego obrazu uznał, że wszystko, co sam chciałby namalować, zostało już przez Wróblewskiego wyrażone w sposób niedościgniony, co skłoniło go do porzucenia malarstwa na rzecz filmu.

Obaj artyści przyjaźnili się i studiowali razem w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Byli członkami Grupy Samokształceniowej, a Wajda przez lata obserwował dramatyczną walkę o poszerzanie wolności twórczej, widząc w swoim imienniku kontynuatora linii wielkich romantyków. Uważał, że obaj należą do pokolenia świadków, których obowiązkiem jest wypowiadanie się w imieniu zmarłych i pomordowanych. Malarstwo Wróblewskiego było najsilniejszym wyrazem tego zobowiązania. Fascynowała go odwaga w przedstawianiu boleśnie prawdziwej rzeczywistości powojennej.

Twórczość Wróblewskiego, zwłaszcza jego seria „Rozstrzelań”, stała się bezpośrednią inspiracją dla pierwszych czterech filmów Wajdy, w których reżyser starał się zmierzyć z tymi samymi tematami wojny i śmierci. Reżyser zawsze czuł dług wdzięczności i przymierzał się do fabuły, która odda Wróblewskiemu właściwą miarę. Zdołał mu poświęcić jedynie dokumentalny szkic „Wróblewski według Wajdy” (2015 r.).

W archiwum dzieł niepowstałych można też znaleźć propozycje zaskakująco sentymentalne, choćby dwa bliźniaczo podobne melodramaty o głodzie miłości: „Blokowisko” oraz „Armelle” (adaptacja opowiadania Ireneusza Iredyńskiego). Punkt wyjścia wydaje się ten sam. Aktor poznaje kobietę mieszkającą na nowo wybudowanym osiedlu. Po wspólnie spędzonej nocy mężczyzna wymyka się rano po zakupy, lecz nie może wrócić do ukochanej, gdyż gubi się w labiryncie identycznie wyglądających budynków.

Wajda widział w tym temacie ogromny potencjał na opowieść o pogoni za idealną miłością, co może budzić skojarzenia ze słynną trylogią Richarda Linklatera rozpoczętą filmem „Przed wschodem słońca”. W rolach kochanków reżyser chciał obsadzić francuską aktorkę Marinę Vlady i rosyjskiego barda Włodzimierza Wysockiego. Projekt upadł po śmierci Wysockiego w 1980 r. W „Armelle” w rolach głównych mieli wystąpić Andrzej Seweryn i Małgorzata Braunek, jednak Telewizja Polska, będąca producentem, zdecydowała się wówczas na realizację innego scenariusza – „Brzeziny”.

PROMOCJA

Totalizator Sportowy od lat konsekwentnie wspiera kulturę w Polsce, łącząc systemowe finansowanie z aktywną działalnością partnerską. W ramach dopłat do Funduszu Promocji Kultury w samym tylko 2025 roku spółka przekazała na ten cel ponad 364 mln zł, a od 2003 roku łączna kwota wsparcia przekroczyła 4,3 mld zł. Ponadto spółka, korzystając ze środków własnych, angażuje się także w najważniejsze inicjatywy, współpracując z instytucjami kultury, muzeami i organizatorami prestiżowych wydarzeń, takich jak Konkurs Chopinowski czy festiwale filmowe i muzyczne. Jest także patronem Roku Andrzeja Wajdy. Jubileusz 70-lecia podkreślają projekty artystyczne, w tym mural w Warszawie, łączący sztukę z ekologią i troską o przestrzeń miejską.

https://www.totalizator.pl/zaangazowanie/wsparcie-kultury

Sport, polityka i groteska

Wajda nie był entuzjastą sportu, jednak spodobało mu się opowiadanie Janusza Głowackiego „Mecz” – satyra na mechanizmy rządzące środowiskiem piłkarskim napisana w 1976 r., w okresie legendarnych sukcesów polskiej reprezentacji pod wodzą Kazimierza Górskiego. O intrygach działaczy, podejmowaniu decyzji, zależnościach politycznych i ekonomicznych oraz twardej grze ambicji, korupcji i konfliktów interesów toczącej się za kulisami fikcyjnego meczu Polska–Holandia. Głowacki przeplata komedię z elementami tragifarsy, łączy groteskowy humor z głębszą refleksją moralną, by odbić się od absurdów współczesnego sportu i skierować uwagę na polityczną manipulację, relacje władzy i prestiżu. Wajda dostrzegł w tym coś więcej niż dowcipny materiał na bieżący komentarz społeczny.

Reżyserski egzemplarz „Meczu” oraz inne wybrane zapiski i fragmenty scenariuszy niezrealizowanych filmów Wajdy można oglądać w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha na przygotowanej przez Krystynę Zachwatowicz-Wajdę wystawie „Wajda. W stulecie urodzin”. Patronat nad nią objął Totalizator Sportowy.

Polityka 13.2026 (3557) z dnia 24.03.2026; Kultura+; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Wajda mniej znany"
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama