Pierwszy odcinek „Euforii” wyemitowano w czerwcu 2019 r. Twórcą serialu jest Sam Levinson, syn nagradzanego reżysera Barry’ego Levinsona („Good Morning, Vietnam”). „Euforia” od początku wyróżniała się na tle konkurencji własną, wyrazistą estetyką. Poważne problemy dorastania nastolatków w Stanach Zjednoczonych zyskały fioletowy kolor, były obsypane brokatem i towarzyszyła im muzyka Labrintha. Ale czy trzeci sezon można łączyć z poprzednimi dwoma? Finał „Euforii” mógłby równie dobrze wystąpić pod nowym tytułem, jako zupełnie osobna produkcja. Jak się wydaje, został stworzony pod inną fantazję reżysera.
Czytaj też: Zendaya: idolka pokolenia dwudziestolatków. Autentyczność to jej supermoc
Ciało w roli głównej
Ostatnie odcinki przenoszą widzów w dorosłość głównych bohaterów: ich śluby, dylematy zawodowe i spotkania po latach. Sam Levinson nie zostawia kobietom wielu ścieżek kariery. Pokazuje widzkom, że mogą osiągnąć sukces poprzez sprzedaż ciała – własnego lub cudzego, robiąc zdjęcia sobie, jak Cassie (Sydney Sweeney), zarabiając na materiałach należących do innych, jak Maddy (Alexa Demie), czy nawet pośrednicząc w sex workingu, jak w przypadku Rue (Zendaya).
Reżyser nie stawia kobiecego ciała na piedestale. Seksualizuje bohaterki, ciało staje się walutą – tak się płaci za czynsz i spłaca długi (choć jeden z bohaterów spłaca go własnym życiem), ciało jest gwarantem istnienia w świecie. Jules (Hunter Schafer) ciałem płaci za mieszkanie, luksus i względną przestrzeń do rozwijania pasji. Lexi, jedyna bohaterka, która stara się wieść jakoś „standardowe” życie (Maude Apatow), nie ma żadnej linii fabularnej.
Czytaj też: Polski haj. Biorą lekarze i prawnicy, bezrobotni i uczniowie. Mamy problem, pora bić na alarm
Co poszło nie tak?
„Euforia”, choć od początku kontrowersyjna, poruszała wątki trudne i rozbierała kłopoty młodych bohaterów na części pierwsze. Trzeci sezon przymierza się do wielu różnych tematów, których jednak nie rozwija – nie wdaje się z nimi w dyskusję, wrzuca rozbitych emocjonalnie bohaterów w ramy kina gangsterskiego, z dużą ilością nagości i sztucznej krwi. Same kwestie sex workingu omawia na wielu płaszczyznach – od platformy internetowej po klub ze striptizem, prowadząc widzów do wątków karteli narkotykowych, handlu ludźmi i... Boga.
Biblia przewija się przez cały sezon w wielu kontekstach. Między narkotykami i erotyzmem słychać ją z samochodowego radia, gdy główna bohaterka jedzie załatwić kolejne sprawy dla swojego szefa, który prowadzi sieć nielegalnych interesów. Aż wreszcie zatrzymuje się – spojler! – w słuchawkach jednej z bohaterek w ostatnich chwilach jej życia.
Jej śmierć wskutek przedawkowania – jednak nie z własnej woli – to metafora całej tej postaci. Jedna decyzja podjęta w liceum sprawiła, że nie może podjąć sama żadnej kolejnej. To zakończenie absurdalne, groteskowe, ale po części wynagradzające ten seans. Finałowy odcinek, wyłącznie za sprawą tego wątku, przypomina, czym ten sezon mógł być – opowieścią o człowieku, relacjach i wychodzeniu z uzależnienia.