Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Hemsworth kontra Ruffalo. „Crime 101” to kino akcji w starym stylu

„Crime 101” to kino akcji w starym stylu „Crime 101” to kino akcji w starym stylu mat. pr.
„Crime 101” to całkiem udana próba nawiązania do klasyki kina sensacyjnego, heist movie, którego motorem napędowym jest pojedynek dwóch rywali: złodzieja i nieustępliwego gliniarza.

Mike (Chris Hemsworth) specjalizuje się w kradzieży kamieni szlachetnych w okolicach Los Angeles, zazwyczaj napada na konwojentów przewożących towar do salonów jubilerskich. Ale jest bandytą z zasadami: nikogo nie zabija ani nie rani, a drobiazgowe przygotowania pozwalają mu zminimalizować szkody, a zmaksymalizować zyski. Tylko jeden policjant, Lou Lubesnick (Mark Ruffalo, świetny, choć to rola bardzo podobna do tej, którą niedawno grał w serialu „Grupa zadaniowa”), dostrzega w jego postępowaniu wzorzec. Jego przełożeni jednak ignorują sugestie, że napadów dokonywała jedna osoba. Tymczasem po skoku, który o mały włos nie skończył się tragedią, Mike zaczyna myśleć o porzuceniu przestępczej kariery, a jego zleceniodawca (Nick Nolte) przekazuje kolejne zadanie nieobliczalnemu i skłonnemu do przemocy Ormonowi (Barry Keoghan). Mike’owi został do wykonania ostatni – tak przynajmniej sobie obiecuje – skok, do którego próbuje wciągnąć Sharon (Halle Berry), agentkę ubezpieczeniową coraz bardziej rozczarowaną swoją pracą.

Choć w scenariuszu opartym na powieści Dona Winslowa wątków pojawia się sporo, osią filmu jest prowadzone przez Lou śledztwo w sprawie napadów i jego pościg za Mikiem. „Pościg” to zresztą za dużo powiedziane, mamy tu raczej żmudne dochodzenie, składanie drobnych wskazówek w całość, które dopiero bliżej finału nabiera szybszego tempa (co nie znaczy, że brakuje w tym filmie dobrze zrealizowanych scen akcji).

Czytaj też: Jazzowa sensacja Berlinale. Kino wreszcie zrozumiało Billa Evansa. W jego muzyce była rozpacz

Śladami „Gorączki” i Melville’a

Brat Layton, brytyjski reżyser, który wcześniej miał na koncie m.in. udany kryminał „Zwierzęta Ameryki” (o studentach kradnących drogocenne książki), w „Crime 101” wyraźnie chciał złożyć hołd gatunkowej klasyce. „Gorączka” Michaela Manna to pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa, lecz widać tu także fascynację kinem Jeana-Pierre’a Melville’a czy policyjnymi thrillerami z lat 70., a o „Bullicie” czy „Sprawie Thomasa Crowna” mówi się nawet z ekranu wprost – w jednym z najlepszych dialogów filmu (więcej z obawy o spoilery nie zdradzę). To nie jest rzecz jasna ten sam poziom artystyczny, lecz w czasach, gdy kręcone dla streamingu filmy sensacyjne coraz bardziej przypominają intelektualną sieczkę, kinowy seans kryminału, który poważnie traktuje swoich bohaterów (i przynajmniej próbuje równie poważnie traktować widzów), jest odświeżający.

Ta powaga jest zresztą wielkim atutem „Crime 101”. Nie ma tu nieustannego puszczania oka do publiczności, rozładowywania napięcia wysilonym humorem, budowania popkulturowych kontekstów (dobrze, że Layton nie pokusił się o jakiś żarcik na temat wspólnych występów Hemswortha i Ruffalo w „Avengersach”). To film o ludziach rozczarowanych życiem, szukających dla siebie nowej drogi, lecz bardzo często zagubionych (jak Sharon) lub zatraconych w pracy (co dotyczy zarówno Mike’a, jak i Lou), zmuszonych do funkcjonowania w świecie, w którym zasady coraz rzadziej obowiązują. Layton wziął na warsztat sprawdzony fabularny schemat i udowodnił, że w sprawnych rękach on wciąż działa, a realizatorskie rzemiosło i dobra obsada (na drugim planie pojawiają się tu jeszcze Corey Hawkins, Jennifer Jason Leigh oraz nominowana do Oscara za rolę w „Kompletnie nieznanym” Monica Barbaro) z nawiązką wynagradzają pewną wtórność scenariusza.

„Crime 101”, reż. Brat Layton, prod. USA, 140 min, w kinach od 13 lutego

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Akta Epsteina. Światowe elity na widelcu, skala jest oszałamiająca. Kogo jeszcze zatopi tsunami?

Tony dokumentów z archiwum Jeffreya Epsteina to materiał, jakiego jeszcze nie było. Potężna kompromitacja amerykańskich i globalnych elit. I służby specjalne w tle.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
11.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną