Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Fragmenty książek

Nikt się nie domyśla, co dzieje się w furgonetce. Fragment „Strefy mroku”

Za kilka dni dostanie paszport, z którym będzie mógł pojechać na południe i przedostać się przez góry do Argentyny. Tam wsiądzie w samolot do Francji, gdzie już czekają osoby, które pomogą mu w nowym życiu. Ale to jeszcze nie tak szybko. Publikujemy fragment książki „Strefa mroku” Nony Fernández.

mat. pr.Okładka książki „Strefa mroku”

Wyobrażam sobie, jak się ukrywa, leży na podłodze furgonetki. Nie wiem, w co jest ubrany ani czy się ogolił. Możliwe, że nie ma już ciemnych krzaczastych wąsów, albo wręcz przeciwnie – zapuścił jeszcze równie gęstą brodę, żeby zmylić trop. Minęło kilka miesięcy, od kiedy wyjawił prawdę dziennikarce, a potem prawnikowi. Od tamtej pory żył w kompletnym odosobnieniu, czekając na możliwość wydostania się z kraju. Wie, że zwierzchnicy go szukają. Wie, że jeśli go dopadną, będzie trupem. Dlatego dzisiaj potajemnie jedzie załatwić formalności, które pozwolą mu opuścić kraj. Podróżuje ukryty na podłodze samochodu dostawczego znanej księgarni Manantial.

Ukrywa się pod stosem paczek. Podręczników, zeszytów, pudełek ołówków i gumek do ścierania, przesuwających się przy każdym skręcie kierownicy. Czuje ciężar pakunków na nogach i plecach. Paka furgonetki jest tak zawalona, że ledwie cokolwiek widzi. Z ulicy dobiegają odgłosy miasta. Słyszy silniki aut, klaksony, głos spikera z jakiegoś radia. Pocą mu się dłonie. Głowa też. Podróż trwa dłużej, niż zakładał. Właśnie w tej chwili czuje jednak, że samochód zwalnia, stuka włączony kierunkowskaz, kierowca częściej zmienia biegi – z wszystkich tych sygnałów wyciąga wniosek, że parkują już pod kościołem. A konkretnie pod kościołem Matki Bożej Anielskiej przy alei El Golf, w wyżej położonej części miasta.

„Poczekamy tutaj” – słyszy głos prawnika z kabiny furgonetki.

Nie odpowiada. Czeka cierpliwie, nie wydając żadnego dźwięku. Omawiali wcześniej, co się teraz stanie. Lada chwila przyjedzie drugi samochód, wysiądzie z niego urzędnik, który pobierze od niego odciski palców, niezbędne do stworzenia nowej tożsamości. Za kilka dni dostanie paszport, z którym będzie mógł pojechać na południe i przedostać się przez góry do Argentyny. Tam wsiądzie w samolot do Francji, gdzie już czekają osoby, które pomogą mu w nowym życiu. Ale to jeszcze nie tak szybko. Na razie może tylko zachować spokój i czekać na przybycie urzędnika. Wszystko odbędzie się w furgonetce. Wtajemniczeni obserwują ich niepostrzeżenie z kościoła, gotowi w każdej chwili przyjść z pomocą. Na wypadek gdyby ktoś ich odkrył i sytuacja zrobiła się naprawdę poważna, powiadomiono mieszczącą się o kilka przecznic stąd ambasadę Hiszpanii, która zobowiązała się udzielić im azylu. Jeśli nie złapią ich na ulicy i zdołają dotrzeć do ambasady, stamtąd pojadą samochodem korpusu dyplomatycznego na lotnisko i polecą do Madrytu. Bez bagażu, bez pożegnań, bez planu, bez paszportu. Ale nikt nie chce takiego scenariusza. Dochowali wszelkich środków ostrożności i ani Siły Powietrzne, ani służby bezpieczeństwa nie powinny wiedzieć, że właśnie się tutaj znajdują.

Wyobrażam sobie, że prawnik włącza radio, żeby umilić im oczekiwanie. Z głośników zaczyna dobiegać muzyka, jakiś hit grudnia 1984 roku. Próbuję sobie przypomnieć, co wtedy leciało w radiu, i jako pierwsza przychodzi mi do głowy piosenka z Pogromców duchów. Nie wiedzieć czemu, wyobrażam sobie tę scenę z taką właśnie ścieżką dźwiękową. If there’s something strange / in your neighborhood, / who you gonna call? Ghostbusters! – powtarzało się w refrenie. Pamiętam też młodego Billa Murraya z dwójką wspólników, uzbrojonych w karabiny, a w rzeczywistości zaawansowaną broń na niewidzialne byty, na fantasmagoryczne istoty, które tylko oni potrafili namierzyć i zniszczyć zabójczym promieniem. Nie sądzę, żeby prawnik był fanem tej piosenki ani nawet że oglądał ten film w kinie, ale w tej chwili jego gusta nie mają znaczenia, najważniejsze to udawać kogoś innego. A konkretnie kierowcę dostawczaka z księgarni Manantial, który rozwozi towar po mieście, nucąc pod nosem najmodniejszy popowy kawałek.

W pobliżu zatrzymuje się jakiś samochód.
Przyjechał urzędnik stanu cywilnego.
Prawnik rozpoznaje człowieka, z którym się umówił. Wymieniają porozumiewawcze spojrzenia.
Urzędnik wysiada z samochodu i ukradkiem wślizguje się na tył furgonetki, gdzie ma załatwić sprawę z mężczyzną, który torturował. Formalności są proste, nie powinny zabrać im dużo czasu. Formularze zostały już przygotowane do podpisu, trzeba jeszcze tylko pobrać odciski palców.

Prawnik rozgląda się czujnie dookoła. Wszystko wygląda zupełnie normalnie. Nikt w okolicy się nie domyśla, co dzieje się w furgonetce. Jakaś kobieta spaceruje z dzieckiem w wózku. Dwie staruszki wolnym krokiem mijają kościół. Kiedy ich spojrzenia napotykają oczy prawnika, kobiety posyłają mu uśmiech. If there’s something strange / in your neighborhood, / who you gonna call? Ghostbusters! – nadal leci w radiu.

Na ulicy pojawia się suka policyjna.
Zbliża się powoli, a w końcu zatrzymuje, żeby karabinierzy mogli się przyjrzeć furgonetce z księgarni.
Prawnik sięga szybko po formularz dostawy i unika wzroku mijających go policjantów. Podśpiewuje piosenkę z radia, jednocześnie udając, że jest pogrążony w pracy i ołówkiem notuje coś na wyimaginowanej liście klientów.
„Gliniarze” – ostrzega dyskretnie.

Nona Fernández, Strefa mroku, przełożyła Agata Ostrowska, ArtRage, Warszawa 2022, s. 235

Reklama

Czytaj także

Kultura

Król festynów, czyli Elvis według Luhrmanna

„Elvis”, historia kariery najsłynniejszego w dziejach piosenkarza rock’n’rollowego opowiadana z perspektywy jego menedżera, „Pułkownika” Toma Parkera, wpisuje się w tendencję ugrzeczniania wizerunków gwiazd.

Mirosław Pęczak
21.06.2022
Reklama