Recenzja książki: Tomasz Łubieński, „Molier nasz współczesny”
Książka powinna stać się lekturą obowiązkową dla reżyserów planujących kolejną inscenizację sztuki Moliera.
Książka powinna stać się lekturą obowiązkową dla reżyserów planujących kolejną inscenizację sztuki Moliera.
Ta dobrze napisana i udokumentowana książka jest rodzajem moralitetu, choć autor spisuje czyny i rozmowy swych bohaterów bez z góry przyjętej tezy na ich temat.
Rozrywkowo-edukacyjna pozycja dla młodszych nastolatków.
Pierwszy kryminał mistrza horroru trzeba uznać za rzecz bardzo udaną.
Ta książka mogłaby być praktycznym podręcznikiem dla adeptów dziennikarstwa.
Zdecydowanie warto po tę powieść sięgnąć.
Autor jest poetą, który zamienia poezję w „rozróbę” i który, co rzadkie, potrafi przekraczać swój własny język.
Rozmiar ponad 600-stronicowego „Pochłaniacza” robi wrażenie. Potem jest jeszcze lepiej.
Jest to rzecz zdecydowanie dla fanów japońskiego pisarza, których z pewnością ciekawi, jak rozwijał się warsztat Murakamiego.
Ma się ochotę pochłonąć całość za jednym zamachem.
Nie ma innej autorki, która o medycynie i eksperymentach w laboratoriach naukowych potrafiłaby pisać tak przystępnie, ciekawie, a przede wszystkim z humorem.
Nie jest to zbiór zdawkowych not, czasami są to dość obszerne studia, wszystkie podpisane z imienia i nazwiska, jak się można przekonać, przygotowane przez renomowanych i znanych historyków.
U Zadie wszyscy nieustannie patrzą na innych i oceniają ich życie: ty jesteś niżej, ty wspiąłeś się wyżej niż ja. Smith świetnie to obnaża.
W Polsce macierzyństwo jako temat oddano bez walki konserwatystom. W swojej najnowszej książce Agnieszka Graff tłumaczy, dlaczego tak się stało.
Intryga kryminalna jest tylko pretekstem dla rozmaitych dygresji i dla portretu głównego bohatera, który z lubością obnaża przed czytelnikiem swoje słabostki i perwersje.
Autorowi udaje się wzbudzić niepokój, zmusić czytelnika i do wzruszenia, i do nieufności. A to nietypowa mieszanka.
Tłem książki jest rodzący się w Stanach Zjednoczonych ruch sufrażystek, na który autor – raczej niechętny obyczajowym przemianom – patrzy z dystansem i sporą dozą ironii.
Autorka eksploruje tereny zapomniane i nieciekawe, w których kryją się jednak zajmujące historie.
Zadziwiającą umiejętnością Queneau jest to, że ogromne rusztowanie teoretyczne zupełnie nie utrudnia lektury, nie odbiera przyjemności.
To opowieść o ludziach przetrąconych. Dobrze, że Glass dostrzegł ten rys w swoich bohaterach.