Recenzja płyty: Aphex Twin, „Syro”

Głębokie ożywienie
Płyta nie brzmi na szczęście jak album dinozaura i jest płytą żywiołową, ale zaskakująco poukładaną i spójną.
materiały prasowe

Niedawne Sacrum Profanum zakończyła impreza z okazji 25-lecia wytwórni Warp, która przyniosła światu niemało wybitnych płyt z abstrakcyjną i wyrafinowaną muzyką klubową do słuchania. A początek wieczoru stanowiło gremialne przesłuchanie pierwszej od 13 lat nowej płyty Aphex Twina – bodaj najwybitniejszego artysty z Warp. „Syro” nie brzmi na szczęście jak album dinozaura i jest płytą żywiołową, ale zaskakująco poukładaną i spójną, jak na przewrotną i niespokojną naturę ukrywającego się pod mnóstwem pseudonimów Richarda D. Jamesa. Koncepcja zakorzeniona jest w jego muzyce poszarpanych rytmów i ambientowych, syntezatorowych plam, dobrze znana z lat 90., choć autor częściej urządza sobie brawurowe wycieczki w stronę brzmień z okolic jazzowego fusion i popisuje niebywałą paletą wykorzystanych urządzeń. Aphex Twin odłożył na bok ambicje ścigania się z Johnem Cage’em i pisanie utworów na preparowany fortepian (poprzednia płyta „Drukqs”), za to dużo tu aranżacyjnych głębi i koronkowej wirtuozerii, publiczność krakowskiego festiwalu miała się więc w co wsłuchiwać.

 

Aphex Twin, Syro, Warp

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną