Recenzja płyty: DOMi & JD Beck, „Not Tight”
Niektórych odstraszyć może gęstością i intensywnością, da się tu jednak zobaczyć przyszłość, szczególnie atrakcyjnej fuzji jazzu z R&B.
Niektórych odstraszyć może gęstością i intensywnością, da się tu jednak zobaczyć przyszłość, szczególnie atrakcyjnej fuzji jazzu z R&B.
Klarnetowo-wiolonczelowe trio Bastarda odkryło jakąś magiczną formułę.
Pomysłu i spójności w tym za grosz, w lepszych momentach Depp się chowa, a Beck brzmi i tak jak cień samego siebie.
Czołowa postać amerykańskiej sceny muzycznej nie wydaje albumów przypadkowych, o czym świadczyła sześć lat temu płyta „Lemonade”.
W muzyce Kanadyjczyków słychać dzikość metalu, ale zarazem elementy punka i przerażenia nie tyle piekłem i demonami, co otaczającym nas światem maszyn, z katastrofą w Czarnobylu i tragicznie zakończoną misją promu Challenger w tle.
Muzyka, którą gra angielskie trio Black Midi, nie należy może do prostych przyjemności, ale członkowie tej formacji – rocznik 1999! – to najlepsi instrumentaliści swojego pokolenia.
Na płycie skrzypaczka włącza się w jazzowe poczynania kolegi z dyskrecją, wchodzi w dialog, a instrument Gagliano, na którym gra, brzmi pięknie.
Takie albumy są po to, żeby się wsłuchać i wczuć w ten moment w czasie, choćby nas tam wtedy nie było.
Bohater z Drużyny 2115, czołowego środowiska młodego polskiego rapu – nieschodzącego ze szczytów list przebojów – na solowej płycie brzmi, jakby ktoś cofnął nas w czasie do lat 90.
Muzyka chłodna i piękna, a przy tym różnorodna.
Nie wszystkim się to spodoba, ale w najgorszym razie będą mogli powiedzieć, że czegoś takiego jeszcze nie słyszeli.
Płyta Mai Kleszcz nie jest wyłącznie rocznicowym trybutem.
Oba utwory zawarte na tej płycie zostały wykonane przed pustą salą i nawet zachowano aplauz, jaki orkiestra po pierwszym utworze daje soliście – skrzypkowi, a po drugim – chórowi (i wzajemnie).
Podróż w głąb własnych doświadczeń i dawnych marzeń, jaką odbywał(a) w pandemii zapewne niejeden/niejedna z nas.
W dziwne rejony prowadzi nas moda na przechodzenie do obozu nobliwej wytwórni Deutsche Grammophon przez wykonawców z kręgu rozrywki.
Dwukrotnie nominowany do Paszportu POLITYKI Marek Pędziwiatr znów ma udany sezon.
Przedziwny stop muzyczny, ale zaskakująco spójny.
Długi program promocji archiwum Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia przynosi co rusz kolejne spóźnione efekty.
Trudno kwestionować wybory artysty, którego najmniej popularna piosenka z nowej płyty ma po kilku dniach 15 mln odsłuchów na Spotify.
Tego jeszcze nie było: płyta z pieśniami polskimi XIX i XX w. w wykonaniu kontratenora z fortepianem.