Skąd się bierze popularność Hatsune Miku, piosenkarki z hologramu

Świat należy do idolek
Hatsune Miku narodziła się w komputerze, ale szybko przekroczyła granicę realności.
Hatsune Miku
mat. pr.

Hatsune Miku

Na festiwalu Millennium Docs Against Gravity będzie można obejrzeć film dokumentalny „Hatsune Miku – Świat należy do mnie” w reżyserii Ann Oren. Tytułowa Hatsune Miku narodziła się w komputerze, ale szybko przekroczyła granicę realności.

Film wyszedł akurat na dziesiątą rocznicę stworzenia Miku, ale sam koncept wirtualnej idolki jest o wiele starszy. I słynny nie tylko w Japonii – znane są hitowe piosenki nagrane przez animowane zespoły, takie jak „Sugar, sugar” The Archies z 1969 roku, postaci z klasycznego amerykańskiego komiksu.

W samej idei gwiazdy muzyki popularnej jest coś sztucznego, jest w nią wpisany element kreacji. Czym w zasadzie różni się konstrukt Lany Del Rey od trójwymiarowych animków z Gorillaz? To tylko maski, za którymi skrywają się „prawdziwi” wykonawcy.

Hologramy i wirtualne idolki

W Japonii wirtualne idolki narodziły się z popularności postaci z seriali anime i gier wideo. Gdy w pod koniec lat 90. przeglądałem magazyn „Newtype”, wśród reklam płyt nagrywanych przez gwiazdki J-Popu i City Pop znajdowałem CD z piosenkami wykonywanymi przez rysunkowe bohaterki, traktowane tak, jakby były prawdziwe. W animowanym filmie SF „Macross+” z 1994 roku pojawił się koncept wirtualnej idolki Sharon Apple, sztucznej inteligencji zamkniętej w komputerze przypominającym HAL9000 z „2001”, która w czasie koncertów wizualizowała się jako fantastyczna, holograficzna dziewczyna.

Dwa lata później wirtualna japońska idolka Rei Toei stała się tytułowym wątkiem postcyberpunkowej powieści „Idoru” Williama Gibsona. To ciekawe, że nazywają się podobnie – imię żeńskie i nazwisko kojarzone z korporacją – komputerową firmą Apple i rozrywkowym konglomeratem Toei.

Czytaj także: Jaka przyszłość czeka muzykę w wirtualnej rzeczywistości

Wirtualna, ale chciała być prawdziwa

W 1996 roku, gdy ukazała się książka Gibsona, Japończycy przedstawili prawdziwą wirtualną idolkę, wygenerowaną komputerowo Kyoko Date, nazwa kodowa DK-96 (co było skrótem od Digital Kids). Wedle załączonej legendy miała urodzić się 26 października 1979 roku (to moja rówieśnica, podobnie jak animowani Beavis i Butt-Head, którzy mają na koncie duet z samą Cher) i została odkryta, gdy pracowała w smażalni hamburgerów.

Kyoko zrodziła się z sentymentu, żeby stworzyć wirtualną dziewczynę, która będzie prawdziwa. Chociaż została wygenerowana komputerowo, do jej stworzenia był potrzebny ludzki głos (wykorzystano dwie aktorki, osobno do mowy i śpiewu), animację zapewnił kosztowny wówczas system śledzenia ruchu tancerek. Kyoko wydała płytę i singiel, wystąpiła też w paru sesjach zdjęciowych, ale nie odniosła sukcesu i wkrótce o niej zapomniano. Dlaczego? Dlatego, że chciała być prawdziwa.

Dziewczyna z komputera

Hatsune Miku prawdziwa nie jest. Kiedy jej hologram występuje na scenie, w otoczeniu żywych muzyków, za kotarą nie jest schowana żadna białkowa piosenkarka. Jej głos pochodzi z oprogramowania Vocaloid, którego jest awatarą. Animowaną twarzą softu pozwalającego na syntezowanie śpiewu. Próbki głosu, na bazie których działa syntezator, pochodziły od piosenkarki i aktorki Saki Fujita. Strona Crypton Future Media INC., firmy zajmującej się licencjonowaniem Miku, zawiera kilka liczb. Wedle legendy Miku ma 16 lat, 158 cm wzrostu i waży 42 kg. Nagrała 100 tysięcy piosenek. Występowała na całym świecie. Dane na stronie są nieaktualne – Miku nie ma 900 tysięcy fanów na Facebooku, ma ich 2,4 mln.

Czytaj także: Hologramy lekiem na samotność w Japonii

Komputerowa animacja, hologram, postać z rysunku

Hatsune Miku bywa hologramem albo komputerową animacją w wirtualnej rzeczywistości PlayStation VR, albo rysunkową postacią z anime – zawsze nierzeczywista, co podkreśla nawet jej wygląd – wielkie oczy i turkusowe włosy. Miku nie chce wtapiać się w tłum, bo przecież jest idolką, postacią z fantazji, która zstąpiła na ziemię, żeby nieść szczęście pomiędzy nieszczęsnych fanów i otaku.

Wirtualna idolka to idolka idealna. Z żywymi są same kłopoty – czasem zapominają, że zgodnie z kodeksem idolek powinny być czyste i niedostępne i dają się przyłapać fotoreporterom, jak trzymają się z jakimś chłopakiem za rękę albo, co gorsza, wychodzą rano z jego mieszkania. Jedna z dziewczyn z megagrupy AKB48 przyłapana na takiej „zdradzie” została zmuszona do przeproszenia fanów i zdegradowana na mniej prestiżowe miejsce w grupie.

Miku nie potrzebuje być jak Kyoko Date i udawać człowieka, bo otaku już dawno zaakceptowali idealne animowane postacie. Pogodzeni z tym, że przegrali z rzeczywistością, poddali się fantazjom. To nie animki chcą być jak ludzie (jak w filmie „Cool World” Ralpha Bakshiego), to ludzie chcą być jak animki. Film „Hatsune Miku – Świat należy do mnie” pokazuje, jak Ann Oren przebiera się za Miku i wkracza do świata, w którym granice między realnym i nierealnym dawno zostały zatarte.

Czytaj także: Skąd i dlaczego wzięły się hologramy

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj