Problem z kibolami trzeba rozwiązać strategicznie
Prezes żadnego z klubów nie odważy się wejść z chuliganami w zwarcie, bo bez nich stadionowe trybuny są martwe i trudno związać koniec z końcem.
Prewencja, spadająca na barki służb porządkowych, to piękne hasło, ale niezwykle trudne do wprowadzenia w praktyce.
Richard Boyle/Unsplash

Prewencja, spadająca na barki służb porządkowych, to piękne hasło, ale niezwykle trudne do wprowadzenia w praktyce.

Finisz Ekstraklasy był niesmaczny, aczkolwiek do przewidzenia, bo poznańska chuligańska godność nie pozwalała na bezczynne przyglądanie się temu, jak piłkarze znienawidzonej Legii zdobywają na stadionie Lecha tytuł mistrza Polski.

Chuligański kodeks kazał więc odpalić race, wyłamać płot, wbiec na murawę i w konsekwencji przerwać – na dobre – mecz, nawet kosztem strat, na jakie narażony zostanie klub. Po decyzji wojewody o zamknięciu stadionu Lecha na osiem (sic!) meczów są to już nawet straty wymierne, liczone w kilku milionach złotych. Zachowanie zamaskowanych fanatyków ma nikły związek ze zdrowym rozsądkiem, jednak apelowanie do chuliganów o jego poszanowanie to raczej próżny trud.

Polską piłką rządzą chuligani

W związku z niedzielnymi wydarzeniami w Poznaniu urzędowe formułki pod hasłem „zero tolerancji” padły już z ust czynników państwowych, na czele z premierem, oczekującym działań szybkich i natychmiastowych. Wyrażono także ubolewanie, iż polską piłką rządzą chuligani. Hasło to jest wygłaszane zupełnie bezrefleksyjnie i w oderwaniu od rzeczywistości. Chuligani rządzą co najwyżej w Wiśle Kraków. Panoszą się w klubie, mają wpływ na jego funkcjonowanie, w klubowych budynkach urządzili sobie siłownię, policja podejrzewa ich o przechowywanie w siedzibie Wisły narkotyków.

Czytaj także: Kibole i ich legalne i nielegalne biznesy

Owszem, do gorszących scen, skutkujących przerwaniem meczów, doszło w tym sezonie w Gliwicach i Poznaniu, obopólne seanse wulgaryzmów na trybunach urządzano przy okazji innych meczów podwyższonego ryzyka. Ale postronni nie cierpieli, co najwyżej ich poczucie dobrego smaku. Jeśli ktoś twierdzi, że bandyci w szalikach odstraszają potencjalnych sponsorów i innych piłkarskich dobrodziejów, w związku z tym trybuny należy ucywilizować, czyli buzujących gremialnie wymienić na schłodzonych i racjonalnych, myli się. Tak się składa, że kupujący w ciemno karnety i gadżety kibice, w tym ultrasi oraz chuligańska mniejszość, są gwarantem jako takiej finansowej stabilizacji.

Polska liga, na wyrost zwana Ekstraklasą, mimo przykrywającej ją piarowej piany oraz dętych deklaracji oderwanych od rzeczywistości prezesów klubów – jest żałośnie słaba. Piłkarze prezentują żenujący poziom, żaden z zespołów nie ma gwiazdy, magnesu, który przyciągałby na stadion niedzielnych kibiców. Każdy stadion ma swój kilkutysięczny kocioł albo żyletę, obecny bez względu na futbolową jakość. Bez nich trybuny są martwe. I żaden prezes nie odważy się wejść z nimi w zwarcie, narażając się na bojkot. Bo potem nie zwiąże końca z końcem. Dobre rady od nieznających polskiej futbolowej rzeczywistości moralistów są warte funta kłaków.

Czytaj także: Piłkarska Ekstraklasa – dlaczego z ligą jest tak źle?

Inne ligi też mają problem z chuligaństwem

Polska piłka ligowa nie jest wyspą chuligańskiego bezhołowia. Niepokoje regularnie towarzyszą spotkaniom we francuskiej Ligue 1. Analogiczne sceny do tych, które dopiero co oglądaliśmy w Poznaniu, miały miejsce w Hamburgu, gdzie kibice, niepogodzeni ze spadkiem HSV do 2. Bundesligi, dali upust swojej frustracji. Bandyci z Romy niedawno, przy okazji meczu w Lidze Mistrzów, zabili kibica Liverpoolu. Lyon, przy okazji niedawnego starcia Olympique Marsylia z Atletico Madryt w finale Ligi Europy, był miastem stanu wyjątkowego. I tak dalej.

Kibice zaangażowani to nie są absolwenci szkółek niedzielnych, za to często nastolatkowie z biedadomów, biedadzielnic, usiłujący nadać sobie życiowe znaczenie poprzez udział w ruchu kibicowskim, gotowi na wiele, by zyskać nobilitację w tym do bólu męskim świecie, z przypisanym mu swoistym kodeksem honorowym, niemającym wiele wspólnego z ogólnie przyjętymi normami moralnymi. Klubowy futbol bez nich nie istnieje, a takie wydarzenia jak ostatnio w Poznaniu są w ligowe realia wpisane.

Prewencja, spadająca na barki służb porządkowych, to piękne hasło, ale niezwykle trudne do wprowadzenia w praktyce. Jeszcze trudniejsza jest inwigilacja, zwłaszcza w polskiej policyjnej rzeczywistości, zmagającej się z niedoborem sił i środków. Taki mamy klimat, nie tylko piłkarski.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną