Nauka

Czy Florence spustoszy wschodnie wybrzeże USA?

Czy Florence spustoszy wschodnie wybrzeże USA?

Według ekspertów Huragan Florence ma potencjał, aby stać się najbardziej destrukcyjnym huraganem, jaki uderzył na północ od Florydy. Według ekspertów Huragan Florence ma potencjał, aby stać się najbardziej destrukcyjnym huraganem, jaki uderzył na północ od Florydy. NASA / NASA
Do wybrzeży Stanów Zjednoczonych zmierza huragan Florence. Może okazać się jednym z najgroźniejszych w historii. Zarządzono już ewakuację 1,5 miliona mieszkańców.

Zmierzający znad Atlantyku na wschodnie wybrzeże USA huragan Florence jest już w skali Safira-Simpsona huraganem czwartej kategorii, co oznacza, że wiatr wieje w nim z prędkością ponad 210 km/godz. Ale ekspertów martwi to, czy nie urośnie w siłę. Jeśli prędkość wiatru wzrośnie do ponad 250 km/godz., stanie się huraganem kategorii piątej. Kategorii szóstej nigdy nie wprowadzono, bowiem przy tak silnym wietrze nie ma to już sensu – tłumaczył w 1999 r. na łamach „The Mariners Weather Log”, periodyku amerykańskiej National Weather Service, współtwórca skali intensywności huraganów Robert Simpson.

Czytaj także: Skąd się biorą huragany?

Wiatr o takiej prędkości trudno sobie wyobrazić. Nawet kilkusekundowe uderzenie jest w stanie zrównać z ziemią wszystko poza solidnymi murowanymi lub betonowymi konstrukcjami, a i te pozostają nienaruszone tylko pod pewnymi warunkami. Wszystko zależy od konstrukcji dachu i zabezpieczenia okien. Jeśli wiatr o takiej sile dostanie się do wnętrza budynku, nawet w solidnej konstrukcji jest w stanie porozrywać klatki schodowe i szyby wind – mówił Simpson.

Huragan Florence, znaki szczególne: blokada atmosferyczna

Ale Florence jest huraganem szczególnie groźnym także z kilku innych powodów. Od północy i wschodu zalegają ośrodki wysokiego ciśnienia, które będą ją powstrzymywać przed podążeniem dalej, najczęstszym szlakiem huraganów w tej części Atlantyku. Z prognoz wynika, że ilość opadów w ciągu kilku dni może wynieść nawet 80 cm deszczu na metr kwadratowy – w Północnej Karolinie i Wirginii, gdzie huragan dotrze, spada między 100 a 120 cm przez cały rok.

Od wymuszenia orograficznego do „powodzi błyskawicznej”

Ten scenariusz przypomina zeszłoroczny huragan Harvey, który dotarł nad Houston w Teksasie i utrzymywał się tam dzięki podobnej blokadzie atmosferycznej. W zurbanizowanym obszarze opady nie miały gdzie wsiąkać ani dokąd odpływać, spowodowały więc gigantyczną powódź. Na północno-wschodnim wybrzeżu może być jeszcze gorzej, bowiem sytuację spotęgują dodatkowo wznoszące się tam Apallachy.

Gdy powietrze napotyka wzniesienia, następuje tak zwane wymuszenie orograficzne – w miarę tego, jak powietrze się unosi i schładza, coraz więcej pary wodnej kondensuje i spada w postaci deszczu. Górzyste tereny sprawiają zaś, że woda nie ma gdzie się rozlać, a wezbrania w korytach strumieni i potoków są bardzo gwałtowne (to zjawisko nazywane jest „powodzią błyskawiczną”).

Mieszkańcy wybrzeża szykują się na katastrofę

Jednak największe zagrożenie występuje zawsze w rejonach nadbrzeżnych, gdzie następuje przybór wód, miejscami o kilka metrów. Gubernator Karoliny Południowej zarządził już ewakuację półtora miliona mieszkańców z pasa wybrzeża o długości 320 km. Ostrzeżenie przed huraganem obejmuje także Karolinę Północną, Wirginię i Maryland. W obszarach objętych ostrzeżeniem mieszkańcy zabijali okna i tworzyli kolejki na stacjach benzynowych. Już w niedzielę brakowało w sklepach chleba, mleka, wody, baterii i sklejki do zasłaniania okien.

Czytaj także: Skąd się biorą nazwy huraganów? I dlaczego są to imiona ludzi?

Po przejściu huraganu o takiej sile – nawet zakładając, że Florence nie zatrzymałaby się, powodując katastrofalną powódź – naprawa sieci energetycznej i przywrócenie dostaw prądu może trwać tygodniami, jeśli nie miesiącami. Brak prądu oznacza też brak paliwa na stacjach i wody pitnej z wodociągów.

Najbardziej destrukcyjny huragan na północ od Florydy?

W poniedziałek Florence nadal rosła i w ciągu 12 godzin jej średnica powiększyła się dwukrotnie do niemal stu kilometrów. Nic też nie wskazuje na to, żeby huragan tracił na sile – nadal porusza się nad ciepłymi wodami oceanu, które go napędzają. Dzieje się coś wręcz przeciwnego, obrazy satelitarne wskazują na to, że przechodził dziś fazę regeneracji oka cyklonu – wtedy wiatr słabnie, aby znów wzmóc na sile.

Chip Konrad, szef regionalnego oddziału National Oceanic and Atmospheric Administration (amerykańskiej agencji do spraw pogody), w wypowiedzi dla tygodnika „The Atlantic” ostrzegł, że Florence ma potencjał, aby stać się najbardziej destrukcyjnym huraganem, jaki uderzył na północ od Florydy. We wtorek huragan znajdował się mniej więcej w połowie drogi między Bermudami a Portoryko. Nad wybrzeże Stanów Zjednoczonych nadciągnie prawdopodobnie w piątek.

Czytaj także: Huraganowe inferno dewastuje Karaiby. Irma jest potężniejsza nawet od Harveya

Nie tylko Florence. Coraz więcej tropikalnych cyklonów

Florence nie jest jedynym huraganem, który wędruje w tym sezonie po Atlantyku. Portoryko (które za nieco ponad tydzień będzie obchodzić rocznicę huraganu Maria, który zniszczył ponad 300 tysięcy domów i zabił 3 tysiące ludzi), szykuje się na nadejście w weekend huraganu Isaac.

Im bardziej ogrzewają się oceany, tym więcej siły czerpią z nich tropikalne cyklony (powstałe na Atlantyku nazywa się huraganami, na północnym Pacyfiku zaś tajfunami). Z niektórych modeli wynika, że tych najsilniejszych, kategorii czwartej i piątej, przybędzie nawet o 80 proc. Z najnowszych badań wynika też, że cyklony zwalniają. W ciągu ostatniego półwiecza ich średnia prędkość przemieszczania się spadła o 20 do 30 proc. A to oznacza – jak w przypadku zeszłorocznego huraganu Harvey nad Teksasem – więcej opadów nad mniejszym terenem i więcej katastrofalnych powodzi.

Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama