Nauka

Apetyt na zdrowie

Kilka słów o dietach nowotworowych

Jeszcze kilkanaście lat temu o żywieniu pacjentów z rakiem właściwie się nie mówiło. Jeszcze kilkanaście lat temu o żywieniu pacjentów z rakiem właściwie się nie mówiło. Mirosław Gryń / Polityka
Chorzy na nowotwory głodują lub stosują diety, które w niczym nie mogą im pomóc. Ich problemy z jedzeniem wciąż bywają niezauważane lub bagatelizowane.
Przyjmowanie megadawek witaminy C nie wyleczy raka. To mit.destinacigdem/PantherMedia Przyjmowanie megadawek witaminy C nie wyleczy raka. To mit.

Joanna Zielewska nie zapomni czasu, kiedy nie mogła wziąć do ust nawet łyka wody. Wiadomość, którą otrzymała wraz z wynikiem biopsji piersi, psychicznie ją załamała: – Nie było już żadnych wątpliwości, że to rak. Świat w jednej chwili runął jak domek z kart.

Pracuje w Łodzi w dużym szpitalu, jest pielęgniarką anestezjologiczną. W jej rodzinie zdarzały się już podobne nowotwory. Można byłoby sądzić, że wykształcenie i osobiste doświadczenia przygotują ją na ten okrutny wybryk losu. – A jednak stres był tak duży, że nie tylko nie mogłam w nocy zmrużyć oka, nie byłam w stanie swobodnie oddychać ani się na czymś skupić, lecz także przestałam jeść – wylicza pani Joanna. – Miałam do tego stopnia ściśnięte gardło, że choć odczuwałam głód – nie potrafiłam niczego przełknąć.

Uczucie, z jakim musiała się zmierzyć, zna wielu. Bo ilekroć pojawia się stres, choćby przed poważniejszym egzaminem czy w trudnych sytuacjach życiowych niezwiązanych z chorobą, człowiekowi pocą się lub drżą ręce, spłyca się oddech, kurczy żołądek i trudno cokolwiek zjeść. Ale to zwykle szybko mija.

Ssanie skórki od chleba

U Joanny Zielewskiej jadłowstręt trwał aż trzy tygodnie, przez które schudła prawie 10 kg. Jedynym wybawieniem z jeszcze większych opresji było ssanie skórki od chleba, a z czasem płynne preparaty odżywcze, które popijała przez słomkę, zajmując się malowaniem drewnianych aniołów. – Nie byłam w stanie siadać z rodziną do stołu ani skoncentrować się na czytaniu książek – opowiada. – Wymyśliłam więc sobie rękodzieło i niejako przy okazji sięgałam po te odżywki.

Jeszcze kilkanaście lat temu o żywieniu pacjentów z rakiem właściwie się nie mówiło. Nie zauważano, u jak wielu chorych po diagnozie rozpoczyna się głodówka, choć akurat wtedy powinni wzmacniać swoje siły do walki. Owszem, zawsze byli lekarze, dla których stan odżywienia pacjenta – gwarantujący sprawne działanie układu immunologicznego – był istotny. Ale ich poglądy z trudem się w medycznym świecie przebijały.

Dr Rafał Becht z Oddziału Klinicznego Onkologii, Chemioterapii i Immunoterapii Nowotworów Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie przyznaje, że dziś w przypadkach raka głowy i szyi oraz przewodu pokarmowego status odżywiania zaczął już być traktowany na równi z oceną skutków leczenia i sprawności pacjenta: – Nieraz, jeśli w stresie po diagnozie chory tak schudł, że mógłby nie podołać leczeniu onkologicznemu, musimy odroczyć radioterapię, aby wcześniej go odżywić.

Te same reguły powinny obowiązywać przy wszystkich nowotworach. Niestety, podejście jest często inne: późne rozpoznanie i znaczne zaawansowanie choroby zmuszają lekarzy, by rozpoczynali nawet najostrzejszą terapię, nie oglądając się na takie czynniki, jak zły stan odżywienia pacjenta. Ratują przecież ludzi przed śmiertelnym schorzeniem, więc kto by zwracał uwagę na rodzaj i skład posiłków?

Joanna Zielewska, nawet gdy jadłowstręt już minął i była po obustronnej mastektomii, odczuwała przykre konsekwencje chemioterapii: – Zaburzenia smaku pojawiły się drugiego dnia po otrzymaniu pierwszej dawki. Czułam, że moje zmysły reagują zupełnie inaczej. Pozostał tylko smak intensywnie kwaśny i intensywnie ostry, a poza tym wszystko smakowało jak trociny.

Z takimi problemami zmaga się ponad połowa chorych. – To efekt nie tylko niepożądanego działania niektórych cytostatyków, ale też kwestia psychicznego nastawienia do choroby – depresji, która może objawiać się w ten sposób – tłumaczy dr Becht. Dlatego u wielu osób problem żywieniowy występuje zazwyczaj tylko przy pierwszej fazie leczenia. Kiedy już uda się nowotwór oswoić i pacjent zaakceptuje kurację oraz nawiąże bliższą więź ze swoim lekarzem, któremu zaufa – problemy stają się mniej nasilone.

Jeść zgodnie z ochotą

Byłoby dobrze, gdyby w skład zespołu przygotowującego chorych do znoszenia trudów tej terapii wchodził również wykwalifikowany dietetyk. Ale nie wszędzie tak jest. Pani Joanna o tym, jak może radzić sobie z zaburzeniami smaku albo łagodzić nudności, dowiadywała się sama z internetu lub od pielęgniarek pracujących na oddziale chemioterapii. – O imbirze wspomniał mi jednak mój chirurg. Odtąd zawsze miałam tę przyprawę przy sobie: nosiłam w torebce, wkładałam pod poduszkę. Przynosiła mi ukojenie, kiedy tylko zaczynałam odczuwać mdłości.

Dobrą radą było też to, by nie stosowała żadnych diet eliminacyjnych. – Po prostu pozwolono mi jeść to, na co miałam ochotę – opowiada Joanna Zielewska.

Słusznie! Pacjentom onkologicznym często zaleca się tzw. dietę łatwostrawną, z której wiele przypraw, owoców i warzyw jest wykluczonych. A przecież to nielogiczne, jeśli ktoś nie ma żadnych dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego – komentuje dietetyk Maria Brzegowy, która pracuje w Szpitalu Wielospecjalistycznym w Skawinie, gdzie zajmuje się opieką żywieniową nad pacjentami z chorobą nowotworową. Razem z Magdaleną Maciejewską-Cebulak oraz Katarzyną Turek napisały niedawno książkę „Nie daj się rakowi!” o wsparciu żywieniowym w onkologii. Dieta łatwostrawna została w niej zaliczona do przesadnie nadużywanych.

Oczywiście u pacjentów z rakiem trzustki lub po rozległych zabiegach zalecenie ograniczenia w diecie błonnika lub surówek będzie zasadne, ale większości pacjentów rekomendujemy posiłki pełnowartościowe – zapewnia Maria Brzegowy, trochę na przekór powszechnej opinii środowiska medycznego. – Nie ma powodów, by wykluczać coś, co jest zdrowe, jeśli pacjent dobrze znosi chemioterapię czy radioterapię.

Warto to podkreślić: nie zawsze reakcja na leczenie onkologiczne bywa zła, nie po każdej chemii czy radioterapii pojawiają się torsje lub zaburzenia smaku. To sprawa bardzo indywidualna, każdy pacjent ma inne potrzeby i różne mogą być jego oczekiwania. Również z tego powodu warto się kontaktować z dietetykiem.

Częste są skargi na uczucie metalicznego posmaku w ustach i niechęć do pokarmów mięsnych – mówi Maria Brzegowy. – Jedno z drugim się łączy, bo aminokwasy wchodzące w skład białek mają metaliczny posmak, w związku z czym pacjenci odrzucają mięso i ryby. Ale wystarczy je zamarynować i jeść plastikowymi sztućcami, by zmienić te odczucia. Dużo takich trików da się zastosować, tylko trzeba o nich wiedzieć.

Wspomniana książka zawiera mnóstwo tego typu cennych porad i jej pierwsze wydanie rozchodzi się błyskawicznie. To pokazuje, jak bardzo temat jest ważny i jak brakuje pacjentom wiedzy, co i jak jeść, by stawić czoła leczeniu onkologicznemu. Dr Rafał Becht przyznaje: – Pytania o dietę należą w moim gabinecie onkologicznym do najczęstszych. Zazwyczaj kiedy pacjent rozpoczyna chemioterapię i po zakończeniu leczenia.

Lekarz nie ukrywa, że przez 15 lat zdobył wiedzę, która pozwala mu udzielać kompetentnych rad bez wsparcia wykwalifikowanych dietetyków, lecz bywa i tak, że odsyła do nich swoich pacjentów. Niestety, na rynku porad żywieniowych panuje u nas wolna amerykanka i – przy braku poradnictwa dietetycznego w większości szpitali – trudno zliczyć prywatne gabinety i ogłoszenia w internecie. „Dieta w chorobie nowotworowej” stała się bardzo przyciągającym hasłem, ale wynikają z tego nieraz spore kłopoty. – Przyszła do mnie niedawno pacjentka po wyczerpującym leczeniu raka piersi. Łysa, chuda, z długą listą badań i wynikami wskazującymi na nietolerancję pokarmową niemal wszystkich artykułów spożywczych – opowiada Maria Brzegowy. – Ktoś ją oszukał, wykonując komputerowe testy, ale ona uwierzyła, że chcąc wyjść z raka, nie może się normalnie odżywiać. Nie pozwoliła mi ułożyć żadnej sensownej diety i, co gorsza, już nie wróciła.

Mity żywieniowe

Zmorą polskiej onkologii są mity żywieniowe: że pomaga przyjmowanie megadawek witaminy C (pisaliśmy o tym w art. „Wirus witaminozy”, POLITYKA 28), że świetne są diety ketogenne i rozmaite głodówki (w myśl błędnej teorii, iż raka można zagłodzić) albo wystrzeganie się cukru (którym w szczególny sposób miałby się żywić nowotwór). Z nimi rozprawiają się autorki książki „Nie daj się rakowi”. – Pacjenci boją się węglowodanów, a my im doradzamy kisiele, budynie i kaloryczne desery, które są łatwo przyswajalne – mówi Maria Brzegowy. Da się je zrobić nawet z płynnych preparatów odżywczych, których nowe formuły smakowe dopasowane są ostatnio pod kątem oczekiwań pacjentów onkologicznych (zawierają np. imbir łagodzący nudności, pochodne ostrej papryki albo chłodzący mentol) – i można też je mrozić, by jeść jak lody.

No a słynny sok z buraka, którym co drugi chory leczy anemię? Na niego dała się nabrać również Joanna Zielewska: – Oj tak, wkręciłam się w te buraki, bo wyczytałam o nich w internecie. Coś obrzydliwego! Dopiero później dotarło do mnie, że morfologia pogarsza się przecież z powodu supresji układu immunologicznego, a nie tego, że brakowało mi żelaza!

Sokiem z buraków nie da się poprawić parametrów krwi, ponieważ – jak podkreśla Maria Brzegowy – jest w nim zawarte tzw. żelazo niehemowe, które wchłania się na poziomie zaledwie kilku procent. W dodatku spożywany w nadmiarze może wywoływać biegunki. A to przecież ostatnia rzecz, o jakiej marzy pacjent na lekach onkologicznych.

„Trudno się dziwić, że pacjent onkologiczny lub jego bliscy nieustannie szukają nowych, skutecznych metod leczenia – piszą w swojej książce dietetyczki. – Gdy tradycyjna opieka medyczna zawodzi bądź też po prostu nie oferuje już żadnych rozwiązań, chory – stawiany pod ścianą – staje się podatny na wszelkie wpływy”. Trzeba pracować nad tym, żeby „wszelkie” oznaczało wyłącznie korzystne dla zdrowia.

Polityka 46.2018 (3186) z dnia 13.11.2018; Nauka; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Apetyt na zdrowie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną