BZ WBK zmienia się w Santander Bank Polska. Po co?

Przywiązani do banku
Polaków do przenoszenia kont nie skłaniają zazwyczaj nawet podwyżki i coraz gorsza oferta. Tym bardziej nie skłoni do tego zmiana nazwy i logo banku. Mimo to właściciel Santandera na reklamach nie oszczędza.
Dawny BZ WBK to obecnie Santander Bank Polska.
Anna S. Kowalska/Polityka

Dawny BZ WBK to obecnie Santander Bank Polska.

Koszt tzw. rebrandingu BZ WBK szacowany jest na 60–70 mln zł, chociaż w rzeczywistości cała skomplikowana operacja marketingowa trwa już kilka lat. Stopniowo zielone logo stawało się coraz mniejsze, a czerwony element z nazwą hiszpańskiego właściciela coraz większy. W poniedziałek nazwa BZ WBK przeszła do historii. Oficjalnie dlatego, że ponoć wielu – zwłaszcza młodszych – klientów nie jest w stanie jej rozszyfrować, a słowa „Zachodni” i „Wielkopolski” sugerowały regionalne znaczenie instytucji. A przecież to trzeci największy bank w Polsce.

Rebranding pod marketing

W rzeczywistości chodzi oczywiście o ujednolicenie nazwy banków należących do wielkiego koncernu. Łatwiej w ten sposób przygotowywać kampanie reklamowe czy kierować ofertę do dużych firm. Przykłady wielkich akcji tego typu mieliśmy w naszej branży telekomunikacyjnej. Podobnie postąpili kiedyś właściciele Idei i Telekomunikacji Polskiej (zmiana na Orange), a także Ery (dziś T-Mobile). Santander i tak zwlekał z rebrandingiem bardzo długo, bo przecież właścicielem BZ WBK został w 2010 r., kupując go od irlandzkiego AIB.

Czytaj także: Korporacje finansowe sprzedają swoje oddziały i bez żalu żegnają Polskę

Polacy lojalni wobec banków

Przy takich okazjach opinie negatywne wśród klientów zazwyczaj są dość powszechne. Jednym przeszkadza rezygnacja z nazwy, do której się przez lata przyzwyczaili. Inni wykorzystają argumenty patriotyczne i narzekają, że „polskie” jest zastępowane „obcym”, chociaż przecież ten bank od bardzo dawna ma zagranicznych właścicieli. Czy jednak Santanderowi grozi z powodu rebrandingu odpływ klientów? Z pewnością nie, bo Polacy są wobec swoich banków bardzo lojalni. Świadczy o tym bardzo stabilna liczba korzystających z usług instytucji finansowej, których nie zniechęcają nawet podwyżki cen usług, coraz gorsze oprocentowanie depozytów czy kurczące się sieci oddziałów.

Czytaj także: Pięć powodów rezygnacji z fuzji Pekao i Aliora

Trudno zatem przypuszczać, żeby powodem do bankowej przeprowadzki była sama zmiana nazwy. Poza tym kolejne fuzje i przejęcie sprawiają, że w tej branży często jedne marki znikają, a inne się pojawiają. Nie trzeba nawet zmieniać banku, żeby mieć do czynienia z nowymi nazwami. Mogą coś o tym powiedzieć klienci dawnej Nordei, BPH czy BGŻ. Większość zatem po prostu wzruszy ramionami na wieść o kolejnej operacji marketingowej. Mimo to niektórzy mogą się poczuć zdezorientowani.

Czytaj także: W jaki sposób konsumenci płacą za podatek bankowy

Santandery dwa

A to dlatego, że mamy teraz w Polsce tak naprawdę dwa banki o bardzo podobnych nazwach. Jeden to dawny BZ WBK, czyli Santander Bank Polska. Jednak równolegle istnieje od dawna Santander Consumer Bank, specjalizujący się w kredytach ratalnych i gotówkowych. On nie zostanie wcale połączony z „dużym” Santanderem i ma funkcjonować samodzielnie. Klienci tego „małego” Santandera nie będą obsługiwani w placówkach dotychczasowego BZ WBK i odwrotnie. Koncern ma z pewnością powody, żeby utrzymywać taki podział, ale na początku spowoduje on spore zamieszanie. Oba Santandery mają nawet to samo logo z płomieniem, a odróżniać będzie je kolorystyka – czerwone litery na białym tle albo białe na czerwonym. I Justyna Kowalczyk, która pozostaje twarzą tego od kredytów ratalnych. Od przybytku głowa może jednak rozboleć.

Czytaj także: Fuzja Aliora z Pekao SA. Czy jest się z czego cieszyć?

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną