Rynek

Media i Facebook: to skomplikowane

Australia chce, żeby giganci cyfrowi – tacy jak Google i Facebook – podpisywali porozumienia z mediami i płacili im za informacje, które znajdują się na stronach wyszukiwania czy w serwisach społecznościowych. Australia chce, żeby giganci cyfrowi – tacy jak Google i Facebook – podpisywali porozumienia z mediami i płacili im za informacje, które znajdują się na stronach wyszukiwania czy w serwisach społecznościowych. Austin Distel / Unsplash
W Australii politycy i Facebook znaleźli kompromis, w wielu krajach podobna batalia pewnie przed nami. Dziennikarstwo potrzebuje gigantów cyfrowych, ale na innych zasadach niż dotąd.

Przez lata Facebook i Australia byli w szczęśliwym związku – regularnie serwis społecznościowy odwiedza 17 mln Australijczyków, czyli aż dwie trzecie mieszkańców kontynentu. W zeszłym tygodniu jednak te relacje drastycznie się pogorszyły. W odpowiedzi na projekt nowych przepisów Facebook zablokował wszystkim australijskim mediom możliwość zamieszczania jakichkolwiek wpisów na swoich profilach, a tym samym pozbawił dostępu do tych informacji użytkowników. Była to reakcja na nową ustawę, która została zaakceptowana przez australijską Izbę Reprezentantów i czeka jeszcze na zgodę Senatu.

Łakomy kąsek – przychody z reklam w internecie

Australia chce, żeby giganci cyfrowi – tacy jak Google i Facebook – podpisywali porozumienia z mediami i płacili im za informacje, które znajdują się na stronach wyszukiwania czy w serwisach społecznościowych. W ten sposób mają pomóc finansowo mediom, skoro to właśnie do koncernów technologicznych trafia większość wpływów z reklam. W Australii, według badań z jesieni zeszłego roku, Google, Facebook i YouTube (ten sam właściciel, co Google) dzielą między siebie aż 80 proc. przychodów z cyfrowych reklam. O ile jednak Google ugiął się pod presją australijskiego rządu i zaczął podpisywać stosowne porozumienia z australijskimi mediami, Facebook poszedł na wojnę.

Czytaj także: Facebook pokazuje pazury. Na razie w Australii

Facebook i media – kompromis to dobra informacja

Jego decyzja o zablokowaniu australijskich mediów wzbudziła ogromne kontrowersje. Po kilku dniach negocjacji Facebook i australijski rząd znaleźli podobno kompromisowe rozwiązanie. Facebook będzie miał więcej czasu, aby porozumieć się z mediami. Poza tym, jeśli zawrze sam odpowiednio dużą liczbę stosownych umów, rząd obiecał, że nie będzie interweniować. Facebook chce bowiem za wszelką cenę sam dobierać sobie partnerów, podkreślając swoją niezależność. Dla australijskich wydawców, zwłaszcza lokalnych, kompromis to dobra informacja, bo boleśnie odczuli blokadę. Część użytkowników odwiedza bowiem strony mediów, gdy klika na stosowne posty zamieszczone na Facebooku. Bez nich liczba odsłon stron australijskich serwisów spadła natychmiast o kilkanaście procent. W konsekwencji niższe są przychody z reklam.

W ciągu kilku najbliższych dni Australijczycy (a przy okazji też wszyscy inni) mają mieć znowu dostęp do australijskich mediów na Facebooku. Jednak spór w kraju oddalonym o tysiące kilometrów od nas będzie miał reperkusje dla całego świata. Google czy Facebook wiedzą, że reszta świata z uwagą śledziła tę konfrontację, a media w wielu krajach naciskają na władze, aby wzięły przykład z Australijczyków. Planują to zrobić w najbliższym czasie Kanadyjczycy i Brytyjczycy. Chodzi o to, żeby giganci cyfrowi, którzy wykorzystują treści dostarczane przez media, nie robili tego za darmo. Równocześnie zaś chodzi o to, żeby media miały wciąż dostęp do wyszukiwarek i serwisów społecznościowych, bo bez nich nie będą w stanie dotrzeć do znacznej części widzów czy czytelników.

Czytaj także: Rozbiór Facebooka?

Media i media społecznościowe potrzebują się wzajem

Problemem mediów – nie ukrywajmy tego – jest bowiem fakt, że ich serwisy przestały być dla wielu osób stronami startowymi czy aplikacjami pierwszego wyboru. Ten status dzierżą dziś właśnie giganci cyfrowi. To od Google’a większość użytkowników zaczyna wyszukiwania, to Facebook jest często miejscem pierwszego kontaktu ze światem po przebudzeniu. Media, zarówno te tradycyjne, jak i wyłącznie cyfrowe, potrzebują dostępu do tych gigantów, ale jednocześnie potrzebują pieniędzy, jeśli mają nie tylko przetrwać, lecz rozwijać się i inwestować w dziennikarstwo na wysokim poziomie.

Przepisy z inspiracji News Corp.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że aktywność australijskiego, konserwatywnego rządu była zapewne inspirowana przez News Corp., największy australijski koncern medialny, kontrolowany przez Ruperta Murdocha, magnata kojarzonego przede wszystkim z amerykańskim kanałem Fox News. To właśnie News Corp. zawarł jako jeden z pierwszych porozumienie z Google i to ten gracz najwięcej zyska finansowo na nowych przepisach. Murdoch przez swoje media popiera australijską prawicę w każdych kolejnych wyborach (podobnie jak republikanów w Stanach Zjednoczonych czy konserwatystów w Wielkiej Brytanii) i ma ogromne wpływy w rządzie, które teraz wykorzystał w taki właśnie sposób. Na australijskich przepisach może i skorzysta niezależne dziennikarstwo, ale przecież nie walka o jego przetrwanie była głównym motywem szarży australijskiego rządu.

Czytaj także: Jak osłabić cyfrowych gigantów

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną