Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Medycy dostaną więcej pieniędzy, nikt na tym nie zyska

Rząd obawia się, że medycy, którzy w czasach covid-19 leczyli nas z wielką determinacją, teraz mogą powiedzieć „dość!”. Rząd obawia się, że medycy, którzy w czasach covid-19 leczyli nas z wielką determinacją, teraz mogą powiedzieć „dość!”. Jacek Szydłowski / Forum
Od 1 lipca minimalne płace w zawodach medycznych mają wzrosnąć przeciętnie aż o 30 proc. Z rządowego projektu niezadowoleni są jednak tak lekarze, jak i pielęgniarki. Nie poprawi on także losu pacjentów.

Najwięcej wzrośnie najniższa płaca ratowników i pielęgniarek ze średnim wykształceniem: z obecnych 3772 zł do 5323 zł, a więc o ok. 40 proc., w pieniądzach – o 1550 zł. Minimalna lekarza specjalisty I stopnia z 6201 do 8210, czyli o 2009 zł. Podwyżki dotyczą potężnej armii prawie 568 tys. osób, także sanitariuszy i salowych. A jednak z rządowego projektu, który właśnie trafił do Sejmu, niezadowolone są zarówno związki zawodowe pielęgniarek, jak i lekarzy. Nie poprawi on także losu pacjentów.

Czytaj także: Czapka nad szpitalami. To nie o pacjentów chodzi w tej reformie

Oburzają się też dyrektorzy publicznych placówek, ponieważ ciągle nie wiadomo, kto ma sfinansować obiecane podwyżki. O przerzucenie kosztów na nich martwią się też coraz biedniejsze samorządy. Rząd przed wyborami ogłosi ogromne podwyżki, a rządowe media będą szczuć na samorządy, że nie chcą ich wypłacić.

Finansowych kłopotów obawiają się nawet przychodnie i kliniki prywatne, gdyż tak wyraźne podniesienie płac w publicznej ochronie zdrowia spowoduje też większe oczekiwania płacowe w placówkach niemających kontraktu z NFZ. Ceny pójdą w górę.

Kto zapłaci za podwyżki

Rząd otworzył puszkę Pandory, ponieważ wzrost płac minimalnych dla zawodów medycznych, ale także salowych oraz np. inżynierów zatrudnionych w podmiotach leczniczych z kontraktem NFZ, będzie z pewnością kosztował tylko w drugim półroczu 2022 dużo więcej niż 7,2 mld zł, które – jak twierdzi wiceminister Piotr Bromber – przygotował na tę operację rząd. W ustawie budżetowej ich przecież nie zapisano. Dlatego zarówno samorządy, jak i lekarze i pielęgniarki chcieliby, żeby środki na wzrost najmniejszych wynagrodzeń popłynęły osobnym strumieniem, poza kontraktami z NFZ. Byłyby to tzw. znaczone pieniądze.

Czytaj także: Biały marsz rozpaczy. Medycy tym razem nie dadzą się wykiwać

I mają rację, ponieważ rząd zwykle oszukuje – podpisuje porozumienia z protestującymi medykami, nie zapewniając jednak środków na ich realizację dyrektorom placówek publicznych, którzy potem muszą te pieniądze wypłacać, chociaż ich nie dostali albo otrzymali tylko część. Była to częsta praktyka przy poprzednich podwyżkach, która w konsekwencji rodziła patologiczne zachowania – szefowie szpitali i przychodni, żeby zmniejszyć finansowe obciążenie, przesuwali osoby, którym należało się wyższe wynagrodzenie, do niższej grupy. Obecny projekt zakazuje więc takich praktyk, grup zaszeregowania nie można będzie zmienić. Na pytanie, kto naprawdę sfinansuje podwyżki, odpowiedzi jednak w nim nie ma. Rząd unika też odpowiedzi na drugie, nie mniej zasadne: co z podniesieniem wycen za świadczenia medyczne?

Z tego samego powodu przerażone są samorządy, które są właścicielami sporej części szpitali i odpowiadają za ich długi. Właściciele placówek prywatnych liczą się z tym, że zatrudnieni w nich lekarze i pielęgniarki także zażądają więcej. Więc pacjenci w niepublicznych przychodniach i klinikach zapłacą wyższe rachunki.

Czytaj także: PiS kocha władzę, ale boi się rządzić. Gra naszym zdrowiem i życiem

Lekarze narzekają na spłaszczenie

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy spodziewał się korzystniejszych rozwiązań. Po dużym proteście w 2018 r. rząd obiecywał im więcej. Obecny projekt więc ich rozczarował, ponieważ płaca minimalna lekarza specjalisty wyniesie 1,45 średniej płacy krajowej z poprzedniego roku. Lekarze żądają współczynnika 1,75, czyli 9852 zł.

To niejedyne zastrzeżenie. Mają też pretensje, że różnica między zarobkami lekarzy ze specjalizacją a zarobkami pielęgniarek została zbyt spłaszczona. Relacja płacy minimalnej obu grup to jak 1,12 do 1. Zdaniem lekarzy powinna być większa, w innych zachodnich krajach wynosi 2 do 1.

Pielęgniarki z licencjatem chciałyby być bliżej magistrów

Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych ma zastrzeżenia odwrotne. Uważa, że zbyt mało doceniono siostry z licencjatem lub średnim wykształceniem oraz ze specjalizacją, mimo że ich minimalna wynosi obecnie 4185 zł i wzrośnie aż o 1590 zł, do 5775 zł. Zdaniem związku różnica między najniższymi zarobkami tej grupy oraz minimalną pielęgniarek z tytułem magistra jest zbyt wielka, bo wynosi 2 tys. zł. Nożyce zarobków powinny być nieco mniej rozwarte, zwłaszcza że doświadczenie starszych sióstr jest nieocenione. Przy chorym radzą sobie nierzadko o wiele lepiej niż ich młodsze, lepiej wykształcone koleżanki.

Czytaj także: Zawód pielęgniarki jest ryzykowny i niebezpieczny

OZZPiP podkreśla też, że pogłębiający się brak pielęgniarek staje się dla systemu ochrony zdrowia problemem domagającym się pilnego rozwiązania. Tymczasem pracownicy niemedyczni publicznych placówek medycznych, np. inżynierowie z licencjatem, na ustawie o minimalnych zarobkach zawodów medycznych skorzystają bardziej niż pielęgniarki. Muszą dostać co najmniej 5663 zł brutto, czyli 341 zł więcej, niż mają obecnie pielęgniarki z wyższym wykształceniem I stopnia.

Co z ratownikami na kontraktach?

Wyższe płace minimalne w zawodach medycznych dotyczą także fizjoterapeutów, farmaceutów czy diagnostów laboratoryjnych. Ci z tytułem magistra muszą otrzymać co najmniej 7304 zł brutto (obecnie 5477 zł). Najniższe zarobki sanitariuszy i salowych wzrosną z 3049 do 3680 zł.

Rządowy projekt dotyczy jednak tylko minimalnych wynagrodzeń osób zatrudnionych na etatach, a tych w publicznej ochronie zdrowia jest coraz mniej. A więc zupełnie nie odpowiada na pytanie, co z wynagrodzeniami medyków na kontraktach. W środowisku ratowników medycznych wrze, „kontraktowcy” także chcą więcej zarabiać. Lekarze i pielęgniarki na kontraktach nie będą gorsze. Mimo więc sporych podwyżek protesty płacowe nie ucichną, mogą się raczej nasilić. Rząd ich nie gasi, lecz podsyca, licytując coraz wyżej i usiłując przebić obietnice opozycji. Podwyżki w zdrowiu zachęcą przecież do walki także inne boleśnie dotknięte przez drożyznę grupy zawodowe.

Czytaj także: Ratownicy nie ratują. W ich proteście chodzi nie tylko o podwyżki

Pacjentom się nie poprawi

Ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w zawodach medycznych jest rezultatem coraz większego strachu rządzących. Strachu, że teraz, gdy mniej przejmujemy się pandemią, ze zdwojoną energią ruszą w teren agencje rekrutujące do pracy za granicą polskich lekarzy i pielęgniarki. Młodzi medycy, którzy w czasach covid-19 leczyli nas z wielką determinacją, teraz mogą powiedzieć „dość!”. I zdecydują, że większą satysfakcję zawodową z przywracania chorym zdrowia będą jednak mieć za granicą. Rząd się tego boi, zbliżają się wybory, więc próbuje ich zatrzymać sporo większymi pieniędzmi. Sumami, które w wielu innych zawodach, zwłaszcza sfery budżetowej, budzą zazdrość, są nie do osiągnięcia.

Nawet jednak te wielkie pieniądze nie uzdrowią publicznego lecznictwa, nie zwiększą szans polskich pacjentów na lepsze wyniki leczenia. System ochrony zdrowia jest coraz bardziej niewydolny, a same podwyżki dla medyków go nie poprawią. Rząd nie ma żadnych dobrych pomysłów, jak to zmienić, więc centralizuje lecznictwo, mnoży dobrze płatne stanowiska dla swoich w nowo tworzonych agencjach i obiecuje szpitalom kolejne umorzenie długów. Czyli będzie jeszcze gorzej, niż było do tej pory, ale złość pacjentów zostanie przekierowana na lekarzy. Bo coraz więcej zarabiają, a leczyć się w publicznym systemie coraz trudniej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
02.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną