InPost już wkrótce zniknie z giełdy amsterdamskiej i warszawskiej. Pełną kontrolę nad liderem polskiego rynku kurierskiego chce przejąć konsorcjum czterech graczy. Trzej z nich – fundusz Advent International, czeska grupa inwestycyjna PPF oraz należący do Rafała Brzoski podmiot o nazwie A&R Investments – są już dziś ważnymi akcjonariuszami InPost.
Jednak największe emocje z pewnością wzbudza czwarty członek konsorcjum – amerykański gigant logistyczny FedEx. To on będzie miał wkrótce 37 proc. akcji spółki. Za mało, aby przejąć pełną kontrolę, ale na tyle dużo, żeby decydować o dalszych losach firmy kojarzonej przede wszystkim z sukcesem paczkomatów.
Brzoska oddaje kontrolę?
FedEx jest z pewnością największym wygranym nowego rozdania. Dotąd nie miał silnej pozycji na polskim rynku i zajmował się u nas głównie obsługą przesyłek międzynarodowych. Teraz zyskuje dostęp do sieci ponad 27 tys. paczkomatów należących do InPost w naszym kraju.
Bardzo możliwe, że rola Amerykanów będzie rosnąć. Co prawda na razie InPost przekonuje, że spółką ma kierować nadal Rafał Brzoska, a jej siedziba pozostaje w naszym kraju. Jednak dotąd InPost wyróżniał się tym, że pozostawał niezależny od wielkich logistycznych graczy, takich jak DPD, DHL, GLS, UPS czy właśnie FedEx.
Związanie się z jednym z nich oczywiście daje szansę na szybszą ekspansję międzynarodową (InPost dużo inwestuje między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech czy Hiszpanii), ale równocześnie ogranicza swobodę podejmowania decyzji. FedEx nie jest inwestorem finansowym (jak fundusze, które łatwo wchodzą i równie łatwo wychodzą ze spółek), lecz branżowym, który z pewnością patrzy na InPost jako na gracza mającego ułatwić mu rozwój w Europie.
Konsorcjum planujące przejąć pełną kontrolę nad spółką oferuje dotychczasowym akcjonariuszom 15,60 euro (czyli niespełna 66 zł) za akcję. To znacznie więcej niż jeszcze kilka tygodni temu, zanim InPost ujawnił, że pojawili się zainteresowani jego przejęciem. Jednak równocześnie nieco mniej niż kosztowała jedna akcja InPost pięć lat temu, w chwili giełdowego debiutu (16 euro).
Mimo swojego imponującego rozwoju ostatnich lat InPost nie okazał się zatem zyskowną inwestycją. Dlaczego? Rynek kurierski jest bardzo konkurencyjny, zwłaszcza w Polsce. Z jednej strony InPost potrzebuje ogromnych funduszy na swoją europejską ekspansję, a równocześnie polski rynek okazuje się dla niego coraz trudniejszy.
Symbolem kłopotów jest konflikt z najważniejszym dotąd polskim klientem, czyli serwisem Allegro. Ten gigant handlu internetowego stara się coraz bardziej uniezależnić od InPost i rozwija system dostaw w oparciu o własne automaty paczkowe. InPost żąda od Allegro ok. 100 mln zł za rekompensaty za nielegalne – jego zdaniem – zachęcanie klientów do korzystania z dostaw poprzez system Allegro. Ten spór doprowadził kilka miesięcy temu do wyraźnego spadku kursu spółki kierowanej przez Brzoskę.
Czytaj także: Czy InPost może zacząć się bać? Poczta Polska i Orlen zawierają paczkowy sojusz
Polskość marketingowa
InPost to wciąż zyskowna i rosnąca firma, jednak nie jest w stanie wyróżniać się jak jeszcze kilka lat temu, skoro automaty paczkowe stawiają w szybkim tempie wszyscy inni ważni na naszym rynku gracze logistyczni – DPD, DHL, Allegro, a nawet Orlen. Dzisiejsza informacja nie oznacza raczej dla polskich internautów istotnych zmian. Skorzystają z pewnością ci, którzy przy zagranicznych zamówieniach korzystają z usług FedEx, bo będą mogli odbierać przesyłki w Paczkomatach.
InPost coraz bardziej koncentruje się w swoim rozwoju na zagranicznych rynkach (a nie na polskim) i to się z pewnością nie zmieni. Czas pokaże, ile prawdy jest w zapewnieniach, że InPost pozostaje niezależnym graczem o polskim charakterze. To właśnie ta polskość była przez spółkę Brzoski często wykorzystywana w celach marketingowych.
Może teraz InPost będzie podkreślał, że jest dowodem na sukces sojuszu polsko-amerykańskiego, w siłę którego można w ostatnich miesiącach coraz bardziej powątpiewać.