Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Zondacrypto: sponsor PKOl. Co z wypłatami? Piesiewiczowi pali się grunt

Przemysław Kral (prezes Zondacrypto) i Radosław Piesiewicz (prezes PKOl) Przemysław Kral (prezes Zondacrypto) i Radosław Piesiewicz (prezes PKOl) PKOl / Facebook
Piesiewiczowi pali się grunt, bo wśród oszukanych znaleźli się również niedawni zimowi olimpijczycy. A mimo to krzepnie w przekonaniu, że włos mu z głowy nie spadnie.

Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz z racji pełnionej funkcji obraca się w środowisku medalistów oraz ludzi, których życiowym celem jest wycelować w sportowe zdobycze i tytuły, a nawet w mistrzostwa. Najwyraźniej im pozazdrościł, kroczy więc raźnie ku prymatowi w konkurencjach, w jakich od dawna wykazuje niepospolity i naturalny talent: kłamaniu w żywe oczy oraz odwracaniu kota ogonem.

Kłamstwo Piesiewicza

Aktualnie postanowił w tym celu wykorzystać aferę z giełdą Zondacrypto, którą to giełdę swoją osobistą prezesowską fatygą uczynił jakieś pół roku temu sponsorem głównym PKOl. Podczas gdy tysiące ludzi, którzy zainwestowali w kryptowaluty za pośrednictwem owej giełdy, głowią się, jakim cudem pieniądze odzyskać – wszystko wskazuje na to, że będzie to zadanie z gatunku niemożliwych i mamy do czynienia z przekrętem idącym w miliardy złotych – prezes Piesiewicz oznajmił, że ma pretensje do służb specjalnych, które nie przestrzegły go przed zawieraniem umowy z Zondacrypto. Tymczasem on, Piesiewicz, wystosował przed finalizacją umowy pismo z pytaniami do ABW i jest aktualnie oburzony, że nie poinformowano go o podejrzeniach, że ten kryptowalutowy biznes śmierdzi na kilometr. Z jego mętnego wywodu wynikało, że w piśmie tym pytał właśnie o Zondacrypto.

Kłamstwo Piesiewicza ostało się raptem kilka godzin, zostało bowiem zdemaskowane przez rzecznika prasowego ABW Jacka Dobrzyńskiego. Okazało się, że Piesiewicz nie pytał o tę konkretną firmę, ale – z myślą o nawiązaniu współpracy przez PKOl – o „podmioty zagraniczne, w tym działające poza obszarem Unii Europejskiej, a także oferujące produkty i usługi niestandardowe”. Gdy rzecznik Dobrzyński ujawnił pismo z PKOl, Piesiewicz postanowił iść za ciosem – w końcu, pamiętajmy, prze do mistrzostwa – i oznajmił, że „pokazał i cytował dokładnie to samo pismo”. W którym miejscu znajduje się w nim pytanie o Zondacrypto – jako potencjalnego sponsora PKOl – nie raczył jednak wskazać.

Piesiewiczowi pali się grunt, bo wśród oszukanych znaleźli się również niedawni zimowi olimpijczycy, którym PKOl obiecał wypłacić za ich wyczyny premię w tokenach, stworzonych specjalnie na potrzeby współpracy PKOl z kryptosponsorem. Tymczasem prezent okazał się tylko pozorny, gdyż obdarowani nie mogą tokenów sprzedać – transakcje, podobnie jak ma to miejsce w przypadku tysięcy innych klientów, są zawieszone.

Niewykluczone również, że prezes postanowił zabrać głos, ponieważ taki butny i tupeciarski styl leży po prostu w jego naturze, a na dodatek czuje się rozzuchwalony, w swym rozzuchwaleniu oskarża służby specjalne, wbija szpilki w członków rządu, a nawet w premiera Tuska (wytknął mu, że przyjął od Lechii Gdańsk koszulkę, na której widniała nazwa sponsora: Zondacrypto), i jest to z jego, Piesiewicza, strony poczucie uzasadnione, a nawet napawające go poczuciem triumfu oraz swojskim „możecie mi skoczyć”.

Piesiewicza pęd do mistrzostwa

Sprawy, które wydawały się oczywiste – badanie pozorowania przez Piesiewicza pośrednictwa przy okazji umów sponsorskich zawieranych przez Polski Związek Koszykówki oraz Polską Ligę Koszykówki ze spółkami skarbu państwa, na czym Piesiewicz w dwa lata zarobił 7,3 mln zł, jak również rzekome doradztwo świadczone przez prezesowską małżonkę (doświadczenie: handel artykułami biurowymi) bezpośrednio do zarządu Pekao SA w czasach rządów PiS, za co otrzymała przez pół roku ponad milion złotych – ugrzęzły w martwym punkcie. A badająca sprawę „pośrednictwa” Piesiewicza gdańska prokuratura regionalna kompromituje się zapewnieniami, że zanim przystąpi do przesłuchania świadków, musi przeanalizować pliki, których tylko w PLK zabezpieczyła 5 mln.

Tym sposobem Piesiewicz krzepnie w przekonaniu, że włos mu z głowy nie spadnie, a nawet myśli o kolejnej kadencji w PKOl (wybory mniej więcej za rok). Na sportowych działaczach jego pęd do mistrzostwa z pewnością robi wrażenie.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Polak sprzedaje broń Ukrainie. „To nie były łatwe pieniądze. Trochę rozdałem za darmo”

Pomyślałem: „Przyszła wojna, przyszły standardy”. Ale było to dosyć naiwne myślenie – mówi Piotr Sapieżyński, prezes firmy Alfa sprzedającej broń Ukrainie.

Juliusz Ćwieluch, Paweł Reszka
09.04.2026
Reklama