Spirit wyzionął ducha. Co z liniami lotniczymi w Europie? Szef Ryanaira przewiduje upadek Wizz Aira
Spirit Airlines ze swoimi 131 samolotami nie były dużym przewoźnikiem jak na amerykański rynek, ale ich upadłość i tak jest dramatycznym wydarzeniem w Stanach Zjednoczonych. Linie były określane jako ultraniskokosztowe, czyli to właśnie u nich najłatwiej było znaleźć tanie bilety. Przewoźnik miał kłopoty już od dawna, ale po ostatnich porozumieniach z wierzycielami zakładał, że przetrwa bez większych problemów tegoroczne lato. Nie wziął jednak pod uwagę, że paliwo lotnicze podrożeje nagle ponad dwukrotnie. Chociaż odpowiedzialność za to ponosi prezydent Donald Trump, jego rząd nie zdecydował się ratować Spirit Airlines. Tymczasem w kolejce po rządową pomoc ustawili się kolejni niskokosztowi przewoźnicy w Stanach Zjednoczonych. Grożą, że jeśli nie dostaną wsparcia, oni również zbankrutują, a reszta linii wtedy drastycznie podniesie ceny biletów.
Niepewny los AirBaltic
Co to oznacza dla Europy? U nas na razie linie lotnicze są w nieco lepszej sytuacji niż za Oceanem, bo większość z nich zabezpieczała się przed zmianami cen paliwa lotniczego. W Ameryce przewoźnicy byli większymi optymistami i z takich wydatków zrezygnowali, więc teraz kryzys dotyka ich jeszcze boleśniej. Nie znaczy to jednak, że na naszym kontynencie wszyscy mogą działać spokojnie. W najgorszej sytuacji jest mała łotewska linia AirBaltic, znana również w Polsce. Na razie przewoźnik ten dostał pożyczkę od swojego rządu, ale ta nie wystarczy na długo. Łotysze liczą, że AirBaltic znajdzie się w grupie Lufthansa, która na razie ma 10 proc. jego akcji i współpracuje z liniami, dzierżawiąc od nich część samolotów z załogą. Los AirBaltic jest zatem prawdopodobnie w rękach Niemców – albo przyjmą go do swojej wielkiej rodziny, albo linia zbankrutuje.
Szef Ryanaira sugeruje upadek Wizz Air
Turbulencje w lotniczym świecie to zawsze okazja do różnych spekulacji. Celuje w nich znany z brutalnej szczerości szef Ryanaira Michael O’Leary. Teraz przewiduje, że jeśli paliwo lotnicze nie stanieje, to jesienią upaść mogą nie tylko AirBaltic, ale także Wizz Air, który odgrywa ogromną rolę w naszym kraju. Sam Wizz Air twierdzi, że będzie wręcz jednym z wygranych obecnego kryzysu, bo ma nowoczesne i duże samoloty. Dzięki temu koszt paliwa w przeliczeniu na pasażera jest u niego mniejszy niż u konkurencji. Z drugiej strony Wizz Air w ostatnich latach miał sporo kłopotów – niepowodzeniem zakończył się jego projekt regionalnej linii w Abu Zabi, do tego część samolotów była i jest uziemiona z powodu problemów z silnikami. Wizz Air notował co prawda ostatnio zyski, ale jednak w obecny kryzys wszedł z dużo mniejszymi rezerwami niż na przykład Ryanair.
Lot zachowuje spokój
W przypadku Lotu nie ma na razie powodów do obaw, chociaż nie wiemy, jakie były wyniki narodowego przewoźnika w ubiegłym roku. W 2023 r. i 2024 r. Lot odnotował bardzo duże zyski (odpowiednio miliard i prawie 700 mln zł), ale prawdopodobnie w 2025 r. jego wynik był już mniej imponujący. Na razie przewoźnik zachowuje spokój i dokonuje tylko minimalnych cięć w siatce połączeń. Inaczej robi Lufthansa, która zamknęła jedną ze swoich linii (Lufthansa CityLine), ograniczając liczbę połączeń do hubów – Monachium i Frankfurtu. Skutki tych cięć odczuli także polscy pasażerowie, bo Lufthansa zawiesiła połączenia z Rzeszowa, Katowic i Bydgoszczy do Frankfurtu oraz z Wrocławia i Gdańska do Monachium. Niemcy uznali, że kryzys potrwa długo, a oszczędności trzeba zacząć natychmiast. Przeorganizowują zatem siatkę lotów w ramach całej swojej grupy, aby zmniejszyć koszty.
Czytaj także: Kłopoty z paliwem lotniczym. Czy tanie loty będą jeszcze możliwe? Zachowaj spokój i poluj
Kryzys wysokich cen paliwa. Przetrwają najsilniejsi
Przez najbliższe miesiące przewoźnicy europejscy są jeszcze częściowo zabezpieczeni przed wzrostem cen paliwa, ale już wkrótce ta tarcza przestanie działać. Jeśli do tego czasu dostawy przez cieśninę Ormuz nie zostaną wznowione, sytuacja stanie się dla części linii bardzo trudna. Już teraz rynek europejski jest mocno skonsolidowany. Wśród tradycyjnych przewoźników mamy grupę Lufthansy (obejmującą poza Niemcami linie belgijskie, austriackie i szwajcarskie, a od niedawna także sprywatyzowane już częściowo włoskie ITA Airways), francusko-holenderski Air France/KLM i brytyjsko-hiszpańską International Airlines Group. Wkrótce do Lufthansy lub Air France/KLM dołączy portugalski TAP. Spośród większych przewoźników narodowych samodzielne pozostają już tylko Lot i Finnair. I to właśnie one będą zagrożone, jeśli paliwowy kryzys potrwa długo. W segmencie linii niskokosztowych dominują Ryanair, easyJet i Wizz Air.
Prawdziwym testem dla wszystkich będzie najbliższa zima, gdy tradycyjnie ceny biletów są niższe, a wyniki finansowe przewoźników gorsze. Dotąd to wysokie letnie zyski pozwalały przetrwać chłodniejsze miesiące. Ale przy tak drogim paliwie i ogromnej niepewności wśród pasażerów linie lotnicze stają przed ogromnym wyzwaniem. Jeśli mocno podniosą ceny, stracą chętnych na podróżowanie. A jeżeli pozostawią ceny na dotychczasowym poziomie, nie pokryją szybko rosnących kosztów. Najsilniejsi przetrwają, bo mają zapasy – reszta będzie musiała szukać ratunku w fuzjach albo skończy jak amerykański Spirit. Chyba że europejskie rządy, inaczej niż amerykański, ruszą z pomocą publiczną jak na początku pandemii.