Społeczeństwo

Wystarczy być

Good enough – życiowa filozofia młodych

Bunt to także wysiłek i strata energii. Więc młodzież buntuje się rzadko, a jeżeli już, to przeciwko szkole. Bunt to także wysiłek i strata energii. Więc młodzież buntuje się rzadko, a jeżeli już, to przeciwko szkole. Andriy Petrenko / PantherMedia
Naukowcy mają już na tę rozpowszechniającą się życiową postawę trafne angielskie określenie: good enough. Żyć, mieć, pracować nie doskonale, ale wystarczająco dobrze.
Postawa „good enough” rozpowszechnia się w odpowiedzi na pęd do kariery, japiszoński styl życia i niszczący psychicznie perfekcjonizm.Mirosław Gryń/Polityka Postawa „good enough” rozpowszechnia się w odpowiedzi na pęd do kariery, japiszoński styl życia i niszczący psychicznie perfekcjonizm.
Młodzi robią tyle, ile jest im absolutnie niezbędne. To mają świetnie przećwiczone, od gimnazjum. Uczą się po to, by zaliczyć test.Mirosław Gryń/Polityka Młodzi robią tyle, ile jest im absolutnie niezbędne. To mają świetnie przećwiczone, od gimnazjum. Uczą się po to, by zaliczyć test.

Święty spokój i wygoda, nie za dużo stresu i wysiłku. Niewygórowane oczekiwania wobec świata, życia, siebie samego. Zasada „wystarczająco dobrze” staje się życiowym credo sporej części dorastającej teraz młodzieży – licealistów i studentów pierwszych lat. – W taką konkluzję splatają się wnioski z rozmaitych badań – mówi prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Ludzi w wieku 15–29 lat jest w Polsce ponad 8,5 mln, tak więc oczekiwanie, że wszyscy będą do siebie podobni, jest nierealistyczne. W przypadku tych akurat młodych wydaje się ono szczególnie nietrafne. – Ich świat składa się ze społecznych nisz, archipelagów, socjowysepek – dodaje prof. Szlendak. Socjologowie są więc przekonani, że oto mamy pierwsze pokolenie, któremu brak kanonu kulturowego rozumianego jako pula wspólnych doświadczeń, reguł zachowania, celów życiowych, pragnień i sposobów ich realizacji. Żyją każdy w trochę innej bajce, a kontakt między nimi polega na nieustannym negocjowaniu własnej pozycji – w sieci. I to sieć właśnie jest tym, co ich łączy.

Postawa good enough rozpowszechnia się pewnie w odpowiedzi na pęd do kariery, japiszoński styl życia i niszczący psychicznie perfekcjonizm. Kilkanaście poprzednich roczników temu ulegało. Żądano od młodych: ucz się, studiuj po kilka kierunków, buduj karierę, obudź w sobie kreatywność, ciułaj staże, stypendia, praktyki, języki, które wpiszesz do CV.

Młodszym coraz rzadziej tak się chce. Zresztą są do zupełnie innej postawy kształtowani i przez swoje sieciowe otoczenie, i przez rodzinne wychowanie, i przez system edukacji.

I nie wysilaj się

Czyli rób tyle, ile jest absolutnie niezbędne. To mają świetnie przećwiczone, od gimnazjum. Uczą się po to, by zaliczyć test. – Trudno ich za to winić, mamy system edukacji, w którym muszą się odnaleźć, i jakoś przez to przebrnąć – mówi prof. Szlendak. – Gimnazjum to socjalizacyjna czarna dziura. Taki kształt edukacji dość specyficznie profiluje umysły.

Piotrek, lat 19, tegoroczny maturzysta z renomowanego warszawskiego liceum publicznego, przyznaje, że uczył się tylko tych przedmiotów, które były punktowane na wybranej przez niego uczelni – SGH. I w taki sposób, by dobrze napisać test. Reszta go nie interesowała.

– Tego od nich wymagają w szkole – mówi dr Mirosław Filiciak, kulturoznawca i medioznawca. – Nie chodzi o to, by błyskotliwie interpretowali utwory literackie, analizowali zjawiska społeczne, wyciągali wnioski. Mają dobrze rozwiązywać testy.

Dla większości licealistów, nawet tych z renomowanych liceów, dwójki i trójki to oceny absolutnie satysfakcjonujące. Poza przedmiotami kierunkowymi.

– Zdarzają się uczniowie startujący z powodzeniem w kilku olimpiadach, tacy, którzy starają się o zagraniczne stypendia i je dostają. Ale to są wyjątki – przyznaje Zdzisława Niewińska, wicedyrektor V LO im. Augusta Witkowskiego z Krakowa. – Większość jest świadoma, że sytuacja na rynku pracy jest trudna, że nikt na nich nie czeka, więc dochodzą do wniosku, że nie ma się co wysilać.

Jan Wróbel, publicysta i dyrektor I Społecznego LO w Warszawie (tzw. Bednarska), uważa, że takie podejście świadczy o realizmie i zdrowym rozsądku: – Wiedzą, że wszystkie miejsca są zajęte, pracę wyżebrzą na kolanach, a i tak będzie marna i niskopłatna.

Agata Łukomska, która uczy dopiero od trzech lat i w warszawskim Liceum im. Reytana prowadzi z młodszymi od siebie o zaledwie 10 lat uczniami zajęcia z etyki, obserwuje, że ten brak perspektyw dobrej pracy nie bardzo ich martwi: – To raczej wymówka, by się za bardzo w szkole nie starać.

II nie buntuj się

Bunt to także wysiłek i strata energii. Więc buntują się rzadko, a jeżeli już, to przeciwko szkole. Ale najczęściej tylko na etapie gimnazjum. Potem realistycznie oceniają swoje szanse i zamiast walczyć ze szkołą i nauczycielami, wysiłki koncentrują na tym, by przejść przez te kilka lat możliwie bezboleśnie, tracąc jak najmniej energii. – Wydaje mi się, że opanowali sposób eliminowania bolesnych bodźców z życia – mówi prof. Szlendak. – Dzięki temu, że żyją w sieci. A to jest sieć wsparcia, a nie organizacja hierarchiczna.

Czasem, ale znacznie rzadziej niż poprzednie pokolenia, buntują się przeciwko rodzicom. Większość z nich była wychowywana w sposób partnerski i po prostu nie odczuwa potrzeby przeciwstawiania się dorosłym.

Nieczęsto sprzeciwiają się niesprawiedliwościom społecznym, na które – jak by się wydawało – młodzi z natury reagują dużo mocniej niż dorośli.

Agata Łukomska czasem ma wrażenie, że jest największą buntowniczką w swojej klasie. Próbuje uczniów prowokować do wyrażania ostrzejszych poglądów. – Młody człowiek powinien mieć w sobie trochę niezgody na otaczającą rzeczywistość – mówi. – Ale oni nie za bardzo dostrzegają problemy społeczne, a jeżeli już, to i tak są przekonani, że nic się nie da z tym zrobić.

Na ogół widzą w perspektywie konkretne przyjemności, materialne i niematerialne. Mogą podróżować, kupić sobie fajne ciuchy, ściągnąć z netu film czy grę, spotkać się z przyjaciółmi w pubie albo na czacie. To są dobra osiągalne. Nie widzą sensu angażowania się w walkę dla idei, której rezultat jest mocno wątpliwy już na starcie.

– Co ja poradzę na to, że w Trzecim Świecie jest bieda? – pyta Mikołaj, lat 18, kończy II klasę w społecznym liceum. – W Polsce też jest i też nic z tym nie zrobię.

Idealiści zdarzają się bardzo rzadko. Dziewczyna, która od I klasy liceum wie, że będzie studiować medycynę po to, by zostać lekarzem bez granic, jest uznawana za nieszkodliwą dziwaczkę. Ci z rozmaitych nisz popkulturowych postrzegani są przez rówieśników jako „niedostosowani”, ludzie z problemami osobowościowymi, wręcz depresyjni. Nieliczni „metale” to dla większości osobnicy słuchający niemodnej muzyki i noszący niemodne ciuchy, którzy buntują się właściwie przeciwko wszystkiemu. Za pozerów uchodzą ci, którzy buntują się przeciwko mainstreamowi, hipsterzy w ubraniach vintage, noszący niemodne bródki i wąsy, obowiązkowe Ray Bany, jeżdżący na holenderskich, kolorowych rowerach. Zresztą hipsterzy niepostrzeżenie stali się częścią mainstreamu, więc nie wiadomo, czy można ich jeszcze uznać za buntowników.

III dostosuj się

Skoro się nie buntują, muszą się dostosować. – I to im bardzo dobrze wychodzi – mówi prof. Szlendak. – Są świetnie przystosowani do świata, w którym funkcjonują. Agata Łukomska zauważa, że w ogromnej większości wydają się zadowoleni. – Uważają, że życie jest wykonalne, do zrobienia. Trzeba tylko być rozsądnym. Świat nie jest idealny, ale to układ, który się wszystkim opłaca. To, że na nas ktoś zarabia, jest w porządku, pod warunkiem, że i my mamy z tego profity.

I tego skrupulatnie pilnują. Uchodzą wręcz za roszczeniowych, ale oni po prostu uznają, że takie są reguły gry. Jeżeli w ich opinii nauczyciel źle ich przygotowuje do matury, uważają, że trzeba coś z tym zrobić. Jeśli mają coś z siebie dać, oczekują rewanżu, zwrotu inwestycji. Nie buntują się, ale to już nie jest pokolenie petentów.

IV nie chciej za dużo

A jednocześnie ci młodzi uważają, że nierozsądnie jest oczekiwać zbyt wiele. Oni chcieliby – wystarczająco. Piotrek chciałby dobrze zarabiać, nie łudzi się jednak, że zostanie milionerem. A ponieważ chcą najczęściej tego, co jest dla nich osiągalne, więc nie narażają się na nieprzyjemne rozczarowania.

V zrób projekt krótkoterminowy

– Mają projektowe podejście do życia – mówi prof. Szlendak – ale to jest projekt krótkoterminowy. Są nastawieni na dziś i na najbliższą przyszłość.

Zapewne dlatego, ku zdumieniu polityków, młodzi nie przejęli się nowymi regulacjami w sprawie emerytur, które przecież ich w największym stopniu dotyczą. W krakowskim liceum od wielu lat maturzyści opuszczający szkołę wpisują w specjalnym albumie, co będą robić za 10 lat. Od 23 lat najczęściej pojawia się „nie wiem” albo „nie potrafię przewidzieć”.

Do projektów krótkoterminowych nie pasują marzenia, na których realizację przyjdzie czas w odległej przyszłości. Lub nigdy. Toteż przyznają, że nie mają marzeń. Może dlatego, żeby się nie rozczarować.

Rzadko miewają pasje. Ola grała w siatkówkę. Stwierdziła jednak, że kariery w sporcie nie zrobi, zatem szkoda tracić czas. Studia prawnicze są ważniejsze. Prawo jej za bardzo nie interesuje, chciała iść na AWF, ale co potem? Uczyć wuefu w szkole? A po prawie i aplikacji będzie miała pracę w rodzinnej kancelarii. Mikołaj o morzach i oceanach wie tyle, że mógłby startować w olimpiadzie, jest nurkiem, świetnie pływa. Przyznaje, że miał myśl, by zostać zawodowym dive masterem, ale szybko zrezygnował. To się po prostu nie opłaca. Lepiej skończyć studia i nurkować rekreacyjnie, tylko dla przyjemności.

VI nie rywalizuj

Dorastają już nie na podwórku, lecz w sieci, która jest strukturą poziomą. – W tej przestrzeni nie obowiązują reguły społeczeństw hierarchicznych, obrazowanych przez piramidy czy drabiny – mówi prof. Szlendak. – Oni nie muszą rywalizować.

Większość nie lubi nawet sportowej rywalizacji. Masowo załatwiają sobie zwolnienia z wuefu. Nie muszą też zabiegać o szczególny status społeczny. Piotr Czerski, pisarz, felietonista wp.pl, w artykule „My, dzieci sieci” (POLITYKA 10) pisał: „Przywykliśmy do tego, że niemal z każdym – dziennikarzem, burmistrzem miasta, profesorem uniwersytetu albo znanym piosenkarzem – możemy spróbować podjęcia dialogu i nie potrzebujemy do tego uprawnień wynikających ze społecznego statusu. Powodzenie interakcji zależy tylko od tego, czy treść przesyłanego komunikatu zostanie rozpoznana jako ważna i warta odpowiedzi”.

VII nie wyróżniaj się

Tak było zawsze – młodzi lubią się ukrywać pod uniformem. Zmienił się tylko styl. Znów – po krótkim okresie mody „no logo” ważna jest marka. Przynależność do grupy jest obrandowana. Jeżeli chce się być akceptowanym, trzeba nosić spodnie i buty tej samej marki co inni. – W sytuacji niedoboru symbolem statusu mógłby być byle walkman – powiada prof. Szlendak. – W kulturze postniedoboru (bo w Polsce nie jest to jeszcze kultura nadmiaru) musi to być coś, co jest po prostu drogie. Jak jeansy, to Levis, jak buty, to Nike, jak telefon, to iPhone. Przy tym wcale nie chodzi w tym dążeniu do najdroższego, żeby się wyróżniać, tylko żeby pasować do reszty.

Ubiorem, fryzurą, ale także poglądami. Może dlatego młodzi są tak niezdecydowani. Zupełnie jakby obawiali się dać niewłaściwą odpowiedź. Zwłaszcza w kwestiach moralnych albo politycznych. Na dowolne pytanie do 45 proc. młodych ludzi odpowiada „nie wiem”. Socjologowie uważają, że rzeczywiście nie wiedzą, jakie normy etyczne obowiązują, i po prostu wybierają to, co pasuje do ich stylu życia.

VIII bądź miły

Większość pedagogów ze zdziwieniem dostrzega, że młodzi ludzie są na ogół grzeczni. Kulturalni, dobrze wychowani. Niechętnie mówią kontrowersyjne rzeczy. Młodzi nie rozumieją, skąd to zdziwienie: no bo dlaczego ma nie być miło, skoro może być miło? To bycie uprzejmym jest raczej kalkulacją: bardziej się opłaca, a wiele nie kosztuje. I nie wynika wcale z szacunku dla starszych czy mądrzejszych.

Socjologowie zauważają, że młodzi nie mają poczucia, że przed kimś powinni czuć respekt. Skoro sieć nie jest przecież tradycyjną strukturą hierarchiczną, zatem pozycja ekonomiczna, wiek czy wiedza nie dają już przewagi.

W swoim towarzystwie, na portalach społecznościowych, już nie są tak układni i wydają się bardziej szczerzy. Ale ponieważ, w przeciwieństwie do starszych pokoleń, raczej nie są w sieci anonimowi, uważają na to, co piszą na fejsbukowej ścianie.

IX podkreślaj kolorowym markerem

Prof. Jacek Warchala z Uniwersytetu Śląskiego, polonista i językoznawca, zauważył, że studenci na „kserówkach”, czyli odbitych kawałkach podręczników, z czego zwykli od lat się uczyć, podkreślają najważniejsze rzeczy markerem. Niby nic w tym złego. Ale profesor twierdzi, że zapamiętują tylko te wyrwane z kontekstu frazy. Tłumaczy: ich wiedza o świecie jest sumą tych elementów, które podkreślili. To jest kolekcjonowanie, skanowanie rzeczywistości. Lecz nie jest to łączone w całość, nie ma zależności między poszczególnymi elementami, brak tu interpretacji.

Taki sposób przyswajania wiadomości prowadzi, zdaniem prof. Warchały, do zaniku myślenia abstrakcyjnego. Jeżeli dodamy do tego, że społeczną normą stało się nieczytanie tekstów dłuższych niż 500 wyrazów (ok. dwóch stron), to chyba jest się czym martwić.

Normą dla młodych jest też stan określany przez socjologów jako „rozproszenie umysłu”. Chodzi o to, że w tym samym momencie kierują uwagę na kilka, nawet kilkanaście równorzędnych rzeczy i na żadnej nie skupiają się w pełni. Tak przecież wyglądają ekrany ich komputerów – kilkanaście otwartych okien, ze trzy komunikatory, Facebook, jakaś gra, filmik na YouTube, a na dolnym pasku zminimalizowana Wikipedia i Word z pracą domową. Kryterium wyboru jest zawsze jedno: to, na co na chwilę zwracają uwagę, ma być atrakcyjne i przyjemne.

X ustaw odpowiedni status na fejsie

Dobry status, ciekawy profil, częste komunikaty na tablicy zapewnią wiele lajków i licznych znajomych, czyli pozycję w grupie. W ten sposób buduje się dziś swoją tożsamość w sieci. Trochę na zasadzie puzzli, z rozmaitych elementów poza normalną (w tradycyjnym rozumieniu) biografią. Swoboda, z jaką młodzi zdobywają elementy tożsamości w sieci, kojarzy się ludziom powyżej 35 roku życia z samowolą, a nawet z kradzieżą.

„Jestem moim profilem na LastFM. Jestem moją tracklistą na mp3. Jestem zestawem moich sieciowych zakładek i RSS-ów. Jestem w pełni spójną i działającą hybrydą” tak opisuje to prof. Szlendak.

Reszta

Czy rzeczywiście rośnie pokolenie konformistów i hedonistów – jak mówią łagodniejsi w ocenach badacze, czy nihilistów jak oceniają bardziej surowi? A może to nic złego, że wyścig szczurów, w którym tak ochoczo uczestniczyli młodzi w latach 90., dla tego pokolenia jest czymś niezrozumiałym? Przecież 15 lat temu psychologowie i socjologowie rozpisywali się o negatywnych skutkach takiego życia dla młodych ludzi, przedwczesnym wypaleniu, nerwicach.

Odmawiający uczestnictwa w bezwzględnej walce o pozycję społeczną, zawodową, finansową, wysyłają komunikat: sukces i kariera nie są w życiu najważniejsze. 75 proc. odpowiadających na pytanie „jaki jestem”, na pierwszym miejscu stawia „szanujący innych”. Na potrzeby raportu Młodzi 2011 zadano młodym to samo pytanie, co ich rówieśnikom w 1976 r.: co jest w życiu ważne? Znacznie więcej obecnych młodych odpowiedziało: udane życie rodzinne, przyjaźń, spokojne życie.

Co ciekawe, rodziców te postawy dorastających dzieci wcale nie rozczarowują. Ola i Mikołaj, którzy poprzycinali swe zamiary do racjonalnych i praktycznych wymiarów, twierdzą, że ich rodzice są zadowoleni z rozsądku dzieci. – Lepiej niech toną w planach czy aspiracjach niż w marzeniach – dodaje Jan Wróbel. – Marzenia byłyby pogłębianiem infantylizmu, który i tak zagraża młodemu pokoleniu.

Kto pociągnie wóz

Postawa good enough nie jest więc raczej powodem do martwienia się o młodych w wymiarze indywidualnym. Przeciwnie, całkiem nieźle będzie się z nią pewnie żyło. Problemem są raczej konsekwencje społeczne i ekonomiczne rozpowszechnienia takiej życiowej filozofii. – Nieuczestniczenie w rywalizacji oznacza, że nie podnosi się kwalifikacji – dodaje prof. Tomasz Szlendak. – A w coraz bardziej skomplikowanym świecie technologii nie poradzimy sobie bez ludzi uformowanych w ogniu ostrej rywalizacji. Sukces Polski lat 90. zawdzięczamy nie tyle jednostkom innowacyjnym, ile armii przeciętniaków, której przyszło do głowy zawziąć się i przeć do przodu. Obawiam się, że przez następne dziesięciolecia nie będzie komu tego naszego wozu ciągnąć.

Chyba że świat jakoś sprowokuje i zmotywuje tych młodych. „Wystarczająco dobrym” powodem do buntu była słynna sprawa ACTA. Niemal histerycznie zareagowali na coś, co uznali za zamach na wolność w sieci – ich wolność. I ku zdumieniu wszystkich sprawili, że to świat dostosował się do nich.

Polityka 29.2012 (2867) z dnia 18.07.2012; Kraj; s. 14
Oryginalny tytuł tekstu: "Wystarczy być"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną