Kobiety wciąż zarabiają mniej. Jak zasypać „gender pay gap”?
Kobiety są takie same jak mężczyźni, tylko tańsze – kpi brytyjski „Guardian”, komentując raport o nierównościach płacowych.
O równym wynagrodzeniu mówimy wtedy, gdy pracodawca płaci tyle samo za pracę świadczoną na zbliżonych stanowiskach niezależnie od płci pracownika.
Unsplash

O równym wynagrodzeniu mówimy wtedy, gdy pracodawca płaci tyle samo za pracę świadczoną na zbliżonych stanowiskach niezależnie od płci pracownika.

Po raz pierwszy duże firmy zostały zobowiązane do pokazania średniej i mediany wynagrodzeń w zależności od płci pracownika. Rozbieżności są dla brytyjskich kobiet niekorzystne. W Polsce jest inaczej, ale nie mamy być z czego dumni.

Z interaktywnego raportu „Guardiana” wynika, że osiem na dziesięć firm w Wielkiej Brytanii płaci lepiej mężczyznom niż kobietom, a średnia różnica sięga 9,7 proc. (choć np. w sektorze finansowym przekracza 30 proc.). Jest większa niż w Polsce (7,7 proc.) – ale wcale nie mamy powodów do radości. Istnieje korelacja między luką a aktywnością zawodową kobiet. Tam, gdzie kobiety mają udział w rynku pracy, muszą mierzyć się z nierównościami płacowymi. U nas ta luka jest niewielka, bo w ogóle niewiele kobiet pracuje. Zostając w domu, grzebią swoje szanse nie tylko na zarobki, ale i emeryturę.

Temat brytyjskiego raportu jest nośny i wrażliwy, więc media – także poza Wyspami – piszą, że pensja zależy nie tylko od wykształcenia, kompetencji czy doświadczenia, ale przede wszystkim od płci. Jeśli jesteś kobietą, z dużym prawdopodobieństwem będziesz zarabiała mniej od kolegów w swojej firmie. Nagłówki prasowe wołają: „Skandal! Żądamy równej płacy za równą pracę!”.

Ale do duże uproszczenie. Warto sprawdzić różnice, bo wokół tej dyskusji narasta sporo nieporozumień.

Na czym polegają nierówności?

O równym wynagrodzeniu mówimy wtedy, gdy pracodawca płaci tyle samo za pracę świadczoną na zbliżonych stanowiskach niezależnie od płci pracownika. Wymaga tego prawo. Jednocześnie pracownicy na wyższych stanowiskach mogą zarabiać więcej niż ci na niższych. Pracujący na cały etat zarabiają więcej od tych, którzy pracują tylko kilka godzin w tygodniu. Tu kontrowersji nie ma.

Za to dyskusja toczy się wokół innego miernika. Luka płacowa (gender pay gap) pokazuje różnice między średnimi zarobkami kobiet i mężczyzn w danej firmie albo organizacji. Nie odzwierciedla wieku, doświadczenia i zakresu obowiązków – ale pozwala zobaczyć, na jakie pieniądze może liczyć kobieta, a na jakie mężczyzna. I co do zasady kobiety zarabiają mniej od mężczyzn. Jak te nierówności wyglądają w praktyce? Jeśli kobieta w 2017 roku chciałaby zarobić tyle samo, ile średnio zarobił jej kolega z firmy, musiałaby pracować aż do najbliższego wtorku, 10 kwietnia tego roku.

Przyczyn nierówności jest wiele

Po pierwsze, sektory, w których płace są najwyższe, są zdominowane przez mężczyzn. Chociaż dziewczynki radzą sobie w szkole nie gorzej od chłopców, z czasem lądują w mniej prestiżowych i gorzej płatnych zawodach, w których nie mają szans na porównywalne zarobki.

Po drugie, macierzyństwo. To, co wydatnie obniża wynagrodzenie, to praca na część etatu – czyli wieloletnia rzeczywistość dla kobiet, które wychowują dzieci. Często nazywa się to ładnie równowagą między pracą a życiem prywatnym albo elastycznym czasem pracy – ale w efekcie rodzicielstwo to prosta droga do mniejszych zarobków. Ale nie dla mężczyzn – za to kobieta, która urodzi, ma większe prawdopodobieństwo, że straci pozycję nie tylko zawodową, ale i finansową. Ryzyko straty dotyczy też tych, które opiekują się starszymi członkami rodziny.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj