Pomagający kobietom w aborcji na celowniku prokuratury
Polskie prawo jest tak stosowane, żeby kobieta decydująca się na legalną aborcję w domu lub za granicą nie miała żadnego wsparcia. Ani medycznego, ani psychicznego.
Sądy administracyjne w ostatnim czasie orzekają, że aby sprowadzić z zagranicy produkt leczniczy kurierem lub pocztą, trzeba mieć zgodę prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.
Priscilla Du Preez/Unsplash

Sądy administracyjne w ostatnim czasie orzekają, że aby sprowadzić z zagranicy produkt leczniczy kurierem lub pocztą, trzeba mieć zgodę prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

AGATA SZCZERBIAK: – Prokuratura w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie nakłaniania do aborcji na forum Kobiety w Sieci. W tym miejscu kobiety wspierają się podczas farmakologicznej aborcji. Zarzuty, które zgłosiła fundacja PRO Prawo do Życia, są trzy: pośrednictwo w sprzedaży pigułek poronnych, namawianie do ich przyjęcia i psychiczne wspieranie kobiet, które chcą przerwać ciążę. Czy te działania są uznawane w Polsce za przestępstwo?
KAMILA FERENC: – Publikowanie ogólnych informacji dotyczących przygotowania do domowej, farmakologicznej aborcji, opisywanie jej przebiegu, dzielenie się swoimi doświadczeniami, wspieranie innych kobiet – to wszystko nie jest w Polsce karalne. Umieszczenie w internecie ogłoszenia zagranicznej kliniki, w której przeprowadza się aborcję, też nie. Ale im bardziej sprawa się indywidualizuje, a pomoc w przerwaniu ciąży dotyczy konkretnej kobiety, tym większe prawdopodobieństwo, że prokurator może postawić zarzuty, a sąd wydać wyrok skazujący.

Czy w tym konkretnym przypadku zarzuty mogą mieć jakąś rację bytu? Omówmy je.
Polskie forum i infolinia Kobiety w Sieci nie prowadzą żadnej komercyjnej działalności. One tylko wskazują miejsca, gdzie można kupić tabletki do aborcji farmakologicznej. Ich dystrybucją zajmują się strony należące do międzynarodowych organizacji założonych za granicą, czyli Women Help Women, Women on Web, Women on Waves. One wysyłają tabletki poronne do krajów, w których aborcja jest niedostępna. Do Polski też.

Wskazanie na konkretne miejsce, gdzie pigułki do aborcji farmakologicznej są sprzedawane, nie może być przestępstwem ze względu na to, że to ogólna informacja, skierowana do wszystkich. Jeśli jakaś kobieta będzie chciała, skorzysta z niej, ale może też odnaleźć ją w inny sposób. Zarzut dotyczący pośrednictwa w sprzedaży jest więc nietrafiony.

Czytaj także: Gdzie na świecie aborcja jest legalna?

A jakie zachowanie może się mieścić w definicji „nakłaniania” do przyjęcia tabletek poronnych? Ustawa o planowaniu rodziny została przyjęta w 1993 r. i nie przewidywała internetowego towarzyszenia kobiecie w trakcie aborcji w domu.
Sądy lubią odwoływać się do definicji słownikowych, a według słownika języka polskiego „nakłaniać” to inaczej „zachęcać kogoś do czegoś; namawiać; przekonywać”, czyli po prostu wszystkie słowa, które mają skłonić konkretną kobietę do przerwania konkretnej ciąży. Jest tu dość szeroki zakres słów, które można pod „nakłanianie” podciągnąć.

Co może zostać uznane za wsparcie psychiczne?
Tu łatwo wyczuć, o co chodzi. To opiekowanie się kobietą, która właśnie jest w trakcie przyjmowania tabletek. Rozmowa, przygotowywanie posiłków. Zwykła troska. Takie działania mogłyby zostać uznane przez sąd za poprawę komfortu osoby, która dokonuje aborcji, czyli pomaganie jej w tym.

Sądy zazwyczaj za pomocnictwo uznają działania o bardziej materialnym charakterze: dostarczenie narzędzi, rady lub informacji, skontaktowanie kobiety w ciąży z osobą przeprowadzającą aborcję, udostępnienie gabinetu lekarskiego, pokrycie kosztów przeprowadzenia zabiegu, sporządzenie lub dostarczenie fałszywego dokumentu zaświadczającego istnienie jednej z przesłanek dopuszczalności przerwania ciąży, złożenie fałszywych zeznań uprawdopodabniających popełnienie przestępstwa, którego skutkiem była ciąża. Łatwo to udowodnić. Wsparcie psychicznie – dużo trudniej. Można uznać, że ktoś po prostu przypadkiem znalazł się w miejscu domowej aborcji i został w nim w trosce o czyjeś zdrowie, a nie pomagał w procesie, który tak czy siak by się odbył. Myślę, że trudno byłoby skazać kogoś za trzymanie za rękę kobiety, która przyjmuje tabletki aborcyjne, ale nie ma stuprocentowej gwarancji. Szczególnie w obliczu czasem szalenie rygorystycznego orzecznictwa w tej materii, odzwierciedlającego raczej religijne poglądy sędziów niż bezstronne zastosowanie prawa i rozważenie okoliczności faktycznych.

Pole do interpretacji przepisów wydaje się duże.
Tak. Przepis w Kodeksie karnym jest dość ogólnie sformułowany: karane jest nakłanianie lub pomaganie w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu rodziny z 1993 r., która określa, że aborcja może być dokonana tylko w trzech przypadkach.

Pytanie o to, jak daleko może sięgać pomocnictwo, pozostaje jednak aktualne.
Jest dorobek doktryny w tej materii, a w nim pewna nierównowaga. Są głosy, które mówią, że zorganizowanie przez prywatną firmę turystyczną wyjazdu kobiet z Polski na zabieg za granicę jest pomocnictwem. Inni, jak np. prof. dr hab. Andrzej Marek, wykluczają karalność w sytuacji organizowania turystyki aborcyjnej do krajów, gdzie prawo jest mniej restrykcyjne. Słowem: za mało znamy te kobiety, za mało jesteśmy zaangażowani w ich konkretną sytuację. Nawet jeśli to dzięki nam one na tę aborcję pojadą.

Czytaj także: Aborcja online

Był też wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z kwietnia 2014 r., kiedy uznano, że desygnatem „przerwania ciąży z naruszeniem przepisów ustawy” może być tylko takie „przerwanie ciąży”, które podlega polskiemu prawu. A to znaczy, że nie można karać za przerwanie ciąży poza granicami Polski, bo polska ustawa nie reguluje zasad przerywania ciąży za granicą, nie można więc tam polskiej ustawy „naruszyć”.

Niestety, obecnie dominujące stanowisko doktryny jest takie, że ze względu na to, że pomoc przy przerwaniu ciąży udzielona na terenie Polski (np. podwiezienie do granicy), bez względu na to, gdzie zabieg zostanie wykonany, jest karalna i powinna być ścigana.

A kiedy kobieta wchodzi na forum, szuka informacji, ktoś jej odpowiada, opisuje, co ma konkretnie zrobić, a ona potem zamawia środki w internecie? Też można zinterpretować to jako pomocnictwo?
Nie jest to wykluczone, więc im bardziej ogólnie sformułowany komunikat (skierowany do ogółu mimo że z konkretnymi informacjami), tym mniejsze ryzyko.

A czy ponosi jakieś konsekwencje, kiedy sprowadza tabletki do aborcji farmakologicznej z zagranicy?
Sprowadzanie teraz tabletek z zagranicy jest dużym problemem. Do tej pory można było sprowadzić na własny użytek do pięciu najmniejszych opakowań tabletek poronnych, ale Generalny Inspektor Farmaceutyczny w porozumieniu z ministrem zdrowia i resortem finansów zmienił interpretację przepisów.

Sądy administracyjne w ostatnim czasie zaczęły tę interpretację stosować, to znaczy orzekają, że aby sprowadzić z zagranicy produkt leczniczy kurierem lub pocztą, trzeba mieć zgodę prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Problemu nie ma tylko wtedy, kiedy przywozimy leki ze sobą w walizce.

Od kiedy tak jest?
Ta sytuacja trwa od ok. 2016 r., kiedy pojawiła się nowa interpretacja GIF. Urzędy celne zaczęły powoli ją stosować. Tylko niektóre paczki przestały docierać do adresatek. W Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przygotowałyśmy wówczas wzory pism w przypadku niedostarczania przesyłek przez Pocztę Polską. Federacja wystąpiła także do Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego i Poczty Polskiej o wyjaśnienie nierejestrowania przesyłek z zestawem do aborcji farmakologicznej i antykoncepcji awaryjnej. Jeszcze jesienią 2017 r. Anna Szczepańska, rzeczniczka prasowa Krajowej Administracji Skarbowej, nie negowała możliwości przywozu produktów leczniczych na własny użytek za pomocą kuriera.

Obecnie celnicy rewidują przesyłki, znajdują tam Mifepriston i Misoprostol (które przyjęte razem w odpowiednich dawkach wywołują sztuczne poronienie) i masowo wysyłają adresatkom paczek wezwania do przedstawienia zgody prezesa urzędu na import produktów leczniczych pod rygorem cofnięcia towaru poza obszar celny Unii lub wnioskowania o orzeczenie jego przepadku na rzecz Skarbu Państwa. Niestety, zaskarżanie decyzji nie przynosi rezultatu, bo sądy stosują wykładnię literalną.

Czytaj także: Fakty i mity o przerywaniu ciąży

Najnowsze orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego mówi tak: na własny użytek znaczy osobiście przy sobie, w walizce, a nie kurierem. Czyli ściąganie pigułek z zagranicy stało się praktycznie nieosiągalne. Oczywiście można próbować odpowiednią argumentacją przekonać sądy do zmiany tej linii orzeczniczej. Na razie nie zapadło dużo takich wyroków. Osoby, które dostaną takie wezwania lub decyzje z urzędu celnego, mogą skonsultować kroki prawne, pisząc do Zespołu Prawnego Federacji.

Czyli mimo że aborcja farmakologiczna w domu przeprowadzona bez pomocy innych osób nie jest karalna, sprowadzanie takich środków nie jest karalne, to przez zmianę orzecznictwa w praktyce właściwie już niemożliwe?
Tak. Misoprostol jest dodatkowo lekiem zarejestrowanym w Polsce pod nazwą handlową Cytotec i Arthrotec, a jego zastosowanie jest powszechne w szpitalach do terminacji ciąż martwych i leczenia niecałkowitych poronień.

Zostaje w takim razie wyjazd do zagranicznej kliniki.
Wyjazdy nie są penalizowane, ale zdarza się, że osoba, która opiekuje się lub towarzyszy kobiecie w podróży za granicę, ponosi odpowiedzialność karną. Według danych zamieszczonych w sprawozdaniu rządu z wykonania ustawy o planowaniu rodziny w 2016 r. zarejestrowano 367 spraw „dotyczących ochrony dziecka poczętego, kobiety ciężarnej, przerywania ciąży wbrew przepisom ustawy”. To więcej niż w 2015 r. – 304 i mniej niż w 2014 r. – 436. W 38 sprawach skierowano akt oskarżenia, łącznie przeciwko 50 osobom, w pierwszej instancji odnotowano 14 skazań.

Przepisy są skonstruowane tak, że rozbijają cały system wsparcia.
Niestety o to chyba w tym wszystkim chodzi. O wywołanie efektu mrożącego. Czyli jeśli aborcja jest w pewnych warunkach nawet dopuszczalna, zniechęca się do wydawania zgody na terminację. Lekarze czasami zabezpieczają się przed ewentualnymi, poważnymi w końcu konsekwencjami, nie wykonując aborcji, która mieści się w przesłance. Przepisy są tak skonstruowane i stosowane, żeby kobieta decydująca się na legalną aborcję w domu lub za granicą nie miała żadnego wsparcia. Ani medycznego, ani psychicznego.

Co na to Europejski Trybunał Praw Człowieka? Czy odnosił się do sprawy wolności wypowiedzi w formie rozpowszechniania informacji o aborcji?
Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (sprawa Open Door and Dublin Well Woman przeciwko Irlandii) zakazanie rozpowszechniania informacji o możliwościach aborcyjnych za granicą stwarza ryzyko dla zdrowia kobiet, które chcą dokonać aborcji w późnym stadium ciąży z uwagi na brak odpowiedniego doradztwa. Zakaz ten również może mieć odwrotny skutek w stosunku do kobiet, które nie były wystarczająco pomysłowe czy zaradne albo nie miały odpowiedniego poziomu wykształcenia, aby uzyskać dostęp do alternatywnych źródeł informacji. Taki zakaz jest nieproporcjonalny i narusza prawo do wolności wyrażania opinii. Zdaniem ETPCz wymienione ograniczenia nie są konieczne w demokratycznym społeczeństwie oraz nie są uzasadnione ochroną moralności.

W październiku 2017 r. Ordo Iuris wysłało do Prokuratury Krajowej opinię na temat tego, kiedy się dopatrywać przestępstwa nakłaniania do aborcji. Później jako wytyczną otrzymały ją prokuratury regionalne. Ordo Iuris dowodzi, że każda sytuacja inna niż przewidziana prawem jest przestępstwem udzielenia pomocy w nielegalnym zabiegu. To, co się teraz dzieje, jest twoim zdaniem efektem tych wytycznych?
Tak, to jest dość dobrze rozplanowane i obmyślane działanie. Na początku była próba zmiany legislacyjnej, ale gdy Ordo Iuris zorientowało się, że to jest na razie niemożliwe – oby nigdy nie było możliwe – to próbuje rozmontować ten system w inny sposób, kawałek po kawałku. Dokręca śrubę w ściganiu osób pomagającym kobietom w przerwaniu ciąży, przygotowuje projekt ustawy o klauzuli sumienia, która ją niesamowicie rozszerza. Co jakiś czas opiniuje różne projekty ustaw, wskazując, jak bardzo aborcja jest zabójstwem prenatalnym, a antykoncepcja, szczególnie awaryjna, powinna być ograniczana czy wręcz zakazana.

Uważam, że oni nie spoczną i będą próbowali krok po kroku wpłynąć na dyskurs dotyczący aborcji i na to, jak do niej podchodzimy. Chcą, żeby aborcja jednoznacznie kojarzyła się ze strachem, przestępstwem i została faktycznie zakazana. Chcą, żeby nie było na nią społecznego przyzwolenia. To stworzy w ich mniemaniu grunt do tego, żeby zaostrzyć ustawę, czyli zakazać aborcji całkowicie. Już raz próbowali to zrobić.

Czytaj także: Ordo Iuris chce tylnymi drzwiami wprowadzić zakaz aborcji i klauzulę dla farmaceutów

To, co jest ciekawe, to że fundacja PRO Prawo do Życia, która złożyła zawiadomienie do warszawskiej prokuratury, mówi o „biznesie aborcyjnym”, piętnuje go, ale prawda jest taka, że to m.in. jej działania prowadzą do zwiększenia popytu na podziemne zabiegi. To, że aborcja odbywa się tymi, a nie innymi kanałami, jest coraz więcej klientek z Polski w klinikach za granicą, Polki kupują pigułki w internecie, wykonuje się zabiegi w podziemiu w Polsce, jest konsekwencją zawężania prawa do aborcji w Polsce. Gdyby aborcja była dostępna na NFZ, bezpiecznie w szpitalu, realnie dostępna, lekarzy by się nie bali, nie byłoby potrzeby wydawania pieniędzy za granicą.

ROZMAWIAŁA AGATA SZCZERBIAK

***

Kamila Ferenc – prawniczka, koordynatorka Zespołu Prawnego Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Współzałożycielka kancelarii społecznie zaangażowanej Prawo do Prawa. Autorka analiz prawnych do raportów z serii „Watchdog.edu.pl” oraz publikacji naukowych z zakresu prawa konstytucyjnego i administracyjnego. W latach 2014–2016 ambasadorka Rzecznika Praw Obywatelskich.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj