Rzecznik praw dziecka walczy o godność zarodków
„Metoda in vitro od strony prawno-moralnej jest niegodziwa, bo wiele poczętych dzieci nie jest chronionych tak, jak powinno” – stwierdził Mikołaj Pawlak w Senacie.
Mikołaj Pawlak podczas przesłuchania w Senacie
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Mikołaj Pawlak podczas przesłuchania w Senacie

Stanowisko rzecznika praw dziecka w końcu zostało obsadzone. To niemałe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że polowanie na odpowiedniego kandydata trwało cztery miesiące. Od końca sierpnia obowiązki RPD pełnił poprzedni rzecznik – Marek Michalak – choć jego kadencja wygasła.

Funkcja wydaje się mało polityczna, a bardzo merytoryczna. Mimo to w głosowaniach przepadali kandydatka PO i Nowoczesnej oraz kandydat Kukiz ’15. Sabina Zalewska popierana przez PiS sama się wycofała, kiedy została oskarżona o plagiat pracy naukowej. Agnieszka Dudzińska (również z aprobatą partii rządzącej), która ma spore doświadczenie w pracy z dziećmi, szczególnie z niepełnosprawnymi, poległa dwukrotnie.

W końcu przez oba głosowania przebrnął Mikołaj Pawlak. Nowy rzecznik wydaje się idealnym urzędnikiem z perspektywy Nowogrodzkiej. Skończył prawo i prawo kanoniczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W sądzie biskupim zajmował się rozwodami kościelnymi. Ostatnio pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości u Zbigniewa Ziobry jako dyrektor Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich. Sprawował tam nadzór nad zakładami poprawczymi, sądami rodzinnymi i schroniskami dla dzieci. To było jego jedyne doświadczenie w pracy z dziećmi.

Język kształtuje świadomość

„Metoda in vitro od strony prawno-moralnej jest niegodziwa, bo wiele poczętych dzieci nie jest chronionych tak, jak powinno” – stwierdził Pawlak w Senacie. Wyjaśnił, że jego zdaniem godność ludzka już na samym początku jest zagrożona, skoro zarodki są mrożone. Jeśli doszło do poczęcia, mówimy o dziecku – dodał Pawlak.

Nowy RPD wypowiadał się zdecydowanie, w sposób niedopuszczający dyskusji i wykluczający inne punkty widzenia. Nie przez przypadek używał słowa „dzieci” w odniesieniu do zarodków. To określenie może się wydawać śmieszne czy infantylne w sytuacji, gdy naukowy świat w przypadku komórek zamrażanych w trakcie procedury in vitro używa określenia „zarodki”. Stanie się zapewne powodem żartów i memów, podobnie jak „krzyk zarodków”, który udało się usłyszeć Jarosławowi Gowinowi. Jest to jednak – i o tym nie powinniśmy zapominać – gest polityczny, głos w wielkiej dyskusji ideologicznej, która przetacza się właśnie przez Polskę. Ten język przynależy do skrajnie konserwatywnej wizji świata, powoduje, że z czasem dostęp do procedury in vitro może być utrudniony.

Słowa o mrożonych dzieciach padają w Senacie w momencie, gdy grupa posłów pod wodzą Jana Klawitera (startował z listy PiS, dziś niezrzeszony, związany z Prawicą Rzeczpospolitej) złożyła w Sejmie inicjatywę ustawodawczą, która – jeśli zamieni się w prawo – znacznie ograniczy dostęp do procedury zapłodnienia pozaustrojowego. Według Klawitera in vitro powinno być dostępne wyłącznie dla małżeństw (związki partnerskie nie wchodzą w rachubę, bo są nietrwałe). Projekt zakłada również możliwość pobrania od kobiety tylko jednej komórki jajowej. Dzisiaj można pobrać sześć, a w przypadku pań po 35. roku życia – więcej. Jest to niezbędne, bo nie wszystkie zostaną zapłodnione i przetrwają. Te, które nie zostają wykorzystane, są mrożone i stają się – używając języka rzecznika Pawlaka – dziećmi, którym odebrano godność.

Gdyby taka ustawa weszła w życie, skuteczność metody in vitro spadłaby drastycznie. Naraziłaby również pary na wielokrotne ponoszenie wysokich kosztów, a kobiety na powtarzanie bolesnych zabiegów medycznych, które zupełnie nie są potrzebne. O godności pacjentek – niedoszłych matek – żaden z przedstawicieli rządzącej partii nie wspomina. Skupiają się, tak jak nowy rzecznik praw dziecka, na godności zamrożonych komórek.

In vitro to nie wszystko

Mikołaj Pawlak nie poprzestał na dezawuowaniu metody in vitro. Poruszył także dyżurny od lat temat dopuszczalności aborcji. Stwierdził, że przepisy ustawy regulującej warunki dopuszczania przerywania ciąży są nieprecyzyjne. Podważa zatem ustalenia tzw. kompromisu aborcyjnego.

Rzecznik praw dziecka nie zapomniał także o dzieciach, które już się urodziły. Na przykład o tych, które pochodzą z rozbitych rodzin. Uważa on, że większość takich dzieci trafia pod opiekę zakładów poprawczych i schronisk dla nieletnich. Pawlak zamierza zatem forsować zmiany prawne, które sprawią, że państwo wesprze „wychowywanie w pełnej rodzinie”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj