Społeczeństwo

Dwie strony prowokacji. Manifestacje za Kartą LGBT i przeciw niej – od środka

. . WILK / Polityka
„Geje i lesbije, znajdą się kije na wasze ryje” – to jedno z haseł, które wybrzmiały przed ratuszem. To była odpowiedź na okrzyki aktywistów: „Dość nienawiści”, które tłum uznał za prowokację. Będzie doniesienie na policję.

Poniedziałek 18 marca był niemal wiosennym dniem. Śpiewały ptaki. A na jednym z głównych placów Warszawy zebrały się dwie grupy demonstrantów. Pierwsza – liczniejsza, Warszawskiego Protestu Rodziców – miała transparenty utrzymane w „nowych barwach narodowych”, czyli biało-czerwono-czarnych, druga – w której uczestniczyli aktywiści obywatelscy związani z różnymi środowiskami liberalnymi – używała wszystkich kolorów tęczy. Grupy spotkały się w sprawie tzw. Karty LGBT („Warszawskiej polityki miejskiej na rzecz społeczności LGBT+”), którą w lutym podpisał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Aby zorientować się w nastrojach prawicowej manifestacji, czytam, co jest na transparentach. Uwagę przykuwa duża plansza, widać fragment obrazu Marii z Jezusem, obie postaci wpisano w różaniec układający się w kształt obrysu Polski. A pod spodem... trupia czaszka. Czy owo zestawienie wyjaśnia tekst na transparencie? Oto on: „Ideologia »płcie kulturowe«, czyli gender, to gnojówkowy, psychiczno-etyczny narkotyk – dopalacz. Zabija: tożsamość, duszę i ciało. Dziewczęta i chłopcy, rodzice, nauczyciele i wychowawcy, nie dajcie się otumanić LGBTQ-owymi kolorkami. Używajcie rozumu!!! Genderowy terror i atak na Polskę wciąż trwa”.

.WILK/Polityka.

Ach, „genderowy terror”. Idę zobaczyć, jak on wygląda. Po stronie liberalnej kilka fioletowych transparentów, największy z nich nawiązuje do religii katolickiej i brzmi: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Za chwilę aktywiści rozwiną ogromną flagę w kolorach tęczy. Są krótkie przemówienia, słychać okrzyki („Wolność, równość, akceptacja”).

Czytaj także: O potworze LGBT i innych baśniach Prezesa

Osoby LGBT określane jako „tęczowi dewianci”

Gdy zaczyna się główna demonstracja, okazuje się, że nie jestem mile widziana tuż przed „sceną”. Trudno w ogóle dojść do miejsca, z którego goście będą przemawiać. Nie z powodu gęstego tłumu (nie było go, szeroko zapowiadana w prawicowych mediach manifestacja miała zaledwie kilkusetosobową frekwencję), ale dlatego, że ciągle jestem zaczepiana i pytana, „dla kogo robię zdjęcia”, czy jestem „z lewej czy z prawej strony”. Spod „sceny” zostaję – wraz z innymi – wyproszona, bo zaraz ma się rozpocząć transmisja telewizji publicznej. Inne media się nie liczą.

Nie będę się w związku z tym odnosić do słów przedstawicieli Ordo Iuris, Ruchu 4 Marca (wzywającego m.in. do powstrzymania „tęczowego szaleństwa”), CitizenGo czy Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Lekarzy. Ani do wystąpień polityków. Z dziennikarskiego obowiązku przedstawię kilka cytatów. Anna Maria Siarkowska z Partii Republikańskiej: – Jestem wściekła, że ci, którzy nie mają dzieci, pod płaszczykiem tolerancji i edukacji seksualnej chcą nasze dzieci demoralizować! Nie pozwolimy na to! Piotr Uściński z PiS: – Prezydent Rafał Trzaskowski chce oficjalnie deprawować nasze dzieci! Jak powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie ma to naszej zgody!

Zbigniew Gryglas z klubu PiS oświadczył, że „Rafał Trzaskowski swoją deklaracją ogranicza konstytucyjne prawa rodziców do wychowania dzieci według własnych przekonań. Mam trzech chłopców i wiem, co to znaczy wychować dzieci, tak jak chcemy, po polsku. Zgodnie z wiarą naszych ojców”. A Robert Winnicki z Ruchu Narodowego: – Jestem tutaj jako poseł, ale przede wszystkim jako rodzic, ojciec dwójki dzieci. W imieniu wszystkich rodziców walczących o swoje dzieci chciałem jeszcze raz powiedzieć jasno i wyraźnie Trzaskowskiemu, Rabiejowi, Biedroniowi i wszystkim tęczowym dewiantom – łapy przecz od naszych dzieci! (...) Nie miejmy złudzeń, o co w tym wszystkim chodzi! Ci tęczowi dewianci wyciągają swoje zboczone łapska po polskie dzieci!

Ewa Siedlecka: Deklaracja LGBT+ to realizacja konstytucji

Transparenty wiele mówią o nastawieniu

Wracam na stronę zwolenników Karty LGBT. Tu nie ma telewizyjnych transmisji. Przemówienia odbywają się tylko przez megafony i bez trudu mogę podejść do mówiących. Wysłuchuję Tanny Jakubowicz-Mount, psychologa pracującego z nieheteronormatywną młodzieżą. Mówiła: – Chodzi o to, żebyśmy otworzyli nasze serca i stworzyli program edukacyjny, który pomoże ludziom otworzyć się na inność, na odrębność, na ludzi o innych orientacjach [seksualnych], o innych poglądach, o innym wyglądzie. [Potrzebne są nam] wrażliwość, szacunek akceptacja i uznanie. Edukacja dla miłości. Tak dla edukacji, nie dla nienawiści.

Kolejne transparenty po tej stronie kordonu: „Szanuj mniejszości, też jakąś jesteś”, „Każdy inny, wszyscy równi”, „Dość heteropropagandy w szkołach”, „LGBT to nasi bliźni”, „Chrońmy dzieci przed przemocą i nienawiścią” i „Miłość to szacunek do mnie, mojego ciała, moich praw” (Amnesty International).

.WILK/Polityka.

Znów przekraczam kordon. To jakby wejść do innego świata, gdzie przekaz zmienia się o 180 st. Mnóstwo transparentów. „Jesteśmy Polakami. Mamy obowiązki polskie”, „Szarańcza w moherze Polskę wam odbierze. Tu jest Polska” (Obrońcy Krzyża), „Warszawa przeciw Dyktaturze LGBT+” i „Wychowanie tak, indoktrynacja nie” (Warszawski Protest Rodziców), „My chcemy Boga. W książce. W szkole”. Obok kilka ogromnych banerów na czarnym tle: „Czego chcą uczyć dzieci Rafał Trzaskowski i lobby LGBT? 4-latki: masturbacji, 6-latki: wyrażania zgody na seks, 9-latki: pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu. Stop pedofilii”.

Czytaj także: „Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Są też inne. Ich zadaniem jest wzbudzanie lęku przed deprawacją i łączenie odmienności seksualnych z pedofilią, dewiacjami: „Danger gender”, „Precz z ludźmi o zboczonych zwyrodniałych poglądach. Precz z łapami od naszych dzieci!”, „Stop manipulacji, dewiacji, pedofilii”, „Brońmy dzieci przed demoralizacją” (Warszawski Protest Rodziców), „Stop tyranii LGBT+. Panie Rabiej, deprawuj własne dzieci?!!!”, „Genderyzm to dewiacja. Ona i on od poczęcia w świętości życia”, „Dewianci z ratusza – łapy precz od dzieci w szkołach”.

Uczestnicy manifestacji Warszawskiego Protestu Rodziców nosili także duże naklejki z cytatem z przemówienia posła Jarosława Kaczyńskiego: „Wara od naszych dzieci”.

Idąc na Warszawski Protest Rodziców w sprawie tzw. Karty LGBT, do której środowiska liberalne zapowiedziały kontrmanifestację, nie oczekiwałam, że obie grupy nawiążą dialog. Nie spodziewałam się samych przyjaznych, edukacyjnych haseł. Ale liczyłam na minimalne uszanowanie praw człowieka, tych, z którymi się nie dyskutuje, bo nie dyskutuje się z prawem do określonej orientacji seksualnej, z prawem do wyznania religijnego, z prawem do godności czy prawem do wolności słowa. Zawiodłam się.

Jan Hartman: Panie Kaczyński, tak, trzeba seksualizować dzieci!

Okrzyki po dwóch stronach. Czy to prowokacje?

Ledwo skończyło się kolejne wystąpienie po stronie liberalnej, po stronie prawicowej ludzie podnieśli krzyk: „Prowokacja, prowokacja!”. Pomiędzy busami policyjnymi widać było, że tłum z Warszawskiego Protestu Rodziców w jednym miejscu zgęstniał, że ktoś kogoś popycha, otacza. Natychmiast wysłano policjantów. Okazało się, że chodzi o dwóch aktywistów, którzy podeszli pod „scenę” organizatorów, gdzie chcieli zaprotestować przeciwko prowadzonej tam narracji. Udało im się krzyknąć kilka razy: „Dość przekłamań. Dość nienawiści”. Z ich późniejszej relacji wynika, że demonstrujący, usłyszawszy te okrzyki, ruszyli do ataku. Przewrócili jednego z nich na ziemię, obu kopali i szarpali rękoma. – Chcieliśmy tylko powiedzieć, że słowa, które padają ze „sceny” są pełne nienawiści i są kłamstwami. Są manipulowaniem tym, co jest napisane w deklaracji [Karcie LGBT – przyp.] – wyjaśnia jeden z poszkodowanych.

.WILK/Polityka.

Gdy policja wyprowadzała aktywistów z demonstracji, widać było, że jeden z nich ma świeżo rozdartą puchową kurtkę. Policjanci odprowadzili obu mężczyzn kilkanaście metrów dalej i przy radiowozie ich wylegitymowali. Prowadzący tę interwencję nie wręczył im mandatu, a jedynie udzielił pouczenia. Funkcjonariusze nie chcieli jednak przyjąć na miejscu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, odesłali poszkodowanych na komendę przy ul. Wilczej.

W tym czasie zakończyły się przemówienia i organizatorzy wezwali uczestników do rozejścia się. I zaczęło się...

Czytaj także: Deklaracja, tolerancja, afirmacja, czyli mówmy o prawach LGBT

„Proszę zrobić porządek z tymi dewiantami”

Niektórzy uczestnicy demonstracji podchodzą pod ciąg policyjnych busów odgradzających ich od kontrmanifestacji i pokazują, co naprawdę myślą. – Geje i lesbije, znajdą się kije na wasze ryje – krzyczy starszy mężczyzna w niebieskim ortalionie. Tuż nad uchem ochraniającego zgromadzenie policjanta. – Proszę pana, proszę odejść – mówi funkcjonariusz. Kolejni ludzie, podburzeni przez pana w ortalionie, zaczynają krzyczeć. Inny policjant każe im się rozejść. – Kogo pan broni?! Ich pan broni?! Niech pan zrobi porządek z tymi dewiantami – wzburza się starszy pan.

Pomiędzy radiowozami zbierają się kolejne grupki, to kobiety i mężczyźni, w większości w podeszłym wieku. – Czy może się pani przesunąć? Chcę zobaczyć tych zboków – mówi kobieta w białym berecie do innej. Dwie kolejne postanawiają podejść do kontrmanifestacji nie od strony busów, a od strony podwójnego kordonu policyjnego. Też chcą zobaczyć.

.WILK/Polityka.

Ktoś komuś tłumaczy (błędnie zresztą), że zwolennicy Karty LGBT powinni stać 100 m dalej. I z pełnym przekonaniem mówi, że tak jest napisane w polskim prawie. Pani w brązowym płaszczu zaczyna dąć w wuwuzelę, nie zważając, że głośnym dźwiękiem ogłusza stojącego obok starszego fotografa. – Im wolno tu krzyczeć? A nam nie wolno trąbić? – mówi pan z flagą do pani w płaszczu.

Pani w brązowej kurtce przechodzi od jednego policyjnego busa do drugiego i woła do zgromadzonych: – Łapcie pedofila, bo to też nasz bliźni. Ktoś krzyczy: „Pedały, pedały”, ktoś inny za ten okrzyk chwali: „Brawo”. Za chwilę pan z transparentem „Genderyzm to dewiacja” woła: – Raz sierpem, raz młotem tę hołotę.

Kolejny pan w wieku emerytalnym: – Wytrzaskać Trzaskowskiego. Niechaj znika do rolnika. Zaprowadzi byka do dwuletniej jałówki. Zgromadzone obok niego starsze panie się śmieją. Z tyłu ktoś woła: – Dupokraci do domu! „Tam są te lesbije”, słychać z boku. – Ja chcę ich tylko zobaczyć – mówi uśmiechnięta starsza pani, stając na palcach.

Z demonstracji wychodzą kolejne kobiety. „Gdzie oni są?” „Z tamtej strony, za policją”. „I bardzo dobrze, o to chodzi. Żeby takie śmiecie, przepraszam, tutaj zakłócały”...

Większość uczestników opuszcza teren zgromadzenia spokojnie, ale wciąż z ust niektórych co jakiś czas padają okrutne oceny: „Zboczeńcy”, „Pedofile”. To chyba było zgodne z ideą zwalczania „genderowego terroru”...

Mocno po godzinie 18 zwolenników Karty LGBT na pl. Bankowym już nie ma, ale część jej przeciwników jeszcze stoi przed ratuszem. Policja też stoi. A nad ich głowami zaczyna się jeden z piękniejszych w tym roku zachodów słońca. Niebo wprost płonie różnymi odcieniami żółci, pomarańczu i czerwieni. Jak w tęczy.

Czytaj także: Seks – polskie tabu

Reklama

Czytaj także

Historia

Wojna polsko-bolszewicka w oczach de Gaulle’a

Wojna polsko-bolszewicka 1920 r. w oczach Charlesa de Gaulle’a.

Marek Mikołajczyk
12.08.2019
Reklama