Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

W szkole coraz głośniej o apostazji. Młodzi chcą się wymiksować z Kościoła

Kiedy Dawid Podsiadło zapowiedział rozwód z Kościołem i uczniowie zaczęli o tym rozmawiać, byłem już mądry po szkodzie. Kiedy Dawid Podsiadło zapowiedział rozwód z Kościołem i uczniowie zaczęli o tym rozmawiać, byłem już mądry po szkodzie. Anna Gru / Unsplash
Między lekcjami można rozmawiać z uczniami swobodnie choćby o apostazji Dawida Podsiadły czy własnych planach rozstania się z Kościołem. Warto z tej wolności korzystać, gdyż jak się Czarnek zorientuje, co się wyprawia w czasie przerw, zechce i tej resztki wolności zakazać.

Szkoda, że Dawid Podsiadło nie zapowiedział swojej apostazji w pierwszych dniach września. Można by wpisać ten problem do programu wychowawczego na rok szkolny 2022/2023 i omówić w dogodnym czasie z uczniami. Niestety artysta ujawnił plany opuszczenia religii katolickiej dopiero pod koniec października, a wtedy tematyka lekcji wychowawczych była już ustalona i zatwierdzona. Nie da się teraz wcisnąć niczego nowego, gdyż łamałoby to prawo szkolne.

Apostazja. Rodzice się poskarżyli

Kiedy apostazji dokonał ks. Tomasz Węcławski z Poznania (duchowni też wypisują się z Kościoła), temat spontanicznie wypłynął na jednej z moich lekcji. Uczniowie mnie zagadali, a ja dałem się wciągnąć w dłuższą dyskusję. Kilka dni później zostałem upomniany przez dyrektora (upomnienie stanowi najniższą formę kary służbowej, kolejną jest nagana). Dowiedziałem się, że rodzice poskarżyli się na mnie. Było parę telefonów, dlatego zostałem wezwany do gabinetu szefa i zdyscyplinowany.

A zatem troskliwi rodzice nie życzą sobie, abym takie tematy poruszał w rozmowach z dziećmi. Jeszcze jakiemuś nastolatkowi, gdy tylko stanie się pełnoletni, przyjdzie do głowy zrobić coś podobnego. A przecież apostazja to grzech śmiertelny. Rodzice się martwią. Lepiej w szkole nie rozmawiać o takich sprawach, bo można mimo woli zachęcić. Dyrektor zwrócił też uwagę, że problemu apostazji nie ma w programie wychowawczym mojej klasy, a zatem nie mam prawa tym się zajmować.

Legalnie o decyzji Tomasza Węcławskiego mógłbym porozmawiać z wychowankami dopiero w przyszłym roku szkolnym. Oczywiście pod warunkiem, że uda mi się temat apostazji umieścić w programie lekcji wychowawczych. Jednak za rok nikt już nie będzie pamiętał, kim jest ów apostata. Inne rzeczy będą wtedy interesowały ludzi. Podobnie jest z decyzją Dawida Podsiadły. Choć cała Polska dyskutowała o apostazji popularnego artysty, wychowawcy nie mieli prawa zajmować się tym na swoich zajęciach. Jeśli prowadzili lekcje na ten temat, to ponadprogramowo, czyli nielegalnie.

Czytaj też: Jak religia weszła do szkół, jak z niej wyszła i dlaczego wróciła

Apostazji w programie nie ma

Od apostazji poznańskiego duchownego (ks. Tomasz Węcławski wypisał się z Kościoła w 2007 r.) do podobnej decyzji Dawida Podsiadły minęło 15 lat. Ciekawe, czy na apostazję kolejnej sławnej osoby trzeba będzie czekać równie długo. Jeśli teraz jakiś celebryta ma w planach opuszczenie religii katolickiej, niech wstrzyma się z ogłoszeniem tej decyzji do czasu, aż nauczyciele zaczną przygotowywać tematykę lekcji wychowawczych na kolejny rok. Jeżeli w szkole ma być głośno o apostazji, jeżeli to ma wpłynąć na umysły uczniów, znane osoby powinny ją ogłaszać tuż po wakacjach. Mam nadzieję, że nie będą to wakacje 2037 r., lecz znacznie wcześniej.

Kiedy Podsiadło zapowiedział swój rozwód z Kościołem i uczniowie zaczęli o tym rozmawiać, byłem już mądry po szkodzie. Wszyscy wiedzą, że na lekcjach nie możemy się tym zajmować, ponieważ program wychowawczy jest ściśle określony. Apostazji w nim nie ma. Czasy też się zmieniły. W 2007 r. karą za nietrzymanie się programów nauczania i wychowywania było upomnienie dyrektora, a dzisiaj stanąłbym przed komisją dyscyplinarną, która działa przy kuratorium oświaty. Komisja ta mogłaby mnie ukarać zawieszeniem w prawach wykonywania zawodu. Dlatego na lekcji wychowawczej nie będziemy rozmawiać o apostazji. A na języku polskim?

Proszę mi znaleźć dzieło literackie, najlepiej z polskiego kanonu, którego bohater wypisuje się z Kościoła. Przecież nie zrobił tego ani Jan Kochanowski, mimo że po śmierci ukochanego dziecka był o krok od wyrzeczenia się wiary w Boga. Nie zrobił tego mickiewiczowski Konrad, choć w gniewie wyzywał Boga na pojedynek i próbował obrazić słowem „car”, czyli tyran. Nie dokonał apostazji Kordian, choć po rozmowie z papieżem niewiele brakowało. Słowacki jednak nie ośmielił się pokazać Polaka, który opuszcza Kościół. Dopiero Żeromski wykazał się taką odwagą. Cezary Baryka, bohater „Przedwiośnia”, oznajmia księdzu w Polsce, iż nie jest z żadnej parafii. Nie należy do Kościoła, mimo że został ochrzczony. Aktu wypisywania się z Kościoła jednak Żeromski nie opisał, a szkoda. Tyle na polskim.

Więcej o apostazji z polskiej literatury wycisnąć się nie da. Można by jeszcze nawiązać do biografii heretyka Mikołaja Reja, ale Reja w lekturach jest tyle, co kot napłakał. Za to od groma jest treści przeciwnych, prokatolickich, choćby takich jak „Kazania sejmowe” Piotra Skargi (lektura obowiązkowa). Można z nich wyczytać, iż Polak to katolik. Takie treści ma obowiązek propagować dzisiejsza szkoła: wypisać się z Kościoła to jak wypisać się z polskości. Na lekcjach lepiej za dużo o apostazji nie rozmawiać, bo i tak trzeba by dojść do przeciwnych wniosków. Taką mamy podstawę programową, że wypisania się z Kościoła pochwalać nie można.

Na lekcjach trzeba ganić. Zostają przerwy

Jednak nie cały czas, jaki uczniowie i nauczyciele spędzają w szkole, objęty jest programami nauczania i wychowywania. Na razie przerwy są wolne od podstaw programowych. Między lekcjami można więc rozmawiać z uczniami swobodnie na dowolne tematy, choćby o apostazji Dawida Podsiadły czy o własnych planach rozstania się z Kościołem katolickim. Można też chwalić to, co na lekcji trzeba ganić. Warto z tej wolności korzystać, gdyż jak się Czarnek zorientuje, co się wyprawia w szkołach w czasie przerw, do jakich dyskusji dochodzi między uczniami i nauczycielami, zechce i tej resztki wolności zakazać. Niebawem także wymiana myśli na przerwach będzie mogła odbywać się tylko w ramach programu zatwierdzonego przez pisowską władzę.

Skorzystałem więc z wolności, jaka jeszcze panuje na przerwach, i pogadałem z uczniami o decyzji Dawida Podsiadły. Jak profesor myśli, czy artysta dotrzyma słowa i naprawdę wypisze się z Kościoła? Czy na deklaracjach się skończy? Czy znam osobiście kogoś, kto dokonał aktu apostazji, a nie tylko to obiecał? Odpowiedziałem, że znam, ale tylko jedną osobę. Opowiadała, że wypisanie się z Kościoła było dla niej trudniejsze niż przebiegnięcie maratonu w wieku 40+.

Dopięła jednak swego i tak jak przebiegła maraton, tak też nie odpuściła, aż na akcie chrztu przybito jej pieczątkę z adnotacją, iż opuściła Kościół. Była wtedy tak samo szczęśliwa jak po przebiegnięciu maratonu pierwszy raz. Najpierw przez kilka lat biegała w półmaratonach. Nie próbowała wtedy wypisać się z Kościoła, zadowalała się tym, że nie praktykuje. W końcu podjęła decyzję, że jak przebiegnie maraton, to zrobi też porządek w sprawach religijnych. Udało się i jedno, i drugie. Jej akt chrztu z adnotacją o apostazji widziałem na własne oczy.

Czytaj też: Coraz więcej uczniów wypisuje się z religii. Jak to zrobić?

Jeden Podsiadło niczego nie zmieni?

Ksiądz powiedział, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Jeden Podsiadło niczego nie zmieni. Polacy są wciąż i będą katolikami. Niektórzy są nimi nawet wtedy, gdy uważają, że nie są. Pewien nauczyciel opowiadał, iż wychował się w rodzinie niewierzącej i sam też jest niewierzący. Ksiądz mu jednak powiedział, że w rozumieniu prawa kościelnego jest on katolikiem, gdyż został ochrzczony (rzeczywiście mama ochrzciła go, gdy był niemowlęciem). I będzie nim, nawet gdyby się wypisał z Kościoła. Chrzest jest bowiem sakramentem niezbywalnym. Nie można się go wyrzec.

Ksiądz powiedział, że po wypisaniu się z Kościoła jest się wciąż chrześcijaninem, tylko w stanie grzechu. A zatem przebiegnięcie maratonu jest możliwe, natomiast wypisanie się z Kościoła nie. Mojej koleżance – uważa ksiądz – tylko się wydaje, że się wypisała. Wypisano ją z ksiąg parafialnych, natomiast wciąż jest zapisana w Księdze Bożej Pamięci jako ta, która idzie na zatracenie. Bieganie w maratonach nic jej nie da. Poza Kościołem nie ma bowiem zbawienia. Biegnie wprost do piekła. Trzeba się za nią modlić, aby dała się odnaleźć Jezusowi i powróciła do wspólnoty.

Dawniej takie słowa zrobiłyby na uczniach duże wrażenie, natomiast dzisiaj odbierają to jako głupoty. Ksiądz sam nie wierzy w to, co mówi. Nie ma żadnego Boga, który prowadzi gdzieś w niebie Księgi Życia Wiecznego i zapisuje w nich, kto ma zostać zbawiony, a kto potępiony. Są za to Księgi Ofiar Kościoła, są dowody na pedofilię wśród księży, jest tolerancja biskupów wobec sprawców przestępstw seksualnych, jest to i wiele więcej powodów, aby wymiksować się z takiego Kościoła.

A jednak – mówią uczniowie – nie opłaca się. Na razie to nie ma sensu. Jako wypisani z Kościoła moglibyśmy nie zdać matury, nie zostać przyjętymi na studia albo mieć problemy ze znalezieniem dobrej pracy. Kto wie, jak by to wpłynęło na nasze życie! Na razie musi nam wystarczyć, że nie chodzimy na lekcje religii. Na apostazję jest jeszcze w Polsce za wcześnie. Moim zdaniem – mówi uczennica – Podsiadło wycofa się ze swojej decyzji albo wyjedzie z kraju.

Czytaj też: Episkopat broni Jana Pawła II. Kiedy Kościół stanie w prawdzie?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mleko się rozlało? Tajemnice morderstwa w Białymstoku

Za kratami w Hajnówce od kilkunastu lat siedzi Jan Ptaszyński z Michnówki na Podlasiu. Są powody, by przypuszczać, że w jego sprawie nie wszystko jest jasne.

Arkadiusz Panasiuk
27.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną