Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Chwila wytchnienia

Mieszkania wytchnieniowe: nowy trend dla seniorów. I wyjątek od smutnej rzeczywistości

Pani Wiesława Zdeb w swoim mieszkaniu we wrocławskim Pensjonacie dla Osób Starszych i z Niepełnosprawnościami. Towarzyszy jej pracownica ośrodka Barbara Stachowiak. Pani Wiesława Zdeb w swoim mieszkaniu we wrocławskim Pensjonacie dla Osób Starszych i z Niepełnosprawnościami. Towarzyszy jej pracownica ośrodka Barbara Stachowiak. Natalia Dobryszycka
Od kilku lat w Polsce widać nowy trend w systemie wsparcia opiekunów osób starszych: tzw. mieszkania wytchnieniowe.
Pokój wytchnienia w DPS Mączna, podlegającym Miejskiemu Centrum Usług Socjalnych we WrocławiuNatalia Dobryszycka Pokój wytchnienia w DPS Mączna, podlegającym Miejskiemu Centrum Usług Socjalnych we Wrocławiu
.Polityka .

Do takich mieszkań, udostępnianych np. w DPS-ach, czasowo można przenieść seniora. Wtedy opiekunowie, zazwyczaj rodzina zajmująca się osobą starszą albo z niepełnosprawnością, mogą pozałatwiać swoje sprawy lub po prostu odpocząć. Do koordynatora projektu dzwonią więc dzieci i wnuki. Ktoś ma planowany zabieg w szpitalu, ktoś inny chciałby po kilku latach wyjechać na choćby tygodniowe wakacje. I temu właśnie służy opieka wytchnieniowa. Jedną z jej form są mieszkania wytchnieniowe, które powoli zaczęły pojawiać się w Polsce.

Andrzej Mańkowski, dyrektor wrocławskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej: – Pierwsza była współpraca z organizacjami pozarządowymi, które wiedziały, jak to robią inni na świecie. Tak powstał pomysł na opiekę wytchnieniową w domach: kilkugodzinną, kilka razy w tygodniu. Kolejna była Kokoszka: dom opieki wytchnieniowej fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci. Było dla nas jasne, że jeśli rozumiemy, jak ważne jest wsparcie opiekunów nieuleczalnie chorych dzieci, to kolejnym krokiem powinno być takie samo rozwiązanie dla seniorów i osób dorosłych. Ich bliscy też są maksymalnie obciążeni obowiązkami i też potrzebują wsparcia.

Czytaj też: Jak się (nie) leczy seniorów w Polsce. Szpital to dla nich koszmar. „Dziadki przepraszają, że żyją”

Mieszkanko jak oczko w głowie

Tak powstało mieszkanie opieki wytchnieniowej w Pensjonacie dla Osób Starszych i z Niepełnosprawnościami. A potem ruszył projekt realizowany w domach pomocy społecznej. Nazywa się „Otwarty dom – Twoje wytchnienie – Razem w opiece nad bliskim”. Ten „dom” to na razie cztery pokoje w dwóch DPS-ach podlegających Miejskiemu Centrum Usług Socjalnych we Wrocławiu. To pierwsze tego typu rozwiązanie na Dolnym Śląsku. Jest też mieszkanie w kolejnym ośrodku, podlegającym już MOPS-owi – dwupokojowe, z przestronną łazienką w pełni dostosowaną do potrzeb osoby wymagającej wsparcia w czynnościach toaletowych. I z kuchnią, w której dostarczane przez firmę cateringową posiłki opiekunka przekłada na talerze.

W Pensjonacie dla Osób Starszych i z Niepełnosprawnościami mieszkania są jedno- i dwupokojowe. Jest świetlica (odmalowana, z kwiatami, pianinem, plazmą na ścianie i jasnymi meblami), sala rehabilitacyjna, stołówka (na obiad akurat jest żurek z jajkiem, makaron z serem i polewą truskawkową, herbata z cytryną i słodka drożdżówka na deser, prosto z pieca). Na ścianach korytarza wiszą zdjęcia z wycieczek, balów, uroczystości, takich jak choćby wigilie. A w niewielkiej kolejce przed stołówką czeka już grupka pensjonariuszy z naczyniami, by swoje obiady zabrać na górę, do swoich mieszkań. Obiad – gotowany od poniedziałku do piątku – kosztuje 12 zł, a abonament kupuje się jak w szkole, na miesiąc. Niektórzy więc płacą za dodatkowe porcje, by mieć jeszcze na sobotę i niedzielę, choć naprzeciwko pensjonatu na niedawno wybudowanym osiedlu jest kilka sklepików.

Kamila Kołakowska, kierowniczka Działu Wsparcia Osób z Niepełnosprawnościami, od ponad 20 lat pracująca w szeroko rozumianej opiece społecznej: – W 2020 r. gmina Wrocław z fundacją Promyk Słońca wygrała projekt z Unii Europejskiej, w ramach którego fundacja świadczyła usługi asystenckie, a my pozyskaliśmy środki na powstanie, chyba pierwszego w Polsce, mieszkania opieki wytchnieniowej prowadzonego przez gminę. Po zamknięciu naszego projektu finansowanie mieszkania przejęła gmina. Rocznie to 500 tys. zł. Dzisiaj takich mieszkań powstaje w Polsce coraz więcej. Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo ważna forma pomocy, lecz jednocześnie tego typu działania nie są wpisane w system prawa, czyli w ustawę o pomocy społecznej.

Kołakowska idzie korytarzem do mieszkania, które stało się jej oczkiem w głowie. Kiedy było remontowane, pilnowała wszystkiego: kolorów ścian (lawendowe), pościeli (w kwiaty), obić foteli (brudny róż) czy obrazków wiszących na ścianach. W mieszkaniu są turnusy: 7- i 14-dniowe. Pensjonariusz ma zapewnioną opiekę. O pobyt mogą się starać opiekunowie osób po 75. roku życia, ale tylko tych wymagających stałej opieki, ze znacznymi niepełnosprawnościami – potwierdzonymi zaświadczeniem od lekarza.

– Mogę się przedstawić?
– Tak.
– Dudzisz Zygmunt, syn Stasia, materialnie niezależny, bez nałogów, to ja.

Zygmunt urodził się we Wrocławiu w 1953 r. Miał firmę transportową, ale trzy lata temu, już na emeryturze, przeszedł udar. O mieszkaniu w pensjonacie, w którym razem z nim jest opiekunka Alicja Dudzińska, dowiedziała się jego żona.

– Żona ma jedną wadę, jest mądrzejsza ode mnie – mówi. A Alicja, która akurat ma dzienną zmianę (opiekunki pracują w systemie 12 godzin na 12), odbiera obiad przywieziony przez kuriera z firmy cateringowej. Jej podopieczny z fotela w pokoju narzeka: – Niedobre to jedzenie…

Do próżniowo zabezpieczonych pudełek zerka Małgorzata Palinger, kierowniczka pensjonatu, w którym znajduje się mieszkanie: – Panie Zygmuncie, jakie niedobre? Surówka z marchewki, kurczak, zupa jarzynowa. Na kolację i śniadanie pasztecik, biały ser, jogurt, masełko, miodzik…

I otwierając szafkę kuchenną, wyciąga pudełko z przyprawami kupionymi przez koordynatorkę Barbarę: – Jest płyta indukcyjna, lodówka, szafki, naczynia, czajnik. Jak w domu. Bo każdy, kto tutaj trafia na ten tydzień czy dwa, ma się czuć bezpiecznie jak w domu. Bo wtedy bezpiecznie, bez lęku jego opiekun, zazwyczaj z najbliższej rodziny, zajmie się sobą. Pójdzie do lekarza, wyjedzie na urlop, zadba o siebie.

Pokój jest jasny, pełen światła, z meblami, które w niczym nie przypominają tych szpitalnych. Jest ładnie, świeżo i przytulnie. I pusto, bo mieszkająca tu przez dwa tygodnie seniorka właśnie jest na zajęciach w pracowni plastycznej, choć kiedy trafiła do wrocławskiego DPS, nic nie wskazywało na to, że w ogóle będzie w stanie brać udział w jakichkolwiek zajęciach.

Czytaj też: Z wiekiem lepiej

Rezerwacja

Patrycja Karpicz z Miejskiego Centrum Usług Socjalnych we Wrocławiu przyznaje, że miejsca w pokojach wytchnieniowych są już zajęte do końca roku. Czas pobytu: do 30 dni. W sytuacjach wyjątkowych można go przedłużyć o kolejne 30.

Rodziny opiekujące się na co dzień seniorami interesują się programem mieszkań wytchnieniowych coraz częściej.

To nowa sytuacja, bo ludzie powoli przestają wstydzić się prosić o pomoc. Dzwonią, pytając, co mogą zrobić, bo mama czy tato są starsi, wymagają całodobowej opieki, a oni nie wiedzą, czy na tę opiekę będzie ich stać. I my tę opiekę zapewniamy. Oferujemy nie tylko łóżko, ale też ocenę opiekuńczą, aktywizację ruchową czy chociażby terapię zajęciową, która, co już widzimy, naprawdę działa cuda – uśmiecha się i dodaje, że u jednej z takich krótkoterminowych podopiecznych z demencją udało się tak poprawić jej stan, że rodzina była zdumiona efektami.

Opieka jest nieodpłatna – finansowana z projektu, na który gmina zdobyła fundusze unijne. Już wiadomo, że po jego zakończeniu taka forma wsparcia opiekunów będzie kontynuowana, niewykluczone jednak, że odpłatnie – choć w MCUS zapewniają, że będą starać się o środki zewnętrzne, może z Funduszu Solidarnościowego. Obecnie jest też jeszcze jeden warunek: opiekun starający się o takie miejsce dla mamy, taty, babci, dziadka czy wujka musi z tą osobą mieszkać na co dzień.

Projekt ma swoją koordynatorkę. To do niej zgłaszają się rodziny, które mogą zobaczyć, w jakich warunkach będzie przebywał ich bliski. Krystyna Kizińska, która – jak sama mówi – jest kierownikiem ds. mieszkańców, tłumaczy: – Podopieczny trafia tu z dokumentacją od lekarza, listą leków, zaleceniami opiekuńczymi. Ale u nas jest też diagnozowany pod kątem potrzeb. Ustalany jest plan terapeutyczno-opiekuńczy oraz zajęcia.

Dla Kizińskiej jest oczywiste, że rodzina opiekująca się bliskim z alzheimerem czy demencją ma prawo być zmęczona, wypalona i potrzebuje wsparcia.

Patrycja Karpicz: – Zapewniamy opiekunów, pielęgniarki, psychologów, specjalistów terapii zajęciowej. Nie ma znaczenia, w jakiej formie jest osoba, która do nas trafia, bo my stworzymy jej takie warunki, żeby się u nas dobrze czuła, i jeśli sama nie będzie mogła np. pojechać na terapię zajęciową, to będziemy pracowali z nią w jej pokoju.

Pierwsza pani, którą przyjęliśmy, była leżąca. Teraz zaczęła chodzić i to naprawdę jest nasz sukces. Zaczęła też rozmawiać. Opowiada o swoich synach, wnukach. A jak ma gorszy dzień, to opowiada, że przyszła do hotelu dozorować sprzątanie – uśmiecha się Krystyna Kizińska i dodaje, że raz się zdarzyło, że pani Maria samodzielnie wjechała na wózku do windy i jeździła tą windą w kółko góra–dół.

Sylwia Sobczak we wrocławskim MCUS zajmuje się przygotowywaniem projektów i walką o to, by zdobyły finansowanie ze środków ministerialnych lub unijnych. – Zainteresowanie łóżkami wytchnieniowymi w DPS-ach jest ogromne. Po uruchomieniu projektu w ciągu miesiąca mieliśmy ponad 30 zgłoszeń. Ludzie dzwonią, przychodzą osobiście. Szukają pomocy w opiece w większości nad osobami w wieku 80–90 lat i więcej, z chorobami otępiennymi, po udarach. Choć zdarza się też, że opieka dotyczy osób młodszych.

Sobczak, podobnie jak Karpicz, podkreśla, że skala zainteresowania pokazuje wyraźną zmianę w społeczeństwie: przestajemy się wstydzić, że potrzebujemy pomocy. – W projekcie założyliśmy też możliwość kontaktu opiekuna z psychologiem lub pracownikiem socjalnym. I to naprawdę jest realna zmiana. Większość osób, które składają dokumenty, jest zainteresowana rozmową ze specjalistą. Często słyszę: „Jak dobrze, że o tym pomyśleliście, bo ja sobie nie radzę z tym wszystkim, jestem już u kresu wytrzymałości” – podkreśla. I dodaje, że ta zmiana pokazuje też, że inaczej zaczynamy patrzeć na domy opieki, zwłaszcza te prowadzone przez gminy.

Widać zmianę

Patrycja Karpicz: – Praca w DPS nie jest doceniana społecznie. DPS-y nie zawsze są dobrze postrzegane, choć widzimy zmianę, bo coraz częściej mówi się o nich jako o miejscu, gdzie można znaleźć profesjonalną opiekę dla bliskich. Staramy się stale podnosić jakość usług i uwzględniać potrzeby mieszkańców. W strefie aktywizacyjnej mamy wydzielone np. minispa. Miejsce, gdzie można się wyciszyć, zrelaksować. Robimy wiele rzeczy, aby zapewnić naszym mieszkańcom lepsze życie.

Ja jestem umówiona z koleżanką, że będziemy tu miały swoje pokoiki – śmieje się Krystyna Kizińska, dodając już na poważnie, że zastanawia się nad tym, co będzie z nią za kilkanaście lat.

Patrycja Karpicz: – Nie trzeba się przywiązywać do tego, co tu i teraz, być ciężarem dla bliskich. Powtarzam córce, że jeżeli tylko będzie ją na to stać, to chciałabym spędzić starość właśnie w domu pomocy społecznej, gdzie będę miała wsparcie specjalistów. Nie chcę jej obarczać takim obowiązkiem, bo wiem, że jedna osoba sobie nie poradzi. Nie będzie przygotowana do pracy z osobą starszą z określonymi schorzeniami, która wymaga całodobowej opieki właśnie ze względu na swoje schorzenia.

Czytaj też: Przestarzały system

A może coś wspólnego?

We Wrocławiu od lat działa pensjonat z mieszkaniami dla starszych osób. Kilka lat temu na modelowym osiedlu WUWA2 – nawiązującym do modelowego osiedla WUWA wybudowanego w 1929 r. i realizującego ideę miasta-ogrodu – zdecydowano się połączyć seniorów z młodymi. I w blokach, w których zamieszkały głównie młode rodziny z dziećmi, przeznaczono część lokali dla seniorów: by łączyć pokolenia i dać ludziom szansę na wymianę doświadczeń oraz wzajemne wsparcie. W Rybniku w 2022 r. otwarto pierwsze w Polsce tzw. mieszkanie cohousingowe – w wyremontowanych przez gminę familokach. Na 84 m (dwa dwuosobowe pokoje, salon z otwartą, w pełni wyposażoną kuchnią, garderoba, wyjście na taras) zamieszkały trzy samotne starsze panie. Jedna z nich niedawno zmarła. Pod koniec kwietnia na oficjalnym profilu Ośrodka Pomocy Społecznej w Rybniku ogłoszono otwarcie kolejnego lokum w pełni dostosowanego do potrzeb osób starszych i z niepełnosprawnościami: „To przestrzeń stworzona z myślą o kobietach 60+, które chcą mieszkać samodzielnie, ale cenią sobie również towarzystwo, wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. To kolejny krok w stronę budowania miasta przyjaznego osobom starszym”.

Cohousing senioralny to reakcja na demografię – angażują się w niego nie tylko gminy, ale też organizacje, takie jak Stowarzyszenie Mieszkaniowe WSPÓŁ, które w 2024 r. wspólnie z Miastem Stołecznym Warszawa w Zodiaku – Warszawskim Pawilonie Architektury zorganizowało spotkanie na temat takich projektów realizowanych w Polsce i w Danii. Zaprezentowano wtedy CoHosunig euroHope Krępsko – dom zaprojektowany przez Marię i Romana Świątków, którzy rok temu na Facebooku tak zachęcali do swojego pomysłu: „Od 1980 roku rząd holenderski zachęca starsze osoby do tworzenia grup cohousingowych jako alternatywy dla drogich domów opieki i instytucji opiekuńczych. Cohousing jest tańszy, jeśli chodzi o utrzymanie, ale i znacznie bardziej efektywny od domów opieki, jeśli chodzi o jakość życia starszych osób. Zauważono, że osoby mieszkające w takich wspólnotach, w których mogą razem współpracować i współdziałać, pozostają zdrowsze, szczęśliwsze i bardziej aktywne”.

Też rok temu na łamach brytyjskiego „The Guardian” Philip Olterman zauważał: „Podczas gdy reszta Europy martwi się »srebrnym tsunami« lub »bombą demograficzną«, Wrocław i Kraków traktują starzejące się społeczeństwa jako szansę, a nie obciążenie – i osiągają w tym zakresie imponujące rezultaty”. Jednym z rozmówców Oltermana był prof. Jan Kazak z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, który w międzynarodowym zespole bada, czy i jak kilka wybranych europejskich miast – w tym wspomniane Kraków i Wrocław – jest przygotowanych na to, że jedna trzecia ich mieszkańców to seniorzy.

Cohousing, swoisty patchwork generacyjny w gminnych TBS-ach, który daje naturalne wsparcie i starszym, i młodszym mieszkańcom, mieszkania wytchnieniowe czy łóżka wyręczające w DPS-ach – to wszystko są rozwiązania, które zmieniają nasze postrzeganie starzenia się. Organizacje pozarządowe i gminy, a także różne rady doradzające lokalnym samorządom szukają rozwiązań, które będą realną odpowiedzią na zmiany demograficzne. I to naprawę są świetne pomysły. Kibicuję im, bo sam też kiedyś będę seniorem – uśmiecha się prof. Jan Kazak. Po chwili dodaje, że w tych rozwiązaniach warto pamiętać, że seniorzy najlepiej czują się w przestrzeniach, które znają. – Czyli mniej nowocześnie, a bardziej swojsko, domowo – podpowiada.

Obecnie blisko 28 proc. populacji Polski to osoby 60+. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego do 2050 r. będą one stanowiły prawie 40 proc. naszego społeczeństwa. Problem właściwej i godnej opieki nad starszymi osobami będzie więc tylko narastał. Dlatego wszelkie inicjatywy odciążające choć trochę opiekunów są na wagę złota. Nie mogą jednak być tylko wyjątkami od smutnej rzeczywistości.

Wszystkie teksty i wywiady, które do tej pory ukazały się w cyklu „Odchodzić po ludzku”, znajdą Państwo w specjalnej zakładce na naszej stronie: www.polityka.pl/odchodzicpoludzku

Zachęcamy też do dzielenia się z nami swoimi doświadczeniami: akcja@polityka.pl

Polityka 21.2025 (3515) z dnia 20.05.2025; Społeczeństwo; s. 33
Oryginalny tytuł tekstu: "Chwila wytchnienia"
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama