Maja Chwalińska w półfinale Rolanda Garrosa. Zadziwia, zachwyca, nie zatrzymuje się
Teraz w walce o finał spotka się z Dianą Sznajder lub Aryną Sabalenką, która powiedziała, że największa sensacja turnieju ma szansę na wielką karierę. Oby się nie myliła.
Chwalińska: jest półfinał w Paryżu
Po trzech przeciwniczkach w kwalifikacjach i później po wygranych z Qinwen Zheng, Elise Mertens, Marią Sakkari i przedwczoraj na centralnym korcie Philippe’a Chatriera z reprezentantką gospodarzy Diane Parry – przyszła pora na Annę Kalinską rozstawioną z numerem 22. Wszyscy zadawaliśmy sobie pytanie, czy nietuzinkowy, niespotykany często we współczesnym tenisie styl podopiecznej Jaroslava Machovskiego jeszcze raz zatriumfuje.
Co ciekawe, Chwalińska została już doceniona przez bukmacherów, bo szanse na kolejny awans były szacowane pół na pół. Być może dlatego, że 27-letnia Rosjanka, znana od lat, w Paryżu po raz pierwszy dotarła do tak zaawansowanego etapu zawodów. Dobrą formę pokazała m.in. w meczu z reprezentującą Austrię Anastasiją Potapową, która w ostatnich tygodniach zbierała dużo pozytywnych recenzji.
W środę po ubiegłotygodniowych upałach w Paryżu zostało tylko wspomnienie. Było wietrznie i chłodno. Tym samym wiatr rozdawał też karty. Kto lepiej potrafi się przystosować do tych warunków? Rozpoczęło się od wzajemnych przełamań, ale trzeci gem Polka wygrała do zera. Od początku widzieliśmy znaki firmowe obu tenisistek. Siłę uderzeń Rosjanki i liczne skróty Polki. Po chwili nasza faworytka prowadziła już z przewagą przełamania. Nie tylko jej skróty, ale także slajsy sprawiały dużą trudność starszej i bardziej doświadczonej przeciwniczce.
To znowu była Maja, którą podziwialiśmy poprzednio. Prawie nie popełniała niewymuszonych błędów. Tymczasem Kalinska nie potrafiła się przystosować do tego stylu. I po następnych minutach było 5:1 z przewagą dwóch przełamań. Ale to nie był koniec. Mimo dwóch piłek setowych w kolejnych gemach gra toczyła się dalej, bo Kalinska nie dawała za wygraną. To ona zaczęła narzucać ton wymianom. Zrobiło się 5:5, później 6:5 dla Polki i jednak tie-break. I ta dodatkowa rozgrywka była popisem Mai. Wygrana 7:3 i cały set 7:6.
Początek drugiej partii to agresywne uderzenia Kalinskiej. Energii starczyło na jednego gema. Później było już gorzej, czym polscy kibice wcale się nie martwili. Zaczęły się nerwowe dyskusje z Patricią Tarabini, trenerką Rosjanki. A Maja niewzruszona dodawała punkty po swojej stronie. Było 5:2, potem chwila niepewności po zwycięskim gemie Rosjanki, a po kilku jej koszmarnych błędach ramiona Polki wystrzeliły do góry. 6:3 i jest półfinał.
Sabalenka przepowiada karierę
Żeby wygrać na kortach Rolanda Garrosa, trzeba uporać się z siedmioma rywalkami. Maja Chwalińska zwyciężyła już osiem razy, tyle że pierwsze trzy pojedynki to bój w kwalifikacjach o awans do głównej drabinki. Dotychczasowe mecze, wyczerpujące fizycznie, dały się jej mocno we znaki. Stąd opatrunki na nogach. Maciej Ryszczuk, który chwilowo opuścił Igę Świątek, twierdził jednak, że problemy z przywodzicielami nie wpłyną na jej postawę na korcie. Po środowym meczu wygląda na to, że ma rację.
Zachwycamy się olbrzymim awansem Polki, jej wkroczeniem na niemal najbardziej ekskluzywne salony tenisowe. Przed dzisiejszym ćwierćfinałem awansowała o 65 pozycji i była na 49. miejscu rankingu. Teraz będzie już w trzydziestce. Takie skoki nie zdarzają się często, ale jednak zdarzają się i nawet bardziej efektowne. Najbardziej spektakularnie uczyniła to pięć lat temu Emma Raducanu w US Open. Tak jak Maja musiała przejść kwalifikacje, a potem, bez straty seta, przefrunęła przez cały turniej, by ostatecznie wywalczyć trofeum. Miała wówczas 19 lat. Z różnych powodów do dzisiaj nie zbliżyła się nawet do takiego poziomu.
Oby rację miała Aryna Sabalenka, która przepowiada Polce dużą karierę.