Mundury trzęsą Egiptem
Rządzi armia. Mural ukazujący marszałka Tantawiego i obalonego prezydenta Mubaraka jako jedną osobę. Obok inni kandydaci obozu rządowego.
Ashraf Amra/EAST NEWS

Rządzi armia. Mural ukazujący marszałka Tantawiego i obalonego prezydenta Mubaraka jako jedną osobę. Obok inni kandydaci obozu rządowego.

Wybory prezydenckie nie uspokoiły egipskiej polityki. Przeciwnie, jeszcze bardziej ją spolaryzowały. Duży wkład ma w to armia podająca się za jedyną siłę stabilizującą. Nie dość, że generałowie marszałka Tantawiego nakazali rozwiązać parlament z powodów proceduralnych, to po zamknięciu w niedzielę lokali wyborczych przyznali sobie nowe szerokie uprawnienia polityczno-legislacyjne.

Czy w takiej sytuacji pierwszy w historii Egiptu demokratycznie wybrany prezydent jeszcze się liczy, czy może jest już tylko „królem”, który panuje, ale nie rządzi. Bo rządzi armia. W takim razie być może to, czy w miniony weekend wygrał islamistyczny gołąb Muhammad Mursi – jak pospiesznie ogłosiło Bractwo Muzułmańskie – czy jego konkurent Ahmad Szafik, faworyt mubarakowskiej nomenklatury, klasy średniej i części inteligencji, były dowódca sił powietrznych i ostatni premier za Mubaraka, nie ma tak wielkiego znaczenia (oficjalne rezultaty zostaną ogłoszone dopiero pod koniec tygodnia). Tym bardziej że w kampanii wyborczej obaj prezentowali się jako mężowie stanu wolni od wszelkiego ekstremizmu. Mursi nie wahał się nawet zapowiedzieć, że nie zerwie stosunków z Izraelem, a mniejszość chrześcijańska może spać spokojnie. Za to tylko Szafik powiedział jasno, że do Egiptu najlepiej pasuje kapitalizm.

Talię kart wciąż trzymają w rękach wojskowi, właściciele blisko 80 proc. całej egipskiej gospodarki. Rewolucja rewolucją, ale interes musi się kręcić.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną