Na wozie i pod wozem
Na wozie i pod wozem. Kołodziejstwo to dziś sztuka. Fach trudny, żmudny, ginący
Powóz, jaki jest, każdy widzi. Koła, osie, dyszel, resory. Nieliczni potrafią rozróżnić orczycę, obrotnicę, barczyki. Są jeszcze koneserzy. – Koneser nie ogląda bryczki z odległości metra, dwóch, stojąc obok, jak my teraz. On się przypatruje, dotyka, gładzi, zagląda pod spód, po prostu przeprowadza kontrolę jakości najdrobniejszych detali – opowiada Zenon Mendyka, który w Księginkach, nieopodal Gostynia, od niemal 40 lat produkuje repliki i poddaje kompleksowym renowacjom pojazdy drewniane powstałe z grubsza między XVI a XX stuleciem.
Komu machała Elżbieta II
Budowa jednego takiego pojazdu może pochłonąć mistrzowi i jego ludziom nawet pół roku, zwłaszcza jeśli mają do czynienia z powozem reprezentacyjnym, zdobionym kunsztownymi detalami wymagającymi zegarmistrzowskiej precyzji. Trafiają się czasem projekty wyjątkowe, które właściciel manufaktury realizuje nie pod konkretne zamówienie, tylko z pasji i miłości do rzemiosła, ambicji sprostania konstrukcyjnemu wyzwaniu, jak również dla satysfakcji podziwiania gotowego dzieła.