Recenzja filmu: „Romeria”, reż. Carla Simón
Film jest jednocześnie uniwersalny i osobisty – niepostrzeżenie odchodzi od małego realizmu na rzecz poetyckiej, surrealistycznej wizji.
Film jest jednocześnie uniwersalny i osobisty – niepostrzeżenie odchodzi od małego realizmu na rzecz poetyckiej, surrealistycznej wizji.
Wypolerowany na pełny połysk „Diabeł 2” niczego nie pali ani nie oświetla, ale wciąż ładnie wygląda.
Jeśli ktoś wyjdzie z kina z myślą, że niczego nowego się o Michaelu Jacksonie nie dowiedział – o to mogło chodzić realizatorom najnowszego, gładkiego, płaskiego i nijakiego filmu o gwieździe.
Wiele scen czerpie dynamikę z poetyckich fantazji, w których wyczuwa się lepką atmosferę rodzącego się pożądania lub dziecięcych lęków, co skutkuje olśniewającymi, a niekiedy trudnymi do wytrzymania obrazami.
Zendaya i Robert Pattinson nie pierwszy raz udowadniają, że należą do najbardziej utalentowanych gwiazd swojego pokolenia.
Pięknie sfilmowany obraz ma w sobie melancholijny urok staroświeckiego romansu.
Pełen rozmachu film w bezpretensjonalny sposób mówi o chorobie, na jaką zapadła Brazylia, ale też o świecie często zapominającym o swoich winach.
Sercem intymnego, wizjonerskiego dramatu rodzinnego osadzonego w dystopijnym mieście we Francji jest tajemniczy wirus przypominający AIDS, który zamienia swoje ofiary w marmurowe posągi.
Mądre, empatyczne kino z dojrzałymi kreacjami młodych aktorów, bez łatwych diagnoz.
Desperacja podszyta rozpaczą rzadko bywa tak atrakcyjna w oglądaniu.
Efektowne pojedynki oraz jaskinie pełne pułapek, jakich nie powstydziłby się Kevin sam w domu, to cokolwiek za mało, żeby odświeżyć gatunek pirackiego kina starej przygody.
Film o obsesji kontroli, „Dobry chłopiec” drażni i rodzi wiele pytań, poczynając od starego jak świat: „Czy cel uświęca środki?”.
Solidny, intelektualny thriller, którego stawką jest nie tylko honor i godność, ale i przyszłość ojczyzny oraz Europy.
Mistrzowska reżyseria, wybitne aktorstwo, świetnie puentująca emocje muzyka Hani Rani złożyły się na jeden z najpiękniejszych filmów sezonu.
W czasach politycznego zamętu potrzebujemy czasem pozytywnych bodźców, ale ten film budzi jedynie irytację.
Powiedzieć, że ten film jest miejscami gorzko zabawny, to nic nie powiedzieć.
Minimalistyczna tragikomedia o rozliczaniu irańskiej dyktatury ma wymiar ponadczasowego moralitetu.
Efekt jest do przewidzenia – po wyjściu z kina amnezja gwarantowana.
Jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że w Ameryce prawa człowieka są szanowane, a demokracja kwitnie, obejrzawszy ten film, przestanie mieć złudzenia.
Intymny dramat osnuty wokół nierozwiązywalnych dylematów wygląda, jakby był syntezą dotychczasowego dorobku autora „Wielkiego piękna”.