Recenzja filmu: „Orły Republiki”, reż. Tarik Saleh
Zawiła intryga niekoniecznie musi się podobać, nie sposób jednak nie docenić uniwersalizmu przesłania.
Zawiła intryga niekoniecznie musi się podobać, nie sposób jednak nie docenić uniwersalizmu przesłania.
Zaskakująco wielu przeciwników Mandalorianina to różnego rodzaju potwory, jakby scenarzyści próbowali niezbyt udanie przenieść elementy opowiadań o wiedźminie do świata „Gwiezdnych wojen”.
Choć brzmi to jak jakaś abstrakcja, naprawdę trudno oderwać od tego wzrok.
Niskobudżetowa „Erupcja” w Polsce może budzić zrozumiałe zainteresowanie: w całości została nakręcona w Warszawie, a główną rolę obok Leny Góry gra popularna brytyjska wokalistka Charli XCX. Lecz nie warto traktować nowej produkcji Pete’a Ohsa jedynie w kategoriach ciekawostki.
Film jest jednocześnie uniwersalny i osobisty – niepostrzeżenie odchodzi od małego realizmu na rzecz poetyckiej, surrealistycznej wizji.
Wypolerowany na pełny połysk „Diabeł 2” niczego nie pali ani nie oświetla, ale wciąż ładnie wygląda.
Jeśli ktoś wyjdzie z kina z myślą, że niczego nowego się o Michaelu Jacksonie nie dowiedział – o to mogło chodzić realizatorom najnowszego, gładkiego, płaskiego i nijakiego filmu o gwieździe.
Wiele scen czerpie dynamikę z poetyckich fantazji, w których wyczuwa się lepką atmosferę rodzącego się pożądania lub dziecięcych lęków, co skutkuje olśniewającymi, a niekiedy trudnymi do wytrzymania obrazami.
Zendaya i Robert Pattinson nie pierwszy raz udowadniają, że należą do najbardziej utalentowanych gwiazd swojego pokolenia.
Pięknie sfilmowany obraz ma w sobie melancholijny urok staroświeckiego romansu.
Pełen rozmachu film w bezpretensjonalny sposób mówi o chorobie, na jaką zapadła Brazylia, ale też o świecie często zapominającym o swoich winach.
Sercem intymnego, wizjonerskiego dramatu rodzinnego osadzonego w dystopijnym mieście we Francji jest tajemniczy wirus przypominający AIDS, który zamienia swoje ofiary w marmurowe posągi.
Mądre, empatyczne kino z dojrzałymi kreacjami młodych aktorów, bez łatwych diagnoz.
Desperacja podszyta rozpaczą rzadko bywa tak atrakcyjna w oglądaniu.
Efektowne pojedynki oraz jaskinie pełne pułapek, jakich nie powstydziłby się Kevin sam w domu, to cokolwiek za mało, żeby odświeżyć gatunek pirackiego kina starej przygody.
Film o obsesji kontroli, „Dobry chłopiec” drażni i rodzi wiele pytań, poczynając od starego jak świat: „Czy cel uświęca środki?”.
Solidny, intelektualny thriller, którego stawką jest nie tylko honor i godność, ale i przyszłość ojczyzny oraz Europy.
Mistrzowska reżyseria, wybitne aktorstwo, świetnie puentująca emocje muzyka Hani Rani złożyły się na jeden z najpiękniejszych filmów sezonu.
W czasach politycznego zamętu potrzebujemy czasem pozytywnych bodźców, ale ten film budzi jedynie irytację.
Powiedzieć, że ten film jest miejscami gorzko zabawny, to nic nie powiedzieć.