Putin anektuje Krym, Biden wspiera Warszawę

Sytuacja zwiększonego ryzyka
Wprawdzie przyłączenie Krymu do Rosji jest niepokojącym zdarzeniem historycznym, to jednak nie powinno być zaskoczeniem dla nikogo, kto 1 marca czytał decyzję prezydenta Putina o użyciu sił zbrojnych na terytorium Ukrainy.
Wizyta Joe Bidena w Warszawie rozpoczęła się dokładnie w momencie przemówienia Putina.
Maciej Śmiarowski/Kancelaria Prezesa RM

Wizyta Joe Bidena w Warszawie rozpoczęła się dokładnie w momencie przemówienia Putina.

Aneksja Krymu była już zaplanowana i przesądzona; dzisiaj Putin nadał temu jedynie oprawę formalno-prawną. Każdy, kto słuchał jego uroczystego wystąpienia na Kremlu, mógł dać się zwieść urokom logiki adwokackiej. Otóż Putin nie przyłącza Krymu, a tylko „ponownie łączy” go z Rosją, bo Chruszczow dał go Ukrainie bezprawnie. Jest to coś na kształt cofnięcia nielegalnej darowizny obdarowanemu, który okazał się niewdzięcznym sługą. Poza tym Rosja tylko przychodzi z pomocą ludności Krymu, która – niby demokratycznie i dobrowolnie – wybrała w głosowaniu swoją przyszłość z Rosją.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną