Dlaczego Turcja biernie przygląda się tragedii Kurdów przy syryjskiej granicy?

Wejdą, nie wejdą
Nie da się budować w Turcji nowej, otwartej tożsamości, bez przyznania, że to również jest kraj Kurdów.
Kurdyjscy uchodźcy z Kobane po tureckiej stronie granicy z Syrią
Heike Hänsel, Fraktion DIE LINKE. im Bundestag/Flickr CC by 2.0

Kurdyjscy uchodźcy z Kobane po tureckiej stronie granicy z Syrią

Ajn al-Arab (Kobane) jest o krok od tragedii. W tym syryjskim mieście, kilkaset metrów od granicy z Turcją, broni się jeszcze garstka kurdyjskich bojowników przed atakiem znacznie liczniejszych i lepiej uzbrojonych oddziałów tzw. Państwa Islamskiego (PI). Miasto padłoby już we wtorek, ale islamistów powstrzymały silne ataki Amerykanów z powietrza. Prezydent Turcji powiedział jednak niedawno, że zwycięstwo PI to już tylko kwestia czasu. Wie, co mówi, bo desperackiej obronie Kurdów z kilkuset metrów przyglądają się tureckie czołgi, stojące zaraz po drugiej stronie granicy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną