Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wejdą, nie wejdą

Dlaczego Turcja biernie przygląda się tragedii Kurdów przy syryjskiej granicy?

Kurdyjscy uchodźcy z Kobane po tureckiej stronie granicy z Syrią Kurdyjscy uchodźcy z Kobane po tureckiej stronie granicy z Syrią Heike Hänsel, Fraktion DIE LINKE. im Bundestag / Flickr CC by 2.0
Nie da się budować w Turcji nowej, otwartej tożsamości, bez przyznania, że to również jest kraj Kurdów.
Desperackiej obronie Kurdów z kilkuset metrów przyglądają się tureckie czołgi, stojące zaraz po drugiej stronie granicy.Heike Hänsel, Fraktion DIE LINKE. im Bundestag/Flickr CC by 2.0 Desperackiej obronie Kurdów z kilkuset metrów przyglądają się tureckie czołgi, stojące zaraz po drugiej stronie granicy.

Ajn al-Arab (Kobane) jest o krok od tragedii. W tym syryjskim mieście, kilkaset metrów od granicy z Turcją, broni się jeszcze garstka kurdyjskich bojowników przed atakiem znacznie liczniejszych i lepiej uzbrojonych oddziałów tzw. Państwa Islamskiego (PI). Miasto padłoby już we wtorek, ale islamistów powstrzymały silne ataki Amerykanów z powietrza. Prezydent Turcji powiedział jednak niedawno, że zwycięstwo PI to już tylko kwestia czasu. Wie, co mówi, bo desperackiej obronie Kurdów z kilkuset metrów przyglądają się tureckie czołgi, stojące zaraz po drugiej stronie granicy.

Bezczynność Ankary wobec tragedii Kobane może dziwić. Słowa oburzenia padły nie tylko ze strony amerykańskich sojuszników. W samej Turcji w protestach przeciwko bierności tureckiego rządu zginęło już kilkanaście osób, głównie Kurdów. Kurdyjscy demonstranci wdarli się również do budynku Parlamentu Europejskiego, domagając się natychmiastowej interwencji w obronie Kobane, gdzie giną ich bliscy.

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że turecka interwencja w obronie miasta jest tylko kwestią czasu. Zgodził się na nią ankarski parlament. Turecka armia (jedyne poważne wojsko w europejskim NATO) nie miałaby też zapewne problemu z obroną miasta i odepchnięciem islamistów. W końcu chodzi też o bezpieczeństwo tureckiej granicy. Turcy jednak zwlekają.

Mają swoje powody. W oddziałach PI walczy co najmniej tysiąc Turków. Jak doniósł niedawno amerykański „Newsweek”, w kilku największych tureckich miastach islamiści mają dobrze zorganizowaną sieć rekrutacyjną. Poza tym w Turcji przebywa też ponad 1,5 mln niełatwych do zidentyfikowania syryjskich uchodźców. PI ma więc całą gamę sposobów działania i przeprowadzania ewentualnych odwetowych ataków terrorystycznych na terytorium Turcji. Ankara poza tym boi się, że interwencja w Syrii u boku zachodnich „krzyżowców” już doszczętnie popsuje jej wizerunek wśród muzułmanów z regionu.

Turcja przede wszystkim boi się jednak Kurdów i łatwo znaleźć w Ankarze opinie, że PI robi Turcji przysługę, likwidując kurdyjskie enklawy w Syrii.

Relacje turecko-kurdyjskie w ostatnich latach wyraźnie się poprawiły. Od 2010 r. trwa w Turcji tzw. demokratyczne otwarcie, w ramach którego mniejszość kurdyjska (ok. 20 proc. społeczeństwa) zyskuje coraz szersze prawa społeczne i polityczne. Doskonale układają się relacje z irackimi Kurdami, dla których Turcja stała się oknem na świat i geopolitycznym protektorem. Ankara stawia wszystkim Kurdom tylko jeden warunek: żadnych kontaktów z Kurdyjską Partią Pracujących (PKK), czyli partyzantką, która walczy z Ankarą od 1984 r.

Kurdyjskie tereny na północy Syrii od dawna stanowiły zaplecze dla tej partyzantki. Gdy na początku konfliktu w Syrii reżim Asada dał Kurdom wolną rękę w rządzeniu się, obszar ten stał się oazą dla PKK. Dlatego, według jednej z teorii, Ankara w początkowej fazie tak chętnie wspierała islamskich bojowników w Syrii – liczyła, że pokonają oni nie tylko Asada, ale również Kurdów.

Turcja boi się więc, że wspierając obrońców Kobane, pomoże tak naprawdę PKK.

To jest chore, nacjonalistyczne myślenie z czasów Kemala Atatürka. Nie da się budować w Turcji nowej, otwartej tożsamości bez przyznania, że to również jest kraj Kurdów. A jeśli tak, to jak koszmarnym samobójem jest brak reakcji Ankary na tragedię Kobane. Wielu z kilkunastu milionów Kurdów w Turcji kolejny raz dochodzi właśnie do wniosku, że to nie jest ich państwo.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną