Świat

Obama jak Robin Hood

Barack Obama: Zabrać bogatym, oddać pozostałym

The White House / Facebook
Swoje Orędzie o Stanie Państwa prezydent skierował do tych, którzy wierzyli, że zreformuje Amerykę – ale się rozczarowali.

W swoim Orędziu o Stanie Państwa prezydent Obama zaproponował podwyższenie podatków dla najzamożniejszych Amerykanów, aby sfinansować pomoc materialną dla „klasy średniej”, co w amerykańskim języku politycznym oznacza całą resztę społeczeństwa.

Większe opodatkowanie bogaczy ma pójść m.in. na sfinansowanie ulg podatkowych dla rodzin o niższych dochodach i bezpłatne dwuletnie studia w publicznych community colleges, gdzie uczą się biedacy. Słowem, redystrybucja majątku narodowego.

Obama, który nie musi się już martwić o reelekcję, wystąpił z otwartą przyłbicą jako rzecznik tych, którzy pokładali w nim nadzieje na transformację Ameryki w kierunku większej sprawiedliwości społecznej, ale narzekali, że nie spełnia tych oczekiwań.

Jego ambitny program nie ma jednak na razie szans na realizację. Władzę nad budżetem państwa sprawuje Kongres, a tam od listopadowych wyborów w obu izbach rządzą Republikanie, którzy blokują wszelkie podwyżki podatków. Natychmiast po przemówieniu prezydenta przystąpili do rytualnego ataku: Obama rozpętuje walkę klas, napuszcza biednych na bogatych, zwiększone podatki będą hamować wzrost gospodarki.

Tyle tylko, że gospodarka USA ma się teraz dużo lepiej niż jeszcze kilka lat temu, bezpośrednio po kryzysie, jej zadłużenie zmalało, więc argumenty tego rodzaju tracą swoją wagę. Poza tym większość społeczeństwa, jak wynika z sondaży, popiera podwyżkę płacy minimalnej, do czego Obama też wezwał ustawodawców. Dalszy sprzeciw Republikanów wobec redystrybucyjnych propozycji może ich sporo kosztować w następnych wyborach.

Na kilka dni przed orędziem Obamy fundacja Oxfam ogłosiła, że najbogatszy 1 procent populacji świata jest właścicielem już ponad połowy jego całkowitego majątku. Nie ma dziś ważniejszego problemu niż rosnące nierówności dochodów. Światowi przywódcy wydają się wobec niego bezsilni lub obojętni.

W gronie krajów najwyżej rozwiniętych Ameryka dzierży niechlubne pierwszeństwo – rozpiętości materialne są tam największe, co hamuje pionową mobilność społeczną, kiedyś dumę USA. Jest ona dziś mniejsza niż w wielu krajach europejskich. Obamie należy się uznanie, że przynajmniej stara się temu zaradzić.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną