Unijny szczyt bez przełomu ws. Grecji. Grexit wciąż możliwy

Metoda drobnych kroczków
Grecki rząd nieco ustępuje, reszta nieco łagodzi stanowisko. Podobno najbliższe dni są decydujące. Tylko ile razy już to słyszeliśmy?
Theophilos Papadopoulos/Flickr CC by 2.0

Cała metoda integracji europejskiej polegała zawsze na drobnych zmianach, na stopniowym ucieraniu się stanowisk, na przysłowiowych dwóch krokach do przodu, a zaraz potem jednym do tyłu. Kłopot w tym, że zarządzanie kryzysowe w strefie euro tez przyjęło taką, bardzo ryzykowną, taktykę.

Tak bardzo ryzykowną, że dzisiaj równolegle ze słowem „Grexit” mówi się o „Graccident”, czyli niekontrolowanym wypadnięciu Grecji ze strefy euro i jej chaotycznej niewypłacalności. Właśnie o coraz większej groźbie „Graccident” wspominał Donald Tusk, uzasadniając zwołanie nadzwyczajnego szczytu strefy euro.

Poniedziałkowy szczyt miał tak naprawdę przynieść odrobinę spokoju, a nie doprowadzić do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. I to zadanie spełnił – tym bardziej, że grecki rząd poszedł na istotne ustępstwa. Przedstawił listę podwyżek podatków, przede wszystkim VAT i obciążeń dla firm. Ten manewr pozwala zwiększyć oszczędności, przynajmniej na papierze. W rzeczywistości bowiem jakiekolwiek dodatkowe obciążenia dla greckich przedsiębiorstw, gdy kraj ten jest znowu w recesji, wydają się absurdalne. Jednak do absurdów w temacie Grecji zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Chociażby do tego, że w Grecji trwa tak naprawdę demontaż tamtejszego systemu bankowego. Społeczeństwo wycofuje pieniądze z banków i wysyła je za granicę albo trzyma na razie w domu. Europejski Bank Centralny wspiera greckie banki zastrzykami kapitału, bo w przeciwnym razie już dawno by upadły. Grecki rząd temu transferowi gotówki po cichu sprzyja i nie chce wprowadzać, jak długo to możliwe, żadnych limitów wypłat z kont.

Tymczasem atmosfera na rynkach finansowych zmienia się nieustannie. Jeszcze kilka dni temu niewypłacalność Grecji i jej wyjście ze strefy euro uznawane były za bardzo prawdopodobne, teraz chwilowo nastroje są lepsze, ale w każdej chwili jedna nieostrożna wypowiedź którekolwiek z polityków może znowu spowodować załamanie giełdy w Atenach.

Jaki scenariusz wydaje się w tej chwili najbardziej prawdopodobny? Nic nie wskazuje na kompleksowe porozumienie, połączone z istotną redukcją greckiego długu i zapewnieniem spokoju na dłużej. Plan maksimum to raczej kolejny kompromis na maksymalnie kilka miesięcy – jeśli grecki rząd pójdzie na pewne ustępstwa, a reszta strefy euro zrezygnuje ze zbyt ostrych żądań.

Wszystko ma się rozstrzygnąć w tym tygodniu, bo do końca czerwca Ateny muszą przelać 1,6 mld euro Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Tych pieniędzy oczywiście nie mają. A jak nie przeleją? Co wówczas się stanie, tego pewnie nie wie nawet Angela Merkel.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną