Łukaszenka uwalnia wszystkich więźniów politycznych. Bo idą wybory

Humanitaryzm przedwyborczy
Sześciu więźniów politycznych wyszło na wolność, jest wśród nich Mikałaj Statkiewicz. Po pięciu latach w kolonii karnej i więzieniu.
Sergei Karpukhin/Reuters/Forum

Aleksandr Łukaszenka musiał znaleźć jakieś uzasadnienie dla swej decyzji o zwolnieniu więźniów politycznych: powołał się na względy humanitarne. A, jak wiadomo, względy humanitarne białoruski prezydent respektuje szczególnie i szanuje jak nikt na świecie, czego dowody dawał wielokrotnie w czasie długiej kariery szefa państwa. I czego mieli okazję doświadczyć przez lata zwłaszcza jego przeciwnicy polityczni i białoruscy opozycjoniści.

Ale liczą się fakty: sześciu więźniów politycznych wyszło na wolność, jest wśród nich Mikałaj Statkiewicz. Po pięciu latach w kolonii karnej i więzieniu.

Statkiewicz, jeden z czołowych opozycjonistów białoruskich, lider Białoruskiej Partii Socjaldemokratycznej Hramada, był kontrkandydatem Łukaszenki w wyborach prezydenckich w 2010 r. Skazano go na sześć lat kolonii karnej za wywołanie zamieszek dzień po wyborach. Oczywiście był to pretekst, chodziło o fakt, że Statkiewicz ośmielił się wystartować w wyścigu o prezydenturę przeciwko Łukaszence. Nieważne, że nie miał szans na zwycięstwo. Ale sam start był przejawem nieposłuszeństwa obywatelskiego, godnym potępienia i wyroku skazującego na sześć lat.

Mikałaj Statkiewicz zachowywał się bardzo dzielnie podczas procesu i przez wszystkie lata odbywanego wyroku. Był niezłomny. Nie było łatwo, bo być więźniem politycznym w Białorusi nie jest łatwo i nie jest bezpiecznie. Łukaszenka wielokrotnie chciał go rzucić na kolana, zmusić do wystąpienia z prośbą o łaskę, pokajania się, wyparcia przekonań. Statkiewicz odmawiał kategorycznie, nawet wówczas, gdy zaostrzano mu rygory, a nawet gdy przeniesiono go z kolonii karnej do więzienia, rzekomo za złe sprawowanie. Prezydent mówił otwarcie, że skoro nie prosi o łaskę, to musi siedzieć.

Przez swój upór i postawę stał się ikoną opozycji, była nawet idea, żeby to właśnie on został kandydatem opozycji w tegorocznych wyborach – żeby kandydował zza krat.

O zwolnienie Statkiewicza upominali się europejscy politycy i instytucje. Łukaszenka czasami robił nadzieję, udawał, że się zastanawia, ale trzymał Statkiewicza jak kartę przetargową, bo wszystko zależało nie tylko od humoru prezydenta Białorusi, ale także od sytuacji ekonomicznej kraju. Pozostałych – Mikołaja Dziadoka, Igora Oliniewicza, Jawhena Waśkowicza, Artioma Prokopienkę i Jurija Rubcowa – skazano za zachowania… anarchistyczne, na przykład za założenie koszulki z nadrukiem: Łukaszenka odejdź!

Bruksela wielokrotnie podkreślała, że mowy nawet nie ma o normalizacji stosunków z Mińskiem, dopóki w więzieniach pozostają działacze polityczni, zwłaszcza Statkiewicz.

Przed rokiem Łukaszenka wrócił na salony polityczne, przynajmniej częściowo. Po tym, jak wielokrotnie wypowiadał się przeciwko aneksji Krymu przez Moskwę, krytykując wojnę w Donbasie i kiedy manifestacyjnie uczestniczył w inauguracji prezydentury Petra Poroszenki, prezydenta Ukrainy. Ale także za zorganizowanie w Mińsku rozmów pokojowych w sprawie konfliktu w Donbasie. Kontakty z zachodem były jednak niedopowiedziane, zawieszone w pół drogi, właśnie z powodu przetrzymywania w więzieniu działaczy politycznych. Spotkania w Mińsku były polityczną koniecznością, ale hipokryzji nie zabrakło.

Dlaczego właśnie teraz wychodzą na wolność? Z pewnością zadecydowała sytuacja ekonomiczna, Łukaszenka nie może jak kiedyś oczekiwać pomocy i kredytów z Rosji. Pytanie, czy by je otrzymał. Ale też, jako stary wyjadacz i obserwator sytuacji, znawca moskiewskich zwyczajów, nie ma ochoty więcej niż musi uzależniać się od Kremla. Sytuacja na Ukrainie i dla Łukaszenki stała się lekcją poglądową, do czego zdolny jest Władimir Putin. Ale to nie znaczy, że nie oczekuje wsparcia ze strony Zachodu, gdyby była taka potrzeba.

Bruksela chętnie spełni te nadzieje, bo lepiej mieć Łukaszenkę za sobą niż przeciwko. Więc Łukaszenka gra swoją grę. I nawet może coś ugrać. A ponadto zbliżają się kolejne wybory prezydenckie, zaplanowane na październik. Zwolnienie więźniów politycznych to sygnał wysłany do Białorusinów, że ten Baćka, choć czasem ma twardą rękę, ale w sumie to przecież dobry człowiek, no i taki przejęty humanitarnymi względami. Wypada na niego głosować kolejny raz, bo przynajmniej wiadomo, jaki jest. Że w Białorusi nie ma wojny, nie giną od kul ludzie, nie tracą domów, dobytku, nie muszą emigrować.

Może i dyktator czasami, ale ci, którzy się pozbyli dyktatorów, czy mają lepiej? Wystarczy się rozejrzeć, żeby dostrzec, że nie mają. Łukaszenka już kosił, odbył wykopki ziemniaków, a teraz zademonstrował, że w jego piersi bije czułe serce. To słuszny krok w kampanii wyborczej. Nie mam wątpliwości, że zapewni mu poparcie obywateli i wysoką wygraną, kolejny raz.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną