Świat

Melodramat ostrzegawczy

Dziwne uprowadzenie egipskiego samolotu na Cypr jest kolejnym ciosem w turystykę Egiptu

. . Jutta M. Jenning / Flickr CC by 2.0
Porwanie egipskiego samolotu pokazuje też, że podróże lotnicze są bezpieczne, o ile się przestrzega procedur.
.AirSafe.com/Twitter .

Egipcjanin, prawdopodobnie ze złamanym sercem, porwał samolot Airbus A320 linii EgyptAir lecący z Aleksandrii do Kairu. Poinformował załogę, że ubrany jest w zawierający ładunek wybuchowy pas szahida. Zapowiedział, że go zdetonuje, jeśli piloci nie wylądują na lotnisku w Larnace, gdzie chciałby porozmawiać ze byłą żoną, która mieszka na Cyprze.

Porwania samolotów są dość rzadkie, w minionych kilku latach na świecie podejmowano przeciętnie jedną–dwie próby rocznie. Co do zasady delikwenci grożący zamachem byli traktowani jako niegroźni awanturnicy. Obezwładniali ich członkowie załogi, współpasażerowie lub obecni na pokładzie policjanci. Nie spełniano żądań „porywaczy”, a trasy ulegały zmianie tylko wtedy, gdy uprowadzający siedział za sterami, np. Andreas Lubitz w marcu 2015 r. i drugi pilot linii etiopskich w lutym 2014.

Poprzednio do zdarzenia podobnego do przypadku rejsu EgyptAir doszło w Europie w lutym 2014 r. Pasażer maszyny Turkish Airlines lecącej z Charkowa do Stambułu zagroził detonacją posiadanej bomby, chyba że zostanie zawieziony do Soczi, gdzie trwały zimowe igrzyska olimpijskie. Piloci uciekli się do podstępu: wyłączyli ekrany z mapami, na których pasażerowie mogą śledzić przebieg lotu, zapowiedzieli lądowanie w Soczi, ale polecieli do Stambułu, gdzie niedoszłego porywacza, zresztą pijanego w sztok, przejęła policja.

Tym razem piloci z EgyptAir ulegli, za co z miejsca zostali skrytykowani przez specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem ruchu lotniczego. Decyzja pilotów może wskazywać, że nie wierzyli w rzetelność pracy kolegów na ziemi, którzy mogliby jednak dopuścić do wniesienia materiałów wybuchowych na pokład.

Zeszłoroczna katastrofa rosyjskiego samolotu, który rozpadł się w powietrzu nad egipskim Synajem, prawdopodobnie w wyniku wybuchu podłożonej bomby, wskazuje, że procedury na egipskich lotniskach kuleją.

Z drugiej strony – pytają eksperci – jeśli porywacz nie miał ładunku, to po co lecieć na wyspę oddaloną 500 km na północ od Egiptu? I gdzie był obecny na pokładzie funkcjonariusz odpowiedzialny za bezpieczeństwo? Egipskie władze odpowiadać na razie nie chcą.

Ta historia kończy się nie najgorzej, samolot postał kilka godzin na płycie lotniska, nikomu nic się nie stało. Cypryjski prezydent żartował na konferencji prasowej, zwołanej jeszcze przed wyjściem porywacza, że rzecz nie ma nic wspólnego z terroryzmem i chodzi wyłącznie o relacje damsko-męskie.

Niewiele pomaga to planującym tegoroczne wakacje. Służby dyplomatyczne wielu krajów odradzają odpoczynek w Egipcie, państwa z wyjątkiem największych kurortów niespokojnego. Ale do kurortów trzeba się oczywiście dostać i lotniska oraz samoloty do tej pory uchodziły za miejsca bezpieczne.

Założenie było takie, że Egipcjanie stosują procedury, czyniące na całym świecie lotnictwo najbezpieczniejszym sposobem podróży. Jednak katastrofa na Synaju i teraz melodramat na Cyprze są równie poważnymi alarmami.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną