Świat

Unia nie daje Wielkiej Brytanii odroczenia brexitu

Unia nie daje Wielkiej Brytanii odroczenia brexitu

Premier Theresa May składa wniosek o odroczenie brexitu. Premier Theresa May składa wniosek o odroczenie brexitu. Jonathan Brady/Pool via Reuters / Forum
Głównym tematem marcowego szczytu UE miały być relacje z Chinami, ale Brytyjczycy znów wciągnęli Brukselę w rozgardiasz brexitowy. Londyn prosi Unię o odroczenie rozwodu, ale dzisiejszy szczyt na to się nie zgodzi.

Premier Theresa May w środę oficjalnie zwróciła się o przesunięcie brexitu z 29 marca na 30 czerwca (bez przeprowadzania majowych eurowyborów przez Brytyjczyków), do czego trzeba jednomyślnej zgody pozostałych krajów UE. Dodatkowy czas miałby zostać wykorzystany na kolejne próby przepchnięcia przez Izbę Gmin umowy brexitowej, którą wynegocjowała w Brukseli już ostatniej jesieni.

Czytaj też: Izba Gmin za opóźnieniem brexitu. Co dalej?

Unia przyciska Londyn

Jednak Unia, kompletnie nieufająca w wiarygodność politycznych rachub May, postanowiła przycisnąć Brytyjczyków. Donald Tusk po konsultacjach z krajami wspólnoty publicznie odpowiedział pani premier, że – w przełożeniu na prosty język – Londyn nie dostanie na razie zgody na odwleczenie brexitu. I krótkie odroczenie (choć niekoniecznie aż do końca czerwca) będzie możliwe, o ile już w przyszłym tygodniu (do 29 marca) Izba Gmin zatwierdzi umowę brexitową. Dodatkowy czas po 29 marca byłby wówczas potrzebny już tylko na dokończenie pełnej ratyfikacji umowy.

Unijni przywódcy powinni dziś podjąć wstępną decyzję, czy takie ewentualne krótkie „odroczenie techniczne” może potrwać do końca czerwca (jak chce May), czy też najdalej do wyborów do Parlamentu Europejskiego, które w różnych krajach Unii są przeprowadzane od 23 do 26 maja. Komisja Europejska ostrzega przed scenariuszem, gdy brexit jest odsuwany na czerwiec, a potem Londyn jednostronnie odwołuje wyjście z Unii (ma takie prawo), więc Parlament Europejski – choć Wielka Brytania nadal należy do Unii - zaczyna w lipcu swą kadencję bez brytyjskich europosłów. To mogłoby posłużyć do podważania w sądach decyzji takiego niekompletnego europarlamentu, więc Komisja Europejska w ostatnich dniach prosiła May, by nie próbowała odraczać brexitu aż do końca czerwca.

Czytaj też: Rozmowa z Danutą Hübner o tym, dlaczego brexit to oszustwo

Nadzwyczajny szczyt Unii?

Brytyjska premier odrzuciła te sugestie Brukseli, więc dziś będzie narażona – jak zapewne ujmą to jej probrexitowi krytycy – na kolejne „upokorzenia” ze strony Unii. Paryż jest na czele grupy krajów, które sygnalizują sprzeciw wobec „technicznego odroczenia” brexitu poza 23 maja.

A jeśli May nie zdoła przeforsować umowy brexitowej w marcu, Tusk zapewne powinien zwołać w przyszłym tygodniu nadzwyczajny szczyt UE. Ten zdecydowałby, czy zezwolić na długie i wymagające eurowyborów w Wielkiej Brytanii „strategiczne odroczenie” brexitu. Komisja Europejska doradza odwleczenie rozwodu co najmniej do końca tego roku, a gdyby sprawy ratyfikacji umowy poszły szybciej – ewentualne skracanie odroczenia. Wśród krajów UE dominuje pogląd, że pierwszorzędnym tematem jest cel „strategicznego odroczenia”, a drugorzędnym – i zależnym od celu i brytyjskiego harmonogramu jego realizacji – dokładny czas odroczenia.

Czytaj też: Jest porozumienie o zmianach w porozumieniu brexitowym

Kto nie chce Wielkiej Brytanii na dłużej

I w sprawie „strategicznego odroczenia” Paryż ma ostre stanowisko wobec Londynu. Boi się obecności Londynu w Unii m.in. podczas negocjacji wieloletniego budżetu UE (na lata 2021–27) jesienią tego roku. W tych rokowaniach wymagana jest jednomyślność wszystkich krajów, a zatem Brytyjczycy mogliby szantażować Unię wetem budżetowym, by uzyskać ustępstwa w kwestii brexitu. Długiego odroczenia boi się też Dublin, bo Brytyjczycy mogliby wykorzystać je na kolejne – dotąd zupełne nieudane – próby rozbijania jedności Unii co do irlandzkiego „bezpiecznika”.

„Bezpiecznik” to specjalne gwarancje w sprawie uniknięcia wszelkich pobrexitowych kontroli granicznych między Irlandią i Irlandią Północną. Do czasu znalezienia innych rozwiązań, na które na razie się nie zanosi, „bezpiecznik” skazuje Londyn na unię celną z UE albo na pogodzenie się z odrębnym prawno-handlowym statusem Irlandii Północnej (poprzez zachowanie jej udziału w rynku wewnętrznym UE). Zacięci brexitowcy uznają to za zamach na brytyjską suwerenność i właśnie z tego powodu umowa brexitowa już dwa razy przepadła w Izbie Gmin. Dzisiejszy szczyt powinien oficjalnie do niej dołączyć – wynegocjowany w zeszłym tygodniu dodatek – z kolejnymi politycznymi zapewnieniami Unii, że dołoży wszelkich starań, by wspólnie z Londynem zastąpić „bezpiecznik” czymś lepszym.

Czytaj też: Brexit dopiero w 2021? Scenariusze

Jaki kompromis?

O ile Paryż na razie sugeruje nawet zupełny brak zgody na „odroczenie strategiczne”, o tyle Berlin jest o wiele łagodniejszy. Polska nie jest aktywnym członkiem tych dyskusji. Jednak nawet Berlin potrzebowałby od May jasnych motywów odwlekania rozwodu – przyspieszonych wyborów albo drugiego referendum brexitowego. A skoro na to się nie zanosi, to przynajmniej klarownych planów zmontowania ponadpartyjnej koalicji na rzecz nowej wersji brexitu. Jego warunki byłyby opisane w zmienionej „deklaracji politycznej” dołączonej do – to warunek UE – niezmienionej umowy brexitowej.

Dzisiejszy szczyt UE nie podejmie żadnych wiążących decyzji co do „strategicznego odroczenia”. Ale możliwe, że przywódcy Unii – od jastrzębiego Emmanuela Macrona po gołębią Angelę Merkel – zarysują plan ewentualnego kompromisu co do czasu i warunków ewentualnej zgody na długie odroczenie brexitu.

Czytaj też: Jak wyjść z brexitu

Chiny znów na marginesie

Irytacja wielu przywódców UE z powodu Brytyjczyków jest tym większa, że brexit to kolejny kryzys absorbujący Unię w czasie, gdy szybko zmienia się gospodarcze i geostrategiczne otoczenie Europy. „Zajmowaliśmy się groźbą grexitu, kryzysem migracyjnym, serialem brexitowym, a Chiny rosły i rosły” – narzeka jeden z zachodnich dyplomatów. Unijni przywódcy dziś i jutro mają dyskutować – w ramach przygotowań do kwietniowego szczytu UE–Chiny – jak Europa powinna odnaleźć się w sporach między Chinami i Ameryką Donalda Trumpa. I jak współpracować z Pekinem w ratowaniu wielostronnych umów i organizacji (jak WHO) przy jednoczesnej skuteczniejszej obronie unijnych firm przed dyskryminacją na chińskim rynku zamówień publicznych. A ponadto: w jaki sposób korzystać ze współpracy gospodarczej z Pekinem bez nadmiernego transferu technologii wymuszanego przez Chińczyków i bez naruszania „twardego bezpieczeństwa” Europy np. przy inwestycjach w technologie 5G.

Celem debaty o Chinach na tym szczycie UE nie jest sformułowanie finalnych wniosków. Ale jego ważnym doraźnym efektem ma być wzmocnienie jedności Unii wobec Pekinu. Na najbliższe dni i tygodnie planowane są bowiem wizyty prezydenta Xi Jinpinga w Paryżu i Rzymie, spotkanie grupy „16+1” (Chiny plus kraje Europy Środkowo-Wschodniej) w Dubrowniku, a także szczyt „One Belt, One Road” w Pekinie. Chińczycy będą rokować w różnych formatach z różnymi krajami UE, a jak mówi jeden z unijnych dyplomatów – „od zawsze wiemy, wedle jakich linii chce nas podzielić Rosja, ale z Chinami to mniej jasne i mniej dla nas przewidywalne”.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama