Bezrobocie spada, Woś apeluje do pracowników: Żądajcie więcej!
W kwietniu bezrobocie rejestrowe (czyli to z Urzędów Pracy) znów spadło. Tym razem do rekordowo niskiego poziomu 7,7 proc. To chyba dobra okazja do zgłoszenia dwóch apeli.
Wiele lat spowodowanej liberalnym szantażem nadmiernej wstrzemięźliwości płacowej i ograniczaniu praw pracowniczych zostawiło swoje piętno.
Startup Stock Photos/StockSnap.io

Wiele lat spowodowanej liberalnym szantażem nadmiernej wstrzemięźliwości płacowej i ograniczaniu praw pracowniczych zostawiło swoje piętno.

Pierwszy apel można skierować do liberałów ekonomicznych i przedstawicieli lobby pracodawców.

Brzmi on: przestańcie wreszcie naginać rzeczywistość do swoich ideologicznych celów! To apel do tych wszystkich, którzy przez wiele lat szantażowali opinię publiczną, że jeśli polskie płace pójdą choćby odrobinę w górę, to natychmiast powróci koszmar dwudziestoprocentowego bezrobocia z przełomu wieków. Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie.

W Polsce od kilku lat płaca minimalna stale rośnie. Przypomnijmy, że w roku 2010 wynosiła 1,3 tys. zł brutto. Ostatnio rząd podniósł ją do dwóch tysięcy zł. Wprowadzając do tego minimalną stawkę godzinową, co sprawiło, że ustawowe 13 złotych za godzinę trudniej jest ominąć.

Przestrzegania przepisów pilnuje też „Solidarność” ze swoją udaną akcją „13 złotych i nie kombinuj”. Rosną też płace realne. Według Komisji Europejskiej pójdą w roku 2017 w górę o 3 proc., co jak na resztę Europy jest całkiem niezłym wynikiem. I co? Czy bezrobocie wzrosło? Przeciwnie. Opowieści populistów o tym, że podniesienie płac oznacza niechybny wzrost bezrobocia i gospodarczą zapaść można więc włożyć między bajki. Bo dokładnie tam ich miejsce.

Bezrobocie spada, ale płace pozostają niskie

Niestety, wielu szkód nie da się już cofnąć. Wiele lat spowodowanej liberalnym szantażem nadmiernej wstrzemięźliwości płacowej i ograniczaniu praw pracowniczych zostawiło swoje piętno. Polskie płace (choć rosną) nadal są niskie. Zwłaszcza w dolnej części społecznego spektrum.

Innymi słowy zbyt duża jest liczba osób poruszających się w okolicach płacy minimalnej. Na domiar złego oni wciąż borykają się z innymi patologiami polskiej pracy. Brakiem stałości zatrudnienia oraz brakiem instytucji, które mogłyby stanąć w ich obronie, gdy pracodawca wykazuje nadmierne imperialne zapędy (niskie uzwiązkowienie i niska reprezentatywność układów zbiorowych).

Historie takie jak ta ostatnia z przesunięciem letnich urlopów dla pracowników Biedronki to tylko czubek góry lodowej skrajnie nieprzyjaznego polskiego rynku pracy.

I tu jest miejsce na apel numer dwa. Wykorzystajmy czas dobrej koniunktury i niskiego bezrobocia do dalszego polepszania sytuacji polskiego pracownika. Domagajmy się wyższych płac (zwłaszcza w dole dochodowej skali), pracy pewniejszej, mniej elastycznej (żeby pracodawca nie mógł wynajmować pracownika tylko wtedy, gdy jemu to wygodne) i mocniejszych organizacji pracowniczych. Może nawet krótszego czasu pracy za tę sama płacę.

Teraz jest na to dobry moment. Opłaci się i obywatelom, i gospodarce. A dzięki temu i polskiemu państwu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj