Wystąpienie marszałka Radosława Sikorskiego na Uniwersytecie Harvarda
Jak możemy pomóc Ukrainie podążyć śladem Polski?
Marszałek Sikorski na Harvardzie
Harvard Center for European Studies/materiały prasowe

Marszałek Sikorski na Harvardzie

 

Radosław Sikorski, Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
Uniwersytet Harvarda, 20 listopada 2014 r.

To tutaj, na schodach Memorial Church w Harvard Yard, 5 czerwca 1947 roku, padły wiekopomne słowa.

Jest rzeczą logiczną, że Stany Zjednoczone powinny uczynić wszystko, co leży w ich mocy, by pomóc w przywróceniu światu normalnego zdrowia gospodarczego, bez czego nie może być mowy o równowadze politycznej i zapewnieniu pokoju. Nasza polityka jest wymierzona nie przeciwko jakiemukolwiek krajowi czy doktrynie, ale przeciwko głodowi, ubóstwu, rozpaczy i chaosowi.

Amerykański Sekretarz Stanu George Marshall uruchomił najbardziej zyskowną inwestycję finansową w historii ludzkości: odbudowę Europy Zachodniej: Plan Marshalla stanowił część szerszych aspiracji Zachodu po II wojnie światowej. Aspiracji stworzenia Świata Zasad.

Pod przywództwem i dzięki hojności Stanów Zjednoczonych, a także dzięki znacznym wkładom tego Uniwersytetu, utworzono nowe, światowe instytucje. Organizację Narodów Zjednoczonych, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Mimo ostrych, zimnowojennych różnic ideologicznych, instytucje te zdołały się zakorzenić. Rozwijały się i rosły w siłę. Dlaczego: ponieważ świat, a przynajmniej jego część, porozumiała się w sprawie tego, że należy położyć kres międzynarodowym agresjom wojskowym.

Różnice między ludami i narodami należy rozwiązywać na drodze pokojowych negocjacji. Pierwszą zasadą Świata Zasad jest samoograniczenie: poprzez współpracę, a nie walkę, sprawiamy, że sukces staje się naszym wspólnym interesem. To samoograniczenie, wykluczające wojnę, tworzy stabilność. Stabilność stanowi zachętę do inwestycji. A to z kolei prowadzi do innowacyjności i nowego dobrobytu.

Europejska Wspólnota Gospodarcza to tylko jedna z wielu instytucji, które rozkwitły w nowym systemie. Stopniowo rosła ona w siłę, aż przeistoczyła się w dzisiejszą Unię Europejską. I to właśnie dlatego, że oparta była na zasadzie narodowego i politycznego samoograniczenia. Sukces zrodził dalszy sukces.

Drugą zasada polegała na tym, że ten nowy Świat Zasad wart był obrony przed tymi, którzy go nie przyjęli. W czasie zimnej wojny wymagało to spójnego podejścia Zachodu, którego rdzeń stanowił Traktat Północnoatlantycki.

Wprowadzono programy wymiany danych wywiadowczych, zwłaszcza pomiędzy anglojęzycznymi narodami Zachodu, a także wspólne manewry wojskowe, wymianę broni i technologii wojskowych. Takie instytucje jak Radio Wolna Europa czy BBC odpierały komunistyczne kłamstwa i propagandę.

Wspomniane instytucje zajmujące się gospodarką i bezpieczeństwem były na tyle skuteczne i na tyle atrakcyjne dla tych, którzy nie mieli do nich dostępu, że kiedy w 1989 roku Układ Warszawski w końcu się rozpadł, narody Europy Środkowej postawiły sobie za główny cel polityki krajowej ścisłą współpracę z nimi, a nawet ubieganie się o członkostwo.

* * * * *

Dziś chciałbym pochylić się nad dwoma z tych narodów: Polską i Ukrainą. Stanowią one podręcznikowy przykład na to, co się sprawdza, a co nie. A także, dlaczego tak się dzieje.

W latach 1945–1989 zarówno Polsce, jak i Ukrainie odmówiono szansy uczestnictwa w powojennym boomie gospodarczym, który miał miejsce w demokratycznej Europie. Popatrzmy na dane liczbowe. Zobaczmy, co się stało. Gdyby Polska rozwijała się w średnim tempie rozwoju Niemiec i Francji w okresie od 1945 do 1990 roku, byłaby sześć razy bogatsza w momencie zakończenia zimnej wojny. Proszę pomyśleć o przekreślonych życiach i dotkliwych stratach, które kryją w sobie te dane statystyczne.

Pomyślmy o niezliczonych zimnych godzinach, jakie moja własna rodzina spędziła stojąc w kolejce po artykuły pierwszej potrzeby. Gdy byłem dzieckiem, szczególnie cenionym członkiem rodziny był mój dziadek. Jako emeryt miał czas stać w ogonku po podstawowe artykuły żywnościowe dla nas wszystkich. Żeby kupić lodówkę, trzeba było zmieniać się w takiej kolejce przez kilka dni. W urzędzie paszportowym utworzyły się komitety kolejkowe: formalne listy, na które trzeba było wpisywać się co najmniej raz dziennie. Przez całe dziesięciolecia milionom osób w całym bloku radzieckim znaczna część życia upływała właśnie w ten ohydny sposób.

Wreszcie, w latach 1990/91, komunizm upadł – przywalony ciężarem własnej głupoty. Polska, Ukraina, a także Rosja otrzymały w ten sposób nową szansę. Mogły dołączyć do Świata Zasad jako normalne, demokratyczne państwa. Rozpocząć odbudowę i zacząć się rozwijać.

Minęło 25 lat. I co widzimy? Zacznijmy od mojej ojczyzny, Polski. W 1990 roku Polska i Ukraina były ubogimi krajami. Wskaźnik PKB Polski wynosił 65 mld dolarów –nędzny wynik jak na europejski kraj z 40-milionowa ludnością. Mieliśmy jednak dwa istotne atuty.

Wiedzieliśmy, co chcemy zostawić za sobą. I wiedzieliśmy, w jakim kierunku chcemy podążyć.

Mieliśmy do czynienia ze zbiorową determinacją całego narodu: zrobić wszystko, co konieczne, by uciec od socjalizmu, a w zamian przyłączyć się do normalnej Europy jako przyzwoity, wolny, osiągający sukcesy kraj. To tłumaczy, dlaczego podjęto wtedy dwie kluczowe decyzje, które z dzisiejszej perspektywy można oceniać jako strategicznie mądre.

Po pierwsze prezydent Lech Wałęsa, stoczniowiec, który zmienił świat, poświęcił swój prestiż osobisty dla radykalnych, wymagających, ale dobrych dla nas ustaw reformujących gospodarkę, przygotowanych przez Leszka Balcerowicza. To było bolesne. Oszczędności ludzi wyparowały, obniżyła się wartość emerytur, całe przemysły nagle stały się nieopłacalne. Było to jednak stanowcze i nieodwracalna pożegnanie z przeszłością. Od teraz mogliśmy już tylko iść naprzód.

Po drugie, byli komunistyczni ciemiężcy mogli brać udział w procesach demokratycznych, o ile zaakceptowali nową Polskę i jej demokratyczne zasady. I – ogólnie rzecz biorąc – przyjmowali oni nowe reguły gry.

To uwolniło polityczną i moralną energię Polski. Wszystkie strony miały wspólne cele podstawowe. Były w stanie zawierać kompromisy, i zawierały je, podejmując trudne decyzje. Nieugięta wola sukcesu polskiego społeczeństwa opłaciła się. Proszę spojrzeć, gdzie jesteśmy dziś.

Od tamtego czasu nasz eksport wzrósł 11-krotnie. Nasz wskaźnik PKB wyrażony w cenach stałych wzrósł ponad dwukrotnie, a w cenach bieżących 8-krotnie. PKB na mieszkańca wynosił nieco powyżej 30 proc. średniej UE. Obecnie wynosi on niemal 70 proc..

A teraz popatrzmy na Ukrainę. Ukraina wkroczyła na arenę międzynarodową jako niezależne państwo pod koniec 1991 roku, po upadku Związku Radzieckiego. Ją też komunizm powstrzymywał przed rozwojem. Ale miała istotne atuty: silną bazę przemysłową, obszerne połacie żyznej gleby, tanią energię elektryczną z elektrowni jądrowych oraz tani gaz – zarówno dzięki własnym zasobom, jaki i dzięki tranzytowemu gazociągowi z Rosji do Europy, który przebiegał pod jej terytorium.

A jednak Ukraina stała też przed kilkoma znacznymi trudnościami. Od 1917 roku należała do Związku Radzieckiego, a częściowo też wcześniej do carskiej Rosji. Przeniknięte radzieckim duchem instytucje i nastawienie były głęboko zakorzenione. Brakowało tradycji demokratycznej, która inspirowałaby społeczeństwo. Wiele najcenniejszych ukraińskich postaci opowiedziało się za Moskwą i stało się obywatelami Rosji. Nie było tam ukraińskiego Lecha Wałęsy lub kogoś, czyj autorytety moralny mógłby wesprzeć transformację gospodarczą. Reformy rozpoczynano z opóźnieniem. Unikano podejmowania niełatwych decyzji.

A ponad wszystko, Ukraina nie dołączyła do Świata Zasad. Zamiast przyjmować pakiety ustaw reformujących potrzebnych nowoczesnemu społeczeństwu, ukraińskie elity wolały uprawiać skorumpowane interesy i tajne układy, często wynikające z intryg i manipulacji autorstwa dużo bardziej zamożnej i silnej Rosji.

Dlatego porównując dzisiejszą sytuację Polski i Ukrainy można dojść do uderzających wniosków. I znowu, podstawowe dane mówią same za siebie.

Wskaźnik nominalnego PKB Polski wyniósł w zeszłym roku 500 mld dolarów. Ukraina wciąż nie jest w stanie wzbić się ponad pułap 200 mld dolarów, przy czym liczba ludności tego kraju jest prawie 20 proc. większa od ludności Polski.

Te dane pomogą nam wyjaśnić obecny kryzys toczący się na Ukrainie. Sami Ukraińcy widzą, że Ukraina nie podążyła za przykładem Polski. Widzą, że ich kraj nie realizuje swojego potencjału – że omija go dobrobyt i stabilność, które wynikają z pełnego przyłączenia się do europejskiej części Świata Zasad. Teraz Ukraińcy po raz drugi wyszli tłumnie na ulice, aby odrzucić skompromitowanych przywódców i zdyskredytowaną politykę. Ukraińcy chcą reform i jasnego kierunku. Chcą nadrobić dwadzieścia lat straconego czasu i zaprzepaszczonych szans. Wiedzą, że naród stoi przed doniosłym wyborem: najpierw ból, potem zysk.

To z kolei oznacza przyjęcie wypróbowanych i sprawdzonych programów dostosowawczych prowadzonych przez MFW. Ceny energii muszą wzrosnąć do światowego poziomu. Nie można stworzyć gospodarki konkurencyjnej, jeśli gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa przemysłowe płacą tylko 20 proc. rynkowej ceny gazu. Różnicę trzeba pokryć subwencjami, które pochłaniają ogromną część budżetu krajowego i potwornie wypaczają krajowe decyzje dotyczące zasobów.

Przez wiele lat MFW zalecał przywódcom ukraińskim stopniowe przechodzenie na bardziej realistyczne ceny energii, oferując programy pomocy uboższym obywatelom w okresie przejściowym. Przez wiele lat przywódcy ci nie chcieli słuchać rozsądnych argumentów, które miały ograniczyć marnotrawstwo panujące w ukraińskim sektorze energetycznym: liczniki zużycia gazu w gospodarstwach domowych, izolacja domów.

Kolejni ukraińscy premierzy powtarzali mi osobiście, że zrobią to, co trzeba, jak tylko wygrają kolejne wybory. Te deklaracje pozostały niespełnione. Jak pokazuje przykład Polski, żaden kraj nie musi przechodzić przez to sam. Ukraina potrzebuje przyjaciół i popleczników. I ich ma. Unia Europejska i Stany Zjednoczone oraz światowe instytucje finansowe są gotowe przyjść jej z pomocą.

W kwietniu Ukraina ogłosiła kompleksowy program reform gospodarczych, wsparty dwuletnią pożyczką w wysokości 17 miliardów dolarów zatwierdzoną przez Radę Wykonawczą MFW. Pożyczka ta ma przywrócić stabilność makroekonomiczną, wzmocnić ład gospodarczy i zainicjować wzrost gospodarczy przy jednoczesnym zapewnieniu ochrony najbardziej wrażliwym grupom.

W ramach tej pożyczki Ukraina otrzymała 4,6 mld dolarów. EBOiR otwiera specjalny rachunek stabilizacyjny dla Ukrainy i w samym tylko 2014 roku planuje przeznaczyć na ten cel 1,3 mld dolarów. Jak Państwo wiedzą, Ukraina była centralnym tematem rozmów podczas spotkania G-20 w Brisbane oraz posiedzenia Rady do spraw Zagranicznych, które odbyło się w ostatni poniedziałek w Brukseli. 

Pomoc dla Ukrainy musi być jak zwykle połączona z pewnymi warunkami – wymaganiami dotyczącymi przejrzystości i dobrego zarządzania. Polska przyjęła olbrzymie ilości tego gorzkiego lekarstwa warunkowości. Dlatego dzisiaj jesteśmy w tak dobrej formie. Zrobimy co w naszej mocy, żeby pomóc Ukrainie przyjąć należną jej dawkę.

* * * * *

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj