Kraj

Morawiecki człowiekiem roku w Krynicy, czyli do czterech razy sztuka

Mateusz Morawiecki Mateusz Morawiecki Zbyszek Kaczmarek / EAST NEWS
Czy premier dostał nagrodę dlatego, że jest premierem? Czy dlatego, że chciałby nim pozostać po wyborach?

Historia najnowsza nagród Forum Ekonomicznego była do tej pory dość bolesna dla Mateusza Morawieckiego.

Najpierw Kaczyński i Orbán

Tytuł człowieka roku na krynickiej imprezie, choć teoretycznie miał honorować osoby wyjątkowo zasłużone dla polskiej gospodarki, do tej pory dużo więcej mówił o tym, skąd wieje wiatr w polskiej polityce. W 2015 r. dostał go Jarosław Kaczyński. Wówczas Forum toczyło się już po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich i w oczekiwaniu na zwycięstwo PiS w wyborach do Sejmu.

Rok później Morawiecki miał pełne prawo oczekiwać, że zostanie wzięty pod uwagę – jako wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę – ale tytuł otrzymał Viktor Orbán. Premier Węgier nie odnotował wprawdzie w tamtym roku jakichś znaczących osiągnięć, ale PiS zależało na jego uhonorowaniu, bo był w zasadzie jedynym przyjacielem tej partii w Europie.

Czytaj też: „Polska rośnie w siłę”. Mrzonki PiS o cudzie gospodarczym

Porażka z Szydło

Prawdziwie bolesną porażkę obecny premier odnotował rok później, kiedy – jak donosiły dobrze poinformowane źródła – ekipy ówczesnej premier Beaty Szydło i Morawieckiego stoczyły o tytuł człowieka roku prawdziwą piarową bitwę. Górą okazała się Szydło, co było kolejną przegraną Morawieckiego z panią premier w tamtym czasie. Szydło sprzymierzona ze Zbigniewem Ziobrą prowadziła wtedy zwycięskie wojny z Morawieckim o kontrolę nad największymi spółkami skarbu państwa. Była też o wiele popularniejsza w partii, gdzie Morawiecki wciąż był uważany za człowieka z zewnątrz.

W 2018 r. okazało się, że to Morawiecki ostatecznie był górą i to on został premierem w miejsce Szydło. Nic więc dziwnego, że stał się murowanym faworytem do nagrody w Krynicy, tak dobrze reagującej na polityczne zmiany koniunktury. Ale znów nie został człowiekiem roku, bo po poprzedniej porażce ogłosił, że nie zamierza się ubiegać o ten tytuł. Kapituła podjęła więc bezpieczną decyzję i uhonorowała premiera Litwy Sauliusa Skvernelisa.

Czytaj też: Inflacja, kiedyś zwana drożyzną, dopiero się rozkręca

Żeby zostać premierem?

W tym roku Morawiecki postanowił już się nie boczyć na kapitułę w Krynicy i nagrodę przyjąć. Opadły emocje? A może za decyzją premiera stoi kalkulacja? Kampania przed wyborami do Sejmu 13 października trwa w najlepsze, a PiS wciąż nie ogłosił, kto będzie premierem tej partii w razie zwycięstwa. W poprzednich wyborach w 2015 r. kandydatką była Beata Szydło, teraz wydawałoby się, że naturalny wybór powinien paść na urzędującego premiera, ale... nie padł. PiS nie ogłosił, kto miałby być szefem rządu po wyborach.

Sam Morawiecki dociskany w wywiadzie dla TVN24 przez Anitę Werner przyznał, że partia nie ma oficjalnego kandydata, przy okazji dość niezręcznie powtarzając, że oczywiście dużo lepszym premierem byłby od niego Jarosław Kaczyński. Nic z tego bezpośrednio nie wynika, ale od razu zaczęły się spekulacje, że pozycja Morawieckiego nie jest wcale taka silna, jak by się wydawało. I po wyborach mógłby zostać zastąpiony przez kogoś innego.

Może więc Morawiecki zgodził się tym razem przyjąć tytuł, żeby pokazać, że ma silną pozycję i wszyscy się z nim liczą? I zwiększyć w ten sposób swoje szanse na utrzymanie stanowiska? A może zdolność do wyczuwania kierunku politycznego wiatru tym razem zawiodła kapitułę? Dowiemy się po 13 października.

Czytaj też: Budżet państwa na potrzeby kampanii PiS

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną