Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Sędziów wyrzucać, a zdrajców wieszać. Na odchodnym Dudzie puszczają hamulce

Andrzej Duda Andrzej Duda Marek Borawski / Kancelaria Prezydenta RP
Gniewliwość Dudy w sprawie sędziów ma głębsze korzenie. Nie chodzi tylko o wypieranie ze świadomości antykonstytucyjnego charakteru „deformy” wymiaru sprawiedliwości w latach 2015–23 ani brak głębszego zrozumienia, czym jest sędziowska bezstronność.

Na odchodnym hamulce puszczają. Służące mówią państwu, co o nich myślą, a prezydent mówi, co myśli o sędziach. Mówił to już wcześniej kilka razy, lecz teraz, w robiącym furorę w sieci wywiadzie dla kanałów Otwarta Konserwa, Nowy Ład i Klub Jagielloński, powiedział to ostrzej, bez ogródek, słowami jak sztylety tnące ostre cienie mgły. Mowa to była furii i nienawiści, jak spod szubienicy.

Po co te wstępy – oddajmy głos obrońcy prawa i sprawiedliwości, aby każdy sam mógł (nomen omen) osądzić: jestże to mowa nienawiści czy może tylko wzniosły patos słusznego gniewu. Oto kluczowe cytaty (miny trzeba sobie zobaczyć na nagraniu wideo albo wyobrazić): „Jeden człowiek powiedział do mnie bardzo brutalnie: wie pan, dlaczego w Polsce jest tyle zdrady i warcholstwa bezczelnego? Ponieważ dawno nikogo za zdradę nie powieszono”; „Środowisko sędziowskie oczyści się samo? Figa z makiem, z pasternakiem!”; „Jak idę do sądu i przede mną siedzi anonimowy dla mnie sędzia, którego poglądów nie znam, nigdy ich nie słyszałem, człowiek, który nie udziela się publicznie, który nie udziela się politycznie, który nie łazi na demonstracje”, to jest dobrze; gdy zaś poglądy sędziego są publicznie znane, to jest to niedopuszczalne. „Oni to mają zapisane w etyce zawodowej, która jest po prostu w sposób brutalny i bezczelny od dziesięciu lat przez część tego środowiska łamana”. Jeśli więc środowisko sędziowskie „nie opamięta się i nie zrobi samo resetu, to skończy się na tym, że trzeba będzie wszystkich tych ludzi wyrzucić ze stanu sędziowskiego bez prawa do stanu spoczynku”; „Być może przyjdzie taki dzień, że trzeba będzie po prostu to zrobić”.

O co Dudzie chodzi

Nie wiadomo, czy traktować to poważnie. Radosław Sikorski wybrał ironię, przypominając prezydentowi, że w Polsce obowiązuje moratorium na karę śmierci, albowiem już w roku 2000 przystąpiliśmy do konwencji Rady Europy, która jej zakazuje. Sam Duda broni się przed zarzutem zbyt daleko idących retorycznych zakusów na wieszanie zdradzieckich sędziów porównaniem z Donaldem Tuskiem, który w kontekście „lex TVN”, nad którym PiS próbował w 2021 r. przejąć kontrolę przez wymuszony ustawą wykup, wspomniał wiersz Miłosza „Który skrzywdziłeś”, gdzie znajduje się słynna fraza: „Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy. I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta”. Tyle że tu jest bodajże mowa o honorowym samobójstwie tyrana, nie zaś o zdrajcy wieszaniu. Zresztą z wierszami to nigdy nie wiadomo. Tak czy inaczej, mógł sobie Tusk wówczas ten cytat darować. A swoją drogą, po interwencji pani ambasador USA Duda ustawy wymierzonej w TVN nie podpisał.

Zamiast tropić granicę tego, co dopuszczalne i niedopuszczalne w dyskursie publicznym, wolałbym się zastanowić, o co temu Dudzie w ogóle chodzi. Przecież on i jego koledzy z PiS ciągle mówią o jakichś wrednych komuszych sędziach i ich współczesnych pogrobowcach, którzy zadają pytania prejudycjalne TSUE i powołują się na jego orzeczenia w sprawie statusu sędziów powołanych po zmianie ustaw o sądownictwie, na czele z ustawą upolityczniającą Krajową Radę Sądownictwa. Jak wiadomo, w świetle wyroków sądów Unii Europejskiej tzw. neosędziowie nie powinni orzekać, a ich obecność w składach sędziowskich sądów różnych szczebli jest źródłem niebywałego chaosu prawnego. Za ten stan rzeczy w dużym stopniu odpowiada prezydent Andrzej Duda, który podpisywał jawnie niekonstytucyjne ustawy, podporządkowujące sądownictwo decyzjom polityków.

Gniew Dudy na najbardziej powierzchownym poziomie wynika z najgłębszego przekonania, że ustawy reformujące sądownictwo były zgodne z konstytucją, a organom Unii Europejskiej nic do tego, jaki jest w Polsce ustrój sądów. Sprawy te autorytety prawnicze wyjaśniały sto razy i szkoda atramentu, aby to powtarzać. Doktor nauk prawnych Andrzej Duda wie swoje i wie lepiej. I właśnie dlatego wydaje mu się, że gdy jakiś sędzia powołuje się na wyroki TSUE bądź zadaje TSUE pytania, to ujawnia swoje poglądy polityczne i jest zdrajcą.

Głębsze korzenie

To oczywisty nonsens, bo w takim samym stopniu polityczny charakter ma decyzja sędziego, w której przechodzi do porządku dziennego nad wyrokami TSUE i całą kwestią neosędziów tak jak sobie tego życzy PiS. Niestety, w państwie, w którym system wymiaru sprawiedliwości znajduje się w kryzysie konstytucyjnym i zmusza sędziów do opowiedzenia się po jednej ze stron sporu ustrojowego, nie ma mowy o politycznej neutralności, którą tak zachwala Duda. PiS tak zdewastował sądownictwo, że niemalże każdy sędzia w Polsce musiał czasami być politykiem. Nie tylko zresztą z powodu sporów o składy sędziowskie i udział w nich neosedziów, lecz po prostu dlatego, że w wielu przypadkach złe przepisy wschodzą ze sobą w konflikt, są jawnie niekonstytucyjne bądź uznane przez sądy europejskie za sprzeczne z europejskim prawem. W takich sytuacjach sędzia albo stosuje konstytucję i wyroki TSUE, albo nie – obie możliwości są równie „upolitycznione”.

Zresztą wszelkie odwoływanie się przez sądy wprost do konstytucji jest ze swej natury polityczne (konstytucja jest aktem prawnym, lecz również polityczną deklaracją wartości i „ducha prawa”), co sprawia, że polityczna bezstronność czy apolityczność sędziów jest pewnym pożądanym stanem w warunkach unormowanej, spokojnej codzienności wymiaru sprawiedliwości, lecz siłą rzeczy znika w sytuacjach prawnie i ustrojowo nadzwyczajnych. A do takich doprowadził w Polsce PiS wraz z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry i Andrzej Duda. Niech więc nie narzeka. I niech nie narzeka, że obywatele sędziowie demonstrują i protestują w sprawach związanych bezpośrednio z ich funkcją i społeczną rolą. Skoro nie mogą spokojnie stosować prawa takim, jakim ono jest, gdyż jest w stanie chaosu, to jako odpowiedzialni i zaangażowani funkcjonariusze państwa wręcz powinni protestować. A że strony postępowania sądowego będą o tym zaangażowaniu wiedzieć? A co w tym złego, jeśli jest to zaangażowanie w słusznej sprawie? Rzecz w tym, że dla Dudy niezawisłość sądów i niezależność sędziów to po prostu nie jest żadna słuszna sprawa. Bo władza polityczna ma wszak prawo „oczyszczać wymiar sprawiedliwości”.

Jednakże gniewliwość Dudy w sprawie sędziów ma jeszcze głębsze korzenie. Nie chodzi tylko o wypieranie ze świadomości antykonstytucyjnego charakteru „deformy” wymiaru sprawiedliwości w latach 2015–23 ani brak głębszego zrozumienia, czym jest sędziowska bezstronność w odniesieniu do sporów politycznych i na czym polega sędziowska lojalność wobec obowiązującego prawa. Chodzi bowiem o starą, sięgającą wieku XIX mitologię patriotyczną, której negatywnym bohaterem był zdradziecki albo po prostu obcy, reprezentujący wrogie imperium sędzia. Byli źli sędziowie skazujący powstańców na zsyłki, a wśród nich byli też sędziowie narodowości polskiej. To bolało. W II RP też nie brakowało usłużnych sędziów, zamykających przeciwników sanacji w twierdzach. Po II wojnie światowej było jeszcze gorzej, gdyż wielu prokuratorów i sędziów brało udział w prześladowaniach politycznych, łącznie z wyrokami śmierci wydawanymi m.in. na żołnierzy podziemia niepodległościowego. I zapewne ta właśnie czarna karta historii polskiego sądownictwa najbardziej gniewa Andrzeja Dudę. A stąd już tylko krok do uznania każdego sędziego, który orzekał w sprawach politycznych w czasach PRL, za łajdaka i zdrajcę. A że uogólnienia są namiętnością ludzi słabo zorientowanych w szczegółach, nie pamiętający właściwie czasów PRL Andrzej Duda zaczął sobie wyobrażać, że każdy sędzia, który otrzymał nominację sędziowską przed 1989 r. jest skażony jakąś ogólną „komuchowatością” i powinien być ze stanu sędziowskiego wyeliminowany. Oczywiście są wyjątki – jeśli tak jak Julia Przyłębska sędzia wykazał się „patriotyczną postawą”, to zasługuje na to, aby nad jego złym rodowodem przejść do porządku dziennego.

Ta generalna delegitymizacja sędziów z czasów PRL (dziś jest ich już bardzo niewielu) to trwały element ideologii PiS. W tym duchu wypowiadali się nieraz Jarosław Kaczyński oraz Mateusz Morawiecki, który „tłumaczył” innym przywódcom państw europejskich, że Polska nie ma wyjścia i musi pozbyć się sędziów komunistów.

Mitomańskie środowisko

Andrzej Duda po uszy tkwi w tej ideologii, bo od dziecka słucha mitów o wielkiej i bohaterskiej walce prawdziwych polskich patriotów katolików z przyniesioną na ruskich bagnetach komuną. W mitach tych prawda miesza się ze zmyśleniem, a idealizacji prawicowych bohaterów towarzyszy co najmniej lekceważenie świeckiej i odżegnującej się od przedwojennej endecji opozycji demokratycznej lat 70. i 80. Źli, zaprzedani reżimowi sędziowie, posyłający do paki prawicowych opozycjonistów czasów stanu wojennego, są dla Dudy i jego środowiska diabelskim nasieniem, które przeniosło się na kolejne sędziowskie generacje. Można je wyplenić tylko metodami nadzwyczajnymi – przez odebranie im sędziowskich uprawnień. Duda nie miał tego honoru i przyjemności, żeby z tych metod skorzystać, ale Karol Nawrocki uczyni wszystko, aby siebie tego honoru i tej niewątpliwej przyjemności nie pozbawić. Byle tylko PiS z Konfederacją doszły do władzy.

Żenujące wypowiedzi odchodzącego prezydenta przypominają nam o tym, jak bardzo radyklane i mitomańskie jest to środowisko, którego wszak umiarkowanym reprezentantem jawił się na ogół Andrzej Duda. Pod tą względnie miłą powierzchownością drzemie wulkan nienawiści i frustracji. I nie żadni emerytowani komuniści będą jej ofiarami, lecz całkiem współcześni polscy demokraci, którzy nieraz – w przeciwieństwie do Dudy – mają w swych życiorysach piękną opozycyjną kartę z lat późnego PRL. Ma takową również Donald Tusk. Ile z tego wszystkiego rozumie Andrzej Duda, zaczadzony nacjonalistyczno-klerykalnym patosem? Zapewne niewiele.

A wracając na koniec do wieszania zdrajców. Duda nie pierwszy raz o tym wspomina, za to Braun mówi o tym regularnie. Możemy się tylko domyślać, kogo chcieliby powiesić najpierw. To marzenie o wielkiej konserwatywnej kontrrewolucji, mającej swoje trybunały i swoje szafoty, snuje się po Europie od czasów rewolucji francuskiej. Póki zaś się snuje, Europa nie może spać spokojnie. Potencjalni „wieszatiele” są wśród nas. Kto wie, czy ich czas kiedyś nie nadejdzie. Zafascynowany reakcyjną kontrrewolucją Duda osobiście może i nie jest jednym z nich, lecz z pewnością pomaga pięknej idei przetrwać trudne czasy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama