Prezydent wetuje w służbie Orwella. Donald Tusk: Powody czysto polityczne, ale nie jest źle
Prezydenckie weta już nie zaskakują. Karol Nawrocki śmiało idzie na rekord (dla jednej kadencji: 27; dla dwóch: 35). Weta nr 21, 22 i 23 dotyczyły zmiany w wyborze kierownictwa instytucji badawczych, elektronicznej komunikacji między Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym a klientem i ustawy wdrażającej unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych. Zwłaszcza ostatni projekt wzbudził emocje, bo prezydent sprzeciwił się powołaniu narzędzi do blokowania szkodliwych i nielegalnych treści w internecie. Powód? W nadzorze nad siecią prezydent widzi kontrolę. A dokładniej samego George’a Orwella.
Kancelaria Prawdy Rzeczypospolitej
Prezydent Karol Nawrocki naturalnie podkreślił to, co zwykle. „Są granice, których przekroczyć nie wolno”, „prezydent jest strażnikiem interesu obywateli”, „nie jestem notariuszem rządzących” i „prawo jest złe – weto jest konieczne”. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby głowa państwa w uzasadnieniu decyzji nie sięgnęła po Świętego Graala polskiej prawicy. W służbie interesu państwowego z grobu wyciągnięty został George Orwell i jego powieść „Rok 1984”. – Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w Internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella „Rok 1984”. Autor pisał o mechanizmie władzy, który najpierw przejmuje kontrolę nad językiem, nad informacją, a w końcu nad myśleniem obywateli – przekazał Karol Nawrocki. – Najskuteczniejszą formą odebrania wolności nie jest zakaz mówienia, lecz narzucenie jedynej dopuszczalnej wersji rzeczywistości. Orwellowskie Ministerstwo Prawdy jest symbolem ostrzegawczym, alarmem – przed momentem, w którym państwo zaczyna mówić obywatelom nie tylko, co wolno robić, ale także co wolno mówić i myśleć.
Pytany o prezydenckie weto premier Donald Tusk odniósł się do przywołanego pisarza. – Nie pytałem prezydenta, czy czytał „Rok 1984” Orwella. Ja czytałem wiele lat temu i nie znajduję żadnych analogii. Może ktoś podpowiedział błędnie Panu Prezydentowi – ocenił szef rządu. – Nie rozmawialiśmy o wetach. Nie rozumiem, jak można wetować ustawę, która ma uczynić państwo sprawniejsze w walce z pedofilią w sieci, propagandą i dezinformacją rosyjską w sieci, nadużywanie wolności słowa w internecie.
Dodatkowe światło na wątpliwości szefa rządu rzuca trwająca od lat na prawicowych forach moda na odwołania do Orwella. „Folwark zwierzęcy” i „Rok 1984”, dwa jego najpopularniejsze dzieła, stanowią kanon do interpretacji rzeczywistości – od czasów Janusza Korwin-Mikkego, przez Sławomira Mentzena, po Grzegorza Brauna. Uniwersum polityka i reżysera traktuje George’a Orwella niczym mesjasza, analitycznie wręcz opisującego rzeczywistość. Jako nawrócony komunista traktowany jest niemal jak ówczesna prawica.
Politycznie to kolejny sygnał dla altprawicy, reprezentowanej w Polsce przez skrajnych przedstawicieli Konfederacji czy Grzegorza Brauna. Prezydent sięga po internetową i błędną interpretację dzieł Brytyjczyka, który „nie nawrócił” się z socjalizmu, a krytykował totalitaryzm. Można o tym przeczytać w magazynie „Gangrel”, gdzie w numerze 4. z 1946 r., Orwell tłumaczy: „Każda linijka poważnego tekstu, jaki napisałem od 1936 r., była bezpośrednio lub pośrednio krytyką totalitaryzmu i opowiedzeniem się za demokratycznym socjalizmem”. Spragnionych głębszego zrozumienia prawicowej mody na cytaty z Orwella odsyłam do facebookowego profilu „Prawicowy Orwell”, który przed laty sumiennie tropił jego kolejne objawy.
Kontrola Internetu: będzie czy nie?
Z prezydenckiego uzasadnienia wynika, że analogia nasuwa się w związku z zapisami, które „oddają kontrolę nad treściami w Internecie urzędnikom podległym rządowi, a nie niezależnym sądom”. Idąc tym tokiem rozumowania, trudno pojąć, dlaczego prezydent nie sprzeciwia się zasadom funkcjonowania policji i skąd tak nagłe zaufanie do sądów. Zgodnie z zawetowanymi przepisami prawo do blokowania nielegalnych treści w Internecie miałby Urząd Komunikacji Elektronicznej, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (organ konstytucyjny) oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Powody czysto polityczne: żeby utrudnić rządowi funkcjonowanie – podsumował premier Donald Tusk. – Nadużywanie wolności słowa w Internecie niesie zagrożenia dla obywateli, dzieci i państwa polskiego. Trzeba skutecznie o te narzędzia zawalczyć.
Jaka zatem przyszłość czeka unijną dyrektywę, która nawet w oczach Prezydenta RP dotyka ważnej materii – ochrony dzieci? Podczas konferencji prasowej szef rządu ostudził wojownicze nastroje nawołujących o ponowne przedstawienie ustawy do podpisu: – Przestrzegam moich ministrów, widząc, z jaką energią prezydent wetuje wszystko, co wychodzi z rządu, żeby zastanowić się, czy ma sens składanie projektów ustaw, o których wiemy, że z pozamerytorycznych powodów i tak będą wetowane.
Alternatywą mają być rozwiązania „pozaustawowe”, co prowadzi na trop rozporządzeń, do których prawo posiadają ministrowie, KRRiT czy szef rządu. Wypowiedź premiera wskazuje, że rząd szykuje się na nowe otwarcie, omijające niewspółpracującego prezydenta. Jednocześnie Tusk uspokaja: – Trzeba się przyzwyczaić i to nie jest taka zła sytuacja, żeby dobrze rządzić i naprawiać to, co jest kiepskie, bez ustaw. Znajdziemy sposoby, żeby bezpieczeństwo w sieci zwiększyć [red. – pozaustawowo].
Tymczasem zostajemy z Ministerstwem Prawdy i Orwellem, co zwraca uwagę na jeszcze jedną wątpliwość wobec uzasadnienia weta. Prezydent jako historyk z pewnością rozumie, że znajomość kultury i lektur jest równie ważna, co ich tła historycznego. Wyrywanie cytatów z kontekstu jest plagą polskiej polityki, ale również nas – odbiorców. Cóż trudnego jest w bezrefleksyjnym powoływaniu się na nieobecne autorytety. Już Sokrates uważał, że „martwe autorytety nie mają głosu”. A może jednak mówił to Platon. Z pewnością jednak Vincent van Gogh mówił, że „krytycy bywają bezczelni, gdy oceniają życie, nie rozumiejąc istoty obrazu”. Z prawie stuprocentową pewnością.