Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Wojna w PiS eskaluje: Kaczyński uderzył w Morawieckiego i jego harcerzy. To się już nie poskleja

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Po publicznej kłótni Patryka Jakiego z Mateuszem Morawieckim prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował o postawieniu byłego premiera przed partyjną komisją etyki. We frakcyjnej wojnie triumfują radykalni „maślarze”, przyszłość „harcerzy” wygląda ponuro.

W piątek po południu rzecznik PiS Rafał Bochenek zamieścił w mediach społecznościowych następujący komunikat: „W związku z wczorajszym naruszeniem wydanego przez kierownictwo PiS zakazu wszczynania w mediach społecznościowych szkodliwych dla Polski i całego naszego środowiska politycznego dyskusji p. prezes Jarosław Kaczyński podjął decyzję o skierowaniu do partyjnej komisji etyki spraw następujących posłów: p. Mateusza Morawieckiego, p. Ireneusza Zyski i p. Mirosławy Stachowiak-Różeckiej. Wypowiedzi i wpisy innych członków partii, w tym sprawa p. Patryka Jakiego, są wciąż analizowane ze względu na złożony kontekst. Do komisji etyki trafiła już wcześniej sprawa p. Jacka Kurskiego w związku z jego wypowiedzią w jednym z programów telewizyjnych”.

Jednym słowem, tłumacząc z politycznego na polski, wojna domowa w PiS weszła w nowy etap, w którym lider Prawa i Sprawiedliwości stanął po stronie frakcji „maślarzy”, kojarzonej z Przemysławem Czarnkiem, Tobiaszem Bocheńskim i Patrykiem Jakim. O co dokładnie poszło tym razem, co stanie się z Morawieckim i jego kompanami i czy w PiS dojdzie do rozłamu? Spróbujmy to zrekonstruować i uporządkować.

Wojna w PiS: rekonstrukcja zdarzeń

Nie obędzie się na początek bez krótkiego słowniczka partyjnych pojęć. Wspomniani już wyżej „maślarze” to frakcja opowiadająca się za mocnym skrętem PiS na prawo, w stronę Konfederacji i Korony Polskiej Grzegorza Brauna, by tam odnaleźć wyborców rozczarowanych dziś partią Kaczyńskiego i popierających skrajnie prawicowe projekty polityczne. Z kolei „harcerze” Mateusza Morawieckiego, do których należą Michał Dworczyk, Paweł Jabłoński, Marcin Horała czy Janusz Cieszyński, opowiadają się za bardziej umiarkowanym, centroprawicowym kursem PiS. Oprócz sporu programowego obie grupy toczą bój personalny, walcząc o pozycję partyjnego kandydata na premiera dla jednego ze swoich liderów.

Wojna frakcyjna dawno już wyszła poza wewnętrzne dyskusje w PiS, a obie walczące strony od tygodni malowniczo okładają się publicznie czym popadnie. Po kolejnej bitwie na polityczne sztachety, gdy sympatyzujący z „harcerzami” weteran Ryszard Terlecki starł się z bliskim „maślarzom” Sebastianem Kaletą, co z kolei wywołało reakcję łańcuchową i frontalną wojnę wszystkich ze wszystkimi, nie wytrzymał Jarosław Kaczyński: 13 lutego zagroził, że jeśli kłótnie nie ustaną, winowajcy zostaną zawieszeni w prawach członka partii. Groźby prezesa nie zrobiły jednak na rozemocjonowanych interlokutorach większego wrażenia, obie strony nadal wbijały sobie szpilki, a do kulminacji doszło w czwartek 26 lutego, gdy czołowo zderzyli się ze sobą Patryk Jaki i Mateusz Morawiecki.

O co poszło? W skrócie: o to samo, co zwykle. Podczas spotkania ze studentami w Lublinie Jaki zarzucił grupie Morawieckiego (choć trzeba mu przyznać, że nie zrobił tego wprost), że była i jest zbyt uległa wobec Unii Europejskiej i szantaży liberalnych, europejskich elit, ale na szczęście stanowisko całej partii jest twarde i bezkompromisowe, czego przykładem ma być sprzeciw wobec programu SAFE: „To jest wreszcie taki PiS, jaki chciałem, żeby był” – mówił Jaki. Ale powiedział coś jeszcze: „Oczywiście jest kilku posłów u nas – warto obserwować którzy – zachowujących się inaczej, którzy nie uczą się i nie potrafią wyciągać wniosków”.

To nie był pierwszy przykład z ostatnich dni, gdy Jaki w parze z Tobiaszem Bocheńskim publicznie ostro dystansowali się od grupy Morawieckiego i polityki jego rządu. Robili to w ramach objazdu po Polsce i spotkań ze studentami w ramach akcji „Zmień nasze zdanie” (notabene zazwyczaj byli to bardziej studenci uniwersytetu trzeciego wieku niż młodzież), choć – jako się rzekło – krytykę wobec frakcji „harcerzy” formułowali, posługując się ezopowym językiem.

Echa tych spotkań musiały docierać do Morawieckiego i doprowadzać go do szewskiej pasji, więc kiedy Patryk Jaki wrzucił cytowany wyżej fragment o „kilku posłach” na portal X, były premier nie wytrzymał i odpowiedział partyjnemu rywalowi: „Skoro obecnie jesteś ekspertem i znasz remedium na każdy problem, to powiedz: jak poszła sztandarowa reforma sądownictwa? No i jak przysłużyła się Polsce Twoja ustawa o IPN? (...) Od dłuższego czasu zajmujecie się głównie krytykowaniem – i to nie Donalda Tuska, a dorobku rządu PiS z lat 2015–2023. Rządu, w którym sami byliście. To właśnie dlatego od wygranych wyborów prezydenckich tak bardzo spada nam poparcie”.

Morawieckiego poparli publicznie Mirosława Stachowiak-Różecka oraz Ireneusz Zysk, a dalszy ciąg znamy: cała trójka decyzją prezesa stanie przed komisją etyki, zaś Jakiemu włos z głowy nie spadł i już zapewne nie spadnie. W ramach zachowania pozorów równowagi przed komisją stanie również Jacek Kurski za ciągłe ataki na Morawieckiego, ale werdykt prezesa Kaczyńskiego jest jasny: kciuk w górę dla maślarzy, kciuk w dół dla harcerzy. Zwłaszcza że Morawiecki już po wydaniu zarządzenia prezesa wszedł z nim w polemikę, pisząc, że „zawsze będzie bronił dokonań 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości przed tymi, którzy nie umieją nic zrobić, a jedynie krytykują”.

Czytaj też: Kaczyński ucieka do tyłu, a musi gonić. Rewolucja znów pożarła własne dzieci

Czy Morawiecki odejdzie z PiS?

Cała historia Prawa i Sprawiedliwości oraz praktyki politycznej Jarosława Kaczyńskiego wskazuje na jedno: Mateusz Morawiecki nie ma już czego szukać w partii, jego los jest przesądzony, pozostaje tylko pytanie o czas rozwodu i jego atmosferę.

Konflikt, który dziś obserwujemy, jest przecież bliźniaczo podobny do awantury z jesieni 2010 r., gdy Kaczyński wyrzucił z partii grupę Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Linia sporu była analogiczna do obecnej: Kluzik chciała kontynuować centrowy kurs z kampanii prezydenckiej Kaczyńskiego, ale prezes po przegranych wyborach postanowił skonsolidować partyjne szeregi i pozbyć się z nich elementów ideowo niepewnych. Bo PiS to po prostu prywatna partia Jarosława Kaczyńskiego, a kto nie potrafi tego zrozumieć, ląduje na aucie niezależnie od przeszłych zasług: taki był los „trzeciego bliźniaka” Ludwika Dorna, który został bezceremonialnie wyrzucony z PiS dwa lata przed Rostkowską.

Lider (a raczej właściciel) Prawa i Sprawiedliwości zawsze w kryzysach stawiał na twardych żołnierzy, być może niezbyt lotnych, być może grubo ciosanych, ale nastawionych na polityczną walkę, a nie na mnożenie pytań i wątpliwości. A dziś kryzys partii jest najgłębszy od ponad dekady. W związku z tym jajogłowi intelektualiści, co zawsze szukają racjonalności, zgniłego kompromisu, co włos dzielić chcą na czworo, zamiast bezrefleksyjnie prać się do ostatniej kropli krwi wedle woli prezesa, są dziś Kaczyńskiemu potrzebni jak dziura w moście.

Dlatego Morawiecki może już się pakować. Wyrok został wydany, czekamy na wykonanie.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Tragedia na torach. Takiego wypadku nie było w Polsce od lat, robi się groźnie. Kto zawinił?

Takiego wypadku nie było w Polsce od lat. Niedawno na przejeździe kolejowo-drogowym w Ziębicach zginęło młode małżeństwo. Nie zadziałały nie tylko rogatki, ale doszło też do awarii sygnalizacji świetlnej. Iwona i Krystian osierocili dwuletnią córeczkę. Czy przejazdy kolejowe w Polsce to przejazdy śmierci?

Katarzyna Kaczorowska
10.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną