Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Notatnik polityczny. Kogo Kaczyński wskaże jako kandydata na premiera? Coraz częściej słychać o Lucjuszu Nadbereżnym

Lucjusz Nadbereżny i Mateusz Morawiecki Lucjusz Nadbereżny i Mateusz Morawiecki Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Podział w partii Kaczyńskiego jest oczywisty, klimaty rozwodowe mogą wrócić w każdej chwili, ale dziś PiS koncentruje się na rozpoczęciu marszu ku kampanii wyborczej. Już w sobotę ich kandydatem na premiera może zostać 41-letni czarny koń ze Stalowej Woli.

Wygląda na to, że w PiS kolejny raz nie dojdzie do rozłamu. Piątkowy komunikat rzecznika partii Rafała Bochenka o postawieniu Mateusza Morawieckiego przed komisją etyki za krytykę Patryka Jakiego brzmiał wprawdzie – z punktu widzenia kibicujących secesji – całkiem obiecująco, ale już dzień później przyszedł kolejny komunikat o postawieniu Jakiego przed tą samą komisją za krytykę Morawieckiego. Oba postępowania, jak słyszę, mają się zakończyć szybko, a rozmówcy z PiS są przekonani, że ewentualne partyjne kary nie będą srogie.

Na 7 marca Jarosław Kaczyński wyznaczył bowiem datę ogłoszenia nazwiska kandydata na premiera i ostatnie, czego by prezes PiS pragnął, to przykrycie tego wydarzenia przez secesję Morawieckiego i jego ludzi. A i były premier się do tego nie pali. To małżeństwo jeszcze trochę wytrzyma, choć miłość dawno wygasła i zostało tylko trochę wspólnych interesów. Rozłam? Dla Kaczyńskiego byłoby to zapewne ostateczne pożegnanie z marzeniami o powrocie do władzy (PiS musiałby w kampanii bić się z Konfederacją, Koroną i Morawieckim). Z kolei dla byłego premiera samodzielność oznaczałaby trudną walkę o kilka procent wyborców pod ostrzałem wiernych Kaczyńskiemu prawicowych mediów. Mało przyjemna perspektywa dla kogoś, kto chciałby zagrać o całą pulę, czyli władzę nad PiS.

Nie bądźmy jednak w tej kwestii dogmatykami; klimaty rozwodowo-rozłamowe w każdej chwili mogą wrócić, bo podział w partii Kaczyńskiego jest oczywisty. Jest grupa ludzi, którym nie podoba się status quo, jest tej grupy przywódca, jest konkurencyjna wobec partyjnego mainstreamu agenda, są zasoby organizacyjne. Wystarczy tylko nacisnąć guzik. Fakt że dziś tego nikt nie chce zrobić, nie oznacza, że za kilka miesięcy też nie będzie chciał. Ciepła, życzliwa atmosfera z pewnością będzie też towarzyszyła układaniu list wyborczych.

Reklama