Recenzja gry: Proteus

Proteus
„Proteus” jest niczym piękny, wyciszający sen. Inwid, który wykracza poza definicję gry wideo.
materiały prasowe

Minimalistyczna perełka: „Proteus”. Biegunowo odmienny od „Crysisu 3”. Tu nie ma akcji. Więcej! (choć może należałoby rzec: mniej!) – tu niemal nie ma interakcji. Nie ma też celu, wyzwań i nagród. Jest doświadczenie poznania i czysty, dziecięcy zachwyt. Losowo generowany świat tęczowo kolorowej wyspy zdaje się programową kontestacją plagi wideofilii. Zbudowany jest, niczym w wizji Demokryta, z elementarnych cegiełek, tyle że tu po wielekroć powiększonych. Czuć w „Proteusie” nostalgię za prostotą pixel artu, gdy z garstki pikseli udawało się kreować jasne, klarowne emanacje idei.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną