Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Zachęta już przejęta. Szybko poszło. Nominat PiS musi pakować manatki

Siedziba Zachęty w Warszawie Siedziba Zachęty w Warszawie Włodzimierz Wasyluk / Forum
Trochę w tle batalii o publiczne media nadeszła informacja o odwołaniu dyrektora Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. I, jak w przypadku TVP, sam fakt nie dziwi, ale tempo zmiany zaskoczyło.

Można było przypuszczać, że nowe władze resortu kultury zabiorą się za weryfikację nominatów PiS na stanowiskach dyrektorów narodowych instytucji kultury oraz działających pod opieką ministerstwa (coraz liczniejszych) instytutów. Wydawałoby się, że nastąpi to powoli, stopniowo, bo przecież miesiąc czy nawet kwartał w działalności galerii sztuki to mniej niż jeden dzień na wizji. A jednak na pierwszą decyzję przyszło czekać bardzo krótko. Janusz Janowski, którego kontrakt opiewał na cztery lata, już w jego połowie musi pakować manatki i opuścić dyrektorski gabinet.

Janowski sam ułatwił zadanie ministrowi kultury

Dlaczego na pierwszy ogień poszedł właśnie on? Złośliwi mogliby stwierdzić, że miał wyjątkowego pecha. Wszak stanowisko dyrektora departamentu w MKiDN, któremu Zachęta podlega, objęła wraz z nową władzą Hanna Wróblewska, ta sama, która musiała Janowskiemu ustąpić miejsca na stanowisku szefowej galerii. I jest coś na rzeczy, choć na pewno nie o prostą zemstę tu chodzi, ale raczej o fakt, że wiedza Wróblewskiej o Zachęcie jest szczególnie dogłębna, wiedziała więc, gdzie i jak szukać dowodów naruszenia przez jej następcę warunków kontraktu.

A trzeba też przyznać, że Janowski zdecydowanie ułatwił nowemu ministrowi zadanie, postępując i działając tak, jakby miał nienaruszalny kontrakt w galerii do końca świata i jeden dzień dłużej. Działał arogancko i woluntarystycznie, nie było hamulców, które by go przed czymkolwiek powstrzymały. Nic więc dziwnego, że lista zarzutów, która pozwoliła dyrektora odwołać, jest długa. Wiele zarzutów ma charakter ogólny i nie do końca wiadomo, co się za nimi kryje, jak „niewywiązanie się ze stworzenia i realizacji strategii instytucji”, „nierealizowanie programowych zobowiązań dotyczących strategii promocji artystów”, „niewywiązywanie się z obowiązku sprawozdawczości”. Są i konkretne, jak rezygnacja z funduszy europejskich (w ten sposób galerii przeszło koło nosa wiele milionów euro), niepowołanie Rady Programowej itd.

Co ciekawe, ministerstwo zapewnia, że przed podjęciem decyzji zasięgnęło opinii różnych gremiów pracowniczych i środowiskowych. Wśród nich znalazł się także Związek Polskich Artystów Plastyków, który „nie zakwestionował zamiaru ministra”. A warto przypomnieć, że tymże związkiem Janowski kierował przez wiele lat, w tym także bezpośrednio przed objęciem dyrekcji w Zachęcie. Ot, taka ciekawostka.

Czytaj też: Minister Gliński wygrał na większości frontów. Straty są potężne

Zaczyna się wielkie czyszczenie po rządach PiS

Poza formalnymi uchybieniami, które pozwoliły Bartłomiejowi Sienkiewiczowi rozwiązać dyrektorski kontrakt, długo można by dyskutować także o kształcie artystycznym Zachęty, o zrealizowanych przez Janusza Janowskiego (i przez niego zwykle kuratorowanych) wystawach. I tu można by wyszykować długą listę zarzutów dotyczących programu, jaki realizował, ale też aroganckiego stosunku do dużej części środowiska sztuki w Polsce. Jedno trzeba mu oddać: starał się pokazywać w galerii artystów, którzy wcześniej nigdy nie mieliby szans, by się tam znaleźć. Czasami pomijanych jak najbardziej słusznie, bo ich dorobek zdecydowanie nie dorastał do rangi galerii. Ale niekiedy niezwykle interesujących, choć na bakier z ukształtowanym przez lata artystycznym mainstreamem.

Nie wiem, jakie są dalsze ministerialne plany zmian personalnych w kulturze. Na pewno należy się z uwagą przyjrzeć temu, co dzieje się w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski czy – jeszcze uważniej – w Muzeum Sztuki w Łodzi. Bardzo napięta atmosfera i ostry konflikt załogi z dyrektorem ma miejsce w Muzeum Narodowym w Warszawie. Radykalnego uzdrowienia wymaga sytuacja w większości podległych resortowi instytutów, z Instytutem Adama Mickiewicza, Instytutem Literatury, Polskim Instytutem Sztuki Filmowej, Instytutem Teatralnym, Filmoteką Narodową – Instytutem Audiowizualnym na czele.

Nie mówiąc już o masie dziwnych instytutów, które powołał Piotr Gliński, a które należałoby zamknąć tak szybko, jak żwawo je powoływano. Słowem, można przypuszczać, że Zachęta to tylko introdukcja, wstępne czyszczenie poprzedzające wielkie porządki. Zapowiada się ciekawie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną