Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Mata spełnił sen o Narodowym. Sprawdziliśmy, jak mu poszło. „Sorki, że byliśmy trochę głośni”

Mata spełnił sen o Stadionie Narodowym. Mata spełnił sen o Stadionie Narodowym. Michał Murawski / mat. pr.
Mata, najchętniej słuchany polski raper młodego pokolenia, zagrał swój pierwszy koncert na największej scenie w Polsce. W sobotę powtórka.

Swój długo wyczekiwany i szumnie zapowiadany koncert na PGE Narodowym Michał Matczak – znany też jako Mata – zaczął od krótkiego medialnego wprowadzenia przypominającego legendę rapera w kilku punktach. Podbił Polskę „Patointeligencją”, wywołując dyskusję i trafiając do mediów. Sprowadził na koncert na Bemowie 40 tys. osób, kolejnych 30 tys. na nielegalną imprezę nad Wisłą.

Wywołał kontrowersje, zatrzymany przez policję za posiadanie marihuany. Teraz, jako 26-latek, zorganizował największy jak dotąd koncert – a raczej pierwszy z dwóch (finał w sobotni wieczór) – pod hasłem „The Best of Mata”. A dzięki pojemności obiektu mógł linijkę „40 koła ludzi pod sceną” w utworze „Patoreakcja” zmienić w „60 koła”.

Grunt to zabawa

Tych przebojów, które sygnalizuje tytuł, trochę się nazbierało. Ponad 30 utworów zaprezentowanych w piątkowy wieczór ułożyło się w opowieść, w której akcent padał na zabawę, a nie dramaty czy rozterki. Choć bohater zaczął go w „garniturze stylizowanym na ten, w którym zdawał maturę” (za chwilę pewnie w kolekcji którejś z marek), wykonując „Patointeligencję” w choreografii bardzo mocno inspirowanej tą z najnowszego klipu Gener8ion i Young Leana „Storm” – zresztą nakręconego do utworu zbliżonego tematycznie. Matura wracała i później – w pytaniach (kto z zebranych zdawał w tym roku maturę) i wykonaniach („100 dni do matury” w dalszej części koncertu).

Przede wszystkim jednak atrakcją byli goście. Ci na scenie – jak Maryla Rodowicz, wykonująca z Matą zeszłoroczne „To tylko wiosna”, Żabson w „Palma de Mallorca”, Roxie Węgiel w „Falochronach” czy White 2115 w „Californii”. A wreszcie Anja Rubik, która tylko weszła na scenę i z niej zeszła – w roli modelki – w jednym z utworów. Ale też goście na widowni – jak Quebonafide, który wprawdzie nie wystąpił z Matą w (dedykowanym prawnikowi Marcinowi Matczakowi, ojcu rapera) utworze „Papuga”, za to podczas inspirowanego sportową modą „kiss cam”, gdy kamera wyłapywała na widowni kolejne pary, ucałował stojącego obok Okiego. Ktoś zdążył z fotką w tym momencie, bo już się rozeszła w sieci. A akcja – poprzedzająca wykonanie utworu „Kiss Cam” Maty – wypadła lepiej, niż to może wyglądać w opisie.

Realizacyjnie polskie agencje dźwigają ciężar wykonań na Narodowym równie dobrze, a czasem i lepiej niż zagraniczni producenci. Efektowna i oryginalna była scenografia: gigantyczne schody, czyli przeskalowane „Schodki” z tytułu jednego z pierwszych hitów Maty, opowiadającego przecież o tym, co się działo niedaleko, też na wysokości Mostu Poniatowskiego, ledwie po drugiej stronie Wisły. Sprawdziło się oświetlenie i praca kamer pokazujących akcję sceniczną z różnych stron. Akustycznie nigdy nie jest tu dobrze, ale dość lekkie aranże utworów Maty zaskakująco nie wprawiły całego Narodowego w rezonans. Przynajmniej nie bardziej niż krzyk 60 tys. gardeł.

Koncert jak spotkanie

To wszystko kosztem oprawy muzycznej – brakowało choćby momentów z ciekawszymi partiami instrumentalnymi, pozwalającymi przełożyć studyjny język rapu na wykonanie koncertowe. Ale to problem ogólniejszy, dotyczący zresztą nie tylko polskich raperów. W tym sensie rapowe występy to często bardziej spotkania niż koncerty. A w kategoriach spotkania Mata odnajduje się nieźle, trzeba też przyznać, że na żywo zyskuje i potrafi uwiarygodnić nawet słabsze pozycje ze swojego repertuaru, krzesząc te pozytywne emocje spotkania nawet z tych bardziej miałkich linijek. Wspomagany (raz mocniej, raz słabiej) przez autotune jest też zaskakująco sprawnym wokalistą – Narodowy słyszał już w każdym razie znacznie gorszych.

Bardzo młoda w większości (z wyjątkiem dyżurujących gdzieś obok rodziców dzieci poniżej 16. roku życia) publiczność reagowała z entuzjazmem, rozkręcając kolejne kręgi zaadaptowanego gatunkowo pogo. Atmosfera całego tego długiego koncertu była bardzo przyjazna, choć czy to była już energia, jakiej ten obiekt jeszcze nie widział – a taka deklaracja majaczyła w zapowiedziach – to już kwestia bardzo względna.

Dziś jeszcze jedna szansa, by sprawdzić jej prawdziwość (jeśli ktoś nie ma biletów, pocieszeniem będzie fakt, że w nocy pojawiła się zapowiadana od dawna nowa płyta „#MATA2040”). A frazę „Sorki, że byliśmy trochę głośni” ponownie usłyszy cała Saska Kępa. Mata może nie jest raperem spełniającym sny całego narodu, ale przez dwa dni jest raperem, który spełnił swój sen o Narodowym.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Gen. Dan Caine ma najtrudniejsze zadanie na świecie. Kim jest naczelny doradca wojskowy Trumpa?

Generał Dan Caine musi przekładać strumień świadomości prezydenta USA na precyzyjne działania zbrojne.

Marek Świerczyński
15.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną