Recenzja książki: Jakub Małecki, „Sąsiednie kolory”
Dostajemy coś, co przypomina bardziej zbiór złotych myśli niż powieść.
Dostajemy coś, co przypomina bardziej zbiór złotych myśli niż powieść.
Banalność zła w jego najprostszym wydaniu: historia badacza, który zostaje obozowym strażnikiem w Auschwitz, a potem nikt go z tego nie rozlicza.
Najnowsza powieść Orhana Pamuka brzmi jak historyczna metafora ostatniej pandemii. Z niezbyt pozytywnymi wnioskami dla Zachodu.
Siła życia jest w tej powieści bardzo odczuwalna i zaraźliwa.
„Mam przeczucie” pełne jest niepokojów, ale czytelnicy mogą podejść do tej książki bez obaw.
Narratorem jest młody kierowca, ambitny kinoman mieszkający z babcią, który sam zgłosił się do pracy w SB.
„Samotnia” jest refleksją na temat pamięci, zacierającej się granicy między fikcją a faktami.
Autor bestsellerowej „Anomalii” tym razem opowiada o swojej rodzinie i dorastaniu, ale w tonacji nietypowej dla książek autobiograficznych, bo pozbawionej nostalgii czy rozpamiętywania krzywd i traum – lekkiej i autoironicznej.
Do George’a Orwella bezsprzecznie (i w pewnym sensie słusznie) przylgnęła łata defetysty. Ale autor „Roku 1984” był kimś więcej niż tylko surowym prorokiem nowych czasów. Uprawiał róże, w tym znajdował ukojenie.
Tak widziane bojowniczki przestają być „maleńkimi punktami w morzu męskiego heroizmu”. Dobra robota.
W swej najnowszej książce Tomasz Terlikowski powtarza wielokrotnie, że pozostanie katolikiem. Czemu więc poświęcać jej uwagę, gdy jest się poza Kościołem? Z dwóch powodów.
Rzeczywiście, rozrzut jest duży. Nowa książka Andy Rottenberg to zbiór tekstów pisanych w ciągu ostatnich 30 lat w bardzo różnych okolicznościach.
Opowieść o narastającym gniewie zwykłych ludzi. Niezwykle uniwersalna, a przez to jakże współczesna.
Maria Herman i Olgierd Borewicz, ksywka Zero Siedem, wciąż badają niewyjaśnione sprawy sprzed lat.
Stuart znów zabiera czytelników do mrocznego, odpychającego miasta swojej młodości.
Debiutancka powieść Anouk Herman jest podróżą w poszukiwaniu własnej tożsamości.
Siła tej kameralnej opowieści tkwi w tym, że może uświadomić nam rzeczy, nad którymi się nie zastanawiamy, bo znamy kody kulturowe.
To bardzo wciągająca opowieść, chociaż przy lekturze zalecana jest ostrożność.
Amélie Nothomb pisze bardzo dużo, ale niewielka książka „Do pierwszej krwi” jest warta szczególnej uwagi, bo to historia jej ojca, trzymająca w napięciu od pierwszej sceny.
Z tej opowieści wyłaniają się twarze, które także – jak żołnierze wyklęci – powinny trafić na murale.